Buszowanie po Smyku

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 04-03-2011
Tagi: , , ,

Smyk przysłał mi smsa, że mają przez parę dni wyprzedaż 50%, a do tego przez dwa dni posiadacze karty Smyka dostają od ceny tych przecenionych rzeczy 20% rabatu. Smyk jest drogi, ale z tymi wszystkimi rabatami wyglądało to bardzo atrakcyjnie, więc poszliśmy. W planach były przede wszystkim buty na wiosnę dla Majki i spodnie dla Tomka – to drugie nawet pilniejsze, bo nie wiem co ten syn robi ze spodniami, ale już w zasadzie wszystkie ma podziurawione/poprzecierane albo za krótkie. Wyszliśmy z windy i oślepłam. Jak odzyskałam wzrok i oddech, ucieszyłam się szaleńczo, że moja córka na przedszkolnym balu chciała być Lordem Vaderem, ponieważ to, co mnie tak oślepiło, to była oferta na bal dla dziewczynek, wyglądająca tak

i tak

no więc sami rozumiecie. A tak to moja córka na balu w przedszkolu wyglądała tak (maskę kazali jej zdjąć do zdjęcia, ale tutaj jest wersja w masce)

Jak odzyskałam wzrok i przytomność umysłu (oraz odszukałam Majkę, która zignorowała te przepiękne sukienki i poleciała do stoiska ze szkolnymi przyborami z Hello Kitty oraz odciągnęłam Tomka od przebrań Spidermana, policjanta, ninja, strażaka, żołnierza i Batmana) ruszyliśmy do ciuchów.
Buty dla Majki udało się znaleźć błyskawicznie, panna wybrała sobie wściekle różowe adidaski z białym kotkiem, ja dopilnowałam rozmiaru, sprawdziłam czy je sama łatwo zakłada/zdejmuje (no nie będę przecież zakładać butów trzyletniej pannicy) i było okej. Potem okazało się, że o prawda nie z wyprzedaży, ale z nowej kolekcji jest mnóstwo bluzek z dwoma idolkami Majki – Hello Kitty i Świnką Peppą, więc chociaż były relatywnie drogie, a ona bluzek z długim rękawem na pełno, to pozwoliłam jej wybrać jedną, dziecko marzy o posiadaniu wszystkich ubrań z tymi swoimi ukochanymi postaciami z bajek. W międzyczasie obejrzeliśmy skórzane spodnie Levisa w rozmiarze na Tomka oraz 4 wzory piżam z Bakuganem, niestety wszystkie za małe na syna, a szkoda, bo piżama za 20 złotych (- 20% od tego) to niezły interes. Majka Bakuganem wzgardziła.
Ruszyliśmy na trzecie piętro po rzeczy dla Tomka. Kupiliśmy świetną bluzę ze Spidermanem i komiksowymi dymkami – za dużą, ale cena naprawdę zachęcała do kupowania nawet na później. Kupiliśmy mu zestaw gatek ze Spidermanem, pożałowaliśmy że bokserki z Transformersami są duuużo za duże. Ale, ale, naszym celem były spodnie. Oblecieliśmy 3 razy dookoła całe piętro. Znaleźliśmy panią z personelu (kiedyś w Smyku było to łatwe, teraz niestety jest baaardzo trudne) i zapytaliśmy ją o spodnie chłopięce w rozmiarze 122. Pani powiedziała, że wszystkie małe spodnie z wyprzedaży się już rozeszły (wyprzedaż od dzisiaj!) i pokazała nam to, co zostało (3 pary spodni dresowych oraz przeceniona kolekcja Levisa – fakt, przecena spora, bo z cen w rodzaju 179 złotych do 70-90 zł, ale to jednak nie było to, o co nam chodziło. Nawet wzięliśmy jedne te spodnie do przymierzalni, nawet wzięliśmy spodnie z nowej kolekcji tamże, ale okazało się, że te Levisa są niby dobre na długość, ale za to spadają w pasie i fatalnie się układają na pupie (naprawdę, te spodnie produkują na jakieś utuczone dzieci, mój syn ze swoją szczupłą talią i chudym tyłkiem nie ma szans na ładnie pasujące), zaś te z nowej kolekcji są za długie – on jest w jakimś koszmarnym przedziale rozmiarowym, 116 jest już ciut za małe, a 122 za długie, w dodatku to są skrajne rozmiary z „małych” i „dużych” dzieci, więc szukanie dla niego spodni w Smyku to bieganie między piętrami, a i tak te największe dla małych i najmniejsze dla dużych na ogół najszybciej znikają. No i okazało się, że nie ma żadnych spodni dobrych na niego. Zrezygnowani poszliśmy do butów, żeby chociaż może mu nowe kapcie kupić i tu duży sukces, bo kapci przecenionych było mnóstwo, sporo fajnych modeli, których nigdy w sprzedaży regularnej nie widziałam, ceny takie, że w końcu kupiłam mu 3 pary – dwie na teraz (jedna do domu, druga do szkoły), a jedną na później. W ostatniej chwili jeszcze Majka wypatrzyła kapcie z trupio czacho – trochę za duże na nią, ale kosztowały 10 złotych, po moim rabacie z karty 8 zł, a on je pokochała, więc trudno było nie kupić, nie zmarnują się. Dzieci przy okazji wybawiły się na bujanym koniku, przynajmniej w jednym dziale dzieci udało się utrzymać blisko siebie dłużej niż 2 minuty.

Potem zjechaliśmy jeszcze raz na piętro dla „małych” dzieci, bo przypomniałam sobie, że chciałam kupić Majce kąpielówki, przeryliśmy kosz z przecenionymi gaciami i Maja wypatrzyła komplecik plażowy – różowy, oczywiście, składający się ze stanika i majtek. W ogóle nie można kupić dla trzyletniej dziewczynki stroju plażowego nie obejmującego stanika – tak jakby taka mała dziewczynka miała jakieś piersi do zakrywania, no doprawdy. Ale nic no, komplecik jej się spodobał, był dobry na rozmiar, uznałam że jakoś ścierpię ten wielki napis „Barbie” na obu częściach, a intensywny kolor przynajmniej pozwoli na łatwe zlokalizowanie jej wzrokiem na basenie. No i cóż, udaliśmy się do kasy, za cały ten stuff, czyli 5 par butów, bluzę dla Tomka, bluzę dla Mai, 2 pary majtek dla Tomka i kostium kąpielowy dla Mai zapłaciłam 148 złotych i wyszłam z poczuciem udanych zakupów, choć wściekle zmęczona noszeniem koszyka, kurtek dzieci, szukaniem spodni, szukaniem Tomka, szukaniem Mai, szukaniem kostiumu, szukaniem Tomka, szukaniem butów, szukaniem Mai, szukaniem personelu, szukaniem Mai…
Ale urobek zacny.


Co robi Anakin na kapitanie, czyli Star Wars opowiadane przez sześciolatka

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 14-12-2010
Tagi: , , ,

Wracamy z Tomkiem ze szkoły.
– Mamooooo?
– Tak?
– A jak będziesz miała więcej pienią… pieniąż…
(matka już, już szykuje się na udzielenie reprymendy)
– pienią… pieniędzy!
(reprymenda zostaje odwołana, matka oddycha z ulgą)
– To jak będziesz miała więcej pieniędzy, to kupisz mi… nie pamiętam w jakim sklepie, ale to można sprawdzić… kupisz mi miecz świetlny?
– Tak, kupię, ale to rzeczywiście będę musiała mieć więcej pieniędzy, bo trzeba będzie kupić dwa i dla Ciebie i dla Mai, bo jak was znam, to o jeden się pobijcie i go zaraz zniszczycie.
– No właśnie, to możemy kupić czerwony i… na przykład… niebieski
– A ty jaki chcesz?
–  Czerwony!
– Eee, czerwony? Jak…
– Jak źli lordowie Sith!
– A.. ale… znaczy chcesz być synu, po Ciemnej Stronie Mocy?!
– Tak!
– O. Ale chciałabym ci synu przypomnieć, że Ciemna Strona Mocy przegrała i…
– Nieprawda! Bo zmienili Anakina w Lorda Vadera i on był silny. A przedtem udusił księżniczkę.
– Yyyy, no tak, ale na końcu umarł.
– Nieprawda, nie umarł. Lord Vader nie umarł!
– Umarł!
– Nie!
/…/

– No dobrze, może i umarł – mówi bardzo nieufnie syn, po tym, jak opisałam cała scenę „Luke, I’m your father” i jej następstwa.
Po czym ja się pytam, skąd właściwie mu się tak dzisiaj pojawił temat, a on mówi, że oglądali w szkole. Pytam się którą część, Młody nie wie, ale zaczyna mi opowiadać co tam było.
Oto zapis oryginalny, słowo po słowie:
No i był kapitan… i przyszedł potwór no i zabrał kapitana do jego domu i zjadł jego stworka i próbował wyciągnąć stopy bo chciał się uwolnić (ale kto? – pytanie moje, no kapitan – odpowiedz Tomka) i zdobył ten miecz magią i uciekł. potwór przychodził. znaczy. no i wydostał się z tego lodu i ściął potworowi rękę i jeszcze później uciekał. od tej śnieżycy on się położył, ale nie wiem czemu i nagle przyszedł Anakin i powiedział że zrobi osłonę i mieczem mu ten… powiedział że mu zrobi ciepło i ten.. no i stworek też się położył od tej śnieżycy i Anakin też się położył na kapitanie… no a dalej to nie wiem (ale czemu nie wiesz? no nie wiem!)

Trochę umarłam od tego opisu. Oczywiście wyjaśniłam, że nie Anakin, tylko Han Solo i uratował nie anonimowego „kapitana”, tylko Luke’a Skywalkera, a film to „Imperium kontratakuje”. Młody przyswoił. Tylko nie wiem czemu obejrzeli sam początek. Oraz obiektywnie nie uważam, żeby akurat Imperium było filmem odpowiednim dla sześciolatków, trochę tam zbyt brutalnych scen. Owszem, Tomek widział obie trylogie po 50 razy, ale dziecko, które nigdy nie widziało, mogłoby się trochę przestraszyć tego ucinania „stworkowi” ręki czy rozcinania brzucha innego „stworka”.


Mikołaj nie żyje!

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 09-12-2010
Tagi: , , , , , ,

Miejsce wydarzeń:
osiedlowy sklep spożywczy

Osoby dramatu:
Tomek (6,5),
Maja (3),
Matka
Personel sklepu,
Inni klienci

Matka z dziećmi robi zakupy, wchodzą do części, gdzie jest mięso i mrożonki. Stoi tam wielki sztuczny Święty Mikołaj. Na widok dzieci pani zza lady włącza Mikołaja, który zaczyna „śpiewać” i ruszać się. Maja staje z oczami jak pięciozłotówki, otwiera buzię i wpatruje się urzeczona. Potem woła: cieść, Mikołaj! Na to Tomek reaguje żywiołowo – tłumaczy siostrze, że to nie jest prawdziwy Mikołaj, nie jest żywy i w ogóle nie ma Mikołaja.
– Jest Mikołaj! Cieść Mikołaj! – woła Maja, nie zwracając uwagi na Tomka i machając łapką do owego potwora, który dla odmiany nie śpiewa już „Jingle Bells”, ale woła: „HOHOHOHOHO, Merry Christmas!”
– NIE MA Mikołaja – krzyczy Tomek.
– Jest!
– Nie ma! To tylko ludzie się tak przebierają!
– Jest Mikołaj!
– Mikołaj nie żyje! – krzyczy już na cały głos zdesperowany młodzieniec.
Personel sklepu oraz Inni klienci pokładają się ze śmiechu.  Matka, która w międzyczasie nabyła słoninę i mięso mielone, rzuca odruchowo: „nie kłóćcie się” i prowadzi dzieci do kasy. Tam pewna starsza pani mówi Tomkowi, że Mikołaj istnieje, a Tomek jej tłumaczy że nie, że to tylko ludzie się przebierają, a prezenty kupują i podrzucają pod choinkę rodzice. Pani nieustępliwie twierdzi, że to nieprawda, że Mikołaj jest naprawdę. Matka płaci, zgarnia dzieci, wychodzą.

Kurtyna.

Następnego dnia Mikołaj zostaje uwieczniony:


szczęście

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 07-11-2008
Tagi: , , ,

polega na tym […]
by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów

perpetuum mobile istnieje:
dziecko się uśmiecha. matka się uśmiecha. dziecko się uśmiecha jeszcze bardziej. matka się uśmiecha jeszcze bardziej

:)

poszłyśmy na zakupy. w zasadzie planowałam tylko jakieś rajstopki, ewentualnie skarpetki…
ach te plany… i ich zmiany ;)


ale rajstopki też kupiłam i to bardzo fajne, z ABSem, czyli taką gumą na stopach, żeby nie były śliskie – dla kogoś kto już coraz częściej przemieszcza się na dwóch odnóżach, ale jeszcze niezbyt pewnie,  to dość istotne.

przebywanie z córą staje się coraz fajniejsze. reaguje już na niektóre prośby, jak „daj”, poparte gestem wyciągniętej ręki, słucha co jej opowiadam, klaszcze w łapki…
naśladuje brata we wszystkim – próbuje budować z klocków, kibicuje mu, gdy on gra na komputerze, cieszy się jak wraca z przedszkola. oraz czatuje pod jego krzesłem, jak on je obiad – resztki z talerza brata są lepsze, niż jakaśtam zupka, którą chce nakarmić mamusia ;)

lubię być matką.
(chyba nie potrafię ubrać w słowa tych uczuć, o których chciałam opowiedzieć – już od dwóch godzin „męczę” tę notkę. trudno. i tak każdy to inaczej przeżywa)


leniwa niedziela

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-07-2008
Tagi: , , , , ,

Rano oglądaliśmy film („Przepowiednia żab” – francuski film animowany na TVP 1), potem byliśmy na długim spacerze i na dwóch placach zabaw. Wróciliśmy, stwierdziłam że trzeba tu posprzątać, bo „dziada z babą brak”, na co Tomek z zainteresowaniem: „taaak? przyjadą?”… Pomyślał chłopak że dosłowne mówię o babci i dziadku :D
Powiedziałam, że na razie nie przyjeżdżają, ale możemy do nich zadzwonić. Zadzwoniliśmy. Potem Tomek zasiadł do grania w swoją „grę z płatków” („Encyklopedia historii” dołączana do płatków Chocapic), a ja się wzięłam do sprzątania. Ogarnęłam z grubsza, zrobiłam obiadek, teraz Tomcio kończy jeść, Młoda buszuje w klockach Młodego, ja piszę, Morcheeba nam śpiewa…
Przyjemna, spokojna niedziela

Nie ma to jak poczucie dobrze wypełnionego dnia.
Tylko nurtuje mnie kwestia kadzidełek. Jakiś miesiąc temu kupiłam dwa opakowania kadzidełek i natychmiast po przyniesieniu do domu zaginęły. Pamietam, że przez chwilę lezały w siatce foliowej na stole – a potem w nieznanych okolicznościach stamtąd zniknęły – pewnie w pośpiechu gdzieś je przełożyłam. I ciągle nie moge znaleźć… Oczywiście znajdą się, jak będę szukała zupełnie czegoś innego (a kadzidełka bedą mi potrzebne jak dziura w moście), więc nie uważam ich za stracone, ale…
Hm, tak, w międzyczasie Tomek skończył jeść i teraz bawi się z siostrą – biega po pokoju i woła: „łap mnie, dzidziu!”, a Maja gania za nim na czworakach i próbuje łapać go za nogi :D

Mam cudowne dzieci. Mam dobrą pracę. Mam małe, ale przytulne i wystarczające mieszkanie. Mam mnóstwo planów, siły i wiary. Mam cudowne życie.