Wiosna idzie

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 03-03-2011
Tagi: , ,

- I będzie wiosna i będziemy iść do makdolanda i na plac zabaw – mówi tęsknie trzylatka w piżamie, siedząca z nogą na nogę, z pomalowanymi na czerwono paznokciami u stóp i zjadająca piekielnie ostry sos dodany do dania od chińczyka metodą zanurzania w nim palca i oblizywania ze smakiem.

(tak, wiem, Matka Roku jestem)
Najśmieszniejsze że jeśli chodzi o Makdonalda, to Majka była tam dwa razy, za pierwszym zjadła 3 kęsy hamburgera i zajęła się zabawką, za drugim wypiła tylko soczek jabłkowy i dystyngowanie skubała frytki, resztę zestawu od razu oddała innym, a ważna była znów tylko zabawka, trochę to słaby interes kupować Happy Meala tylko dla zabawki, ale to w sumie bardzo dobrze, że nie smakują jej te świństwa.
Za to uwielbia ostre sosy, musztardy i „gorący groszek”, czyli groszek wasabi. Tak, wasabi.


mistress of destruction

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 04-04-2009
Tagi: , , , , ,

Dziecko płci żeńskiej. W wieku rok i 3 miesiące. Chodzi. Otwiera. Wspina się. Wyciąga. Drze (papier, ryjek…). Zabiera. Nie słucha. Uśmiecha się figlarnie.

Od mniej więcej miesiąca mam w domu permanentny chaos. Na początku podejmowałam próby uporządkowania wszystkiego, gdy dzieci pójdą spać, ale szybko doszłam do wniosku, że zbyt wiele czasu i energii pochłania mi czynność, której efekty i tak zostaną zniweczone następnego dnia. I to 10 razy szybciej. Także teraz staram się tylko wiedzieć co gdzie jest, oraz mieć przejście na strategicznych szlakach do poruszania się po mieszkaniu.
Młoda jest wieku eksperymentowania, poszukiwania, pierwszych prób zaznaczenia swojego „ja”. Sprawdza co wolno, czego nie wolno, a jak nie wolno, to czy aby na pewno zawsze nie wolno. Bo może jak 153 raz spróbuję się dobrać do piekarnika, to mama pozwoli?
Mama nie pozwoli, w kwestii konsekwencji zakazów dziecięcych mama ma wprawę.

Jestem jednak pod wrażeniem odwagi Młodej. Rozumiem częściowo jej motywację – chce być zauważona, walczy z Tomkiem o moją uwagę, zainteresowanie. Jednocześnie chce robić wszystko tak jak on. Małpuje jego zachowania, ruchy, zajęcia.
Potrafią się już fantastycznie bawić w proste zabawy typu chowanie się w szafie, wyścigi samochodowe, walki rycerskie, budowanie z klocków (choć tu jednak Maja częściej rozwala, ale czasami przez chwilę dokłada klocki budując).
Gorzej że Młoda wchodzi WSZĘDZIE. Jej odwaga oraz pomysłowość mnie nieustannie zadziwiają. Żeby zajrzeć gdzieś wysoko potrafi sobie przynieść i ułożyć piramidkę z czterech litrowych kartonów z sokiem. Stoi potem takie na rozjeżdzającej się, chwiejnej konstrukcji, trzyma się kurczowo brzegu zlewu – ale jaka dumna, bo udalo jej się wejść i zajrzeć co ja tam robię. I tak ciągle i wszędzie, próby ograniczenia jej podpórek nic nie dają, zawsze coś znajdzie. W sumie bezpieczniej już będzie kupić jej coś takiego, żeby oficjalnie sobie stała wyżej.

Zrobiło się ciepło, więc zaczęliśmy chodzić na plac zabaw bez wózka – wcześniej nawet jak pogoda była ładna to jeszcze Młoda postawiona na ziemi na ogół od razu opadała na kolana i próbowała raczkować. No i znów Maja zaskakuje odwagą – pierwszy raz postawiona na żwirku na placyku stała parę minut jak słupek soli, potem nieśmiało, bardzo nieśmiało ruszyła trzymajac się mocno ogrodzenia, a po pół godzinie już biegała pędem po całym placu zabaw.
Dzisiaj zachęciłam ją delikatnie do wlezienia do takiego „domku” – ot, konstrukcje takie – tu schodki, tam mostek, zjeżdzalnia, pokoik… Też pierwsze minuty nieśmiało, a po chwili tup tup tup – ledwo nadążałam, żeby jej pilnować i asekurować jednak w miejscach, gdzie teoretycznie mogłaby spać z wysokości około 120 cm. Siadła na zjeżdzalni, odepchnęła się, zjechała z kwikiem radości, wylądowała na nogach – nawet nie zdążyłam stanąć pod tą zjeżdzalnią, żeby ją złapać na dole. Ledwo zjechała, zaczęła się gramolić po zjeżdżalni na górę, żeby zjechać drugi raz :D
A gry wracaliśmy spotkaliśmy kota – Tomek natychmiast poleciał za nim, żeby go pogłaskać, a Młoda za bratem
Maja goni kota
Dogonił. Pogłaskał. Zmęczeni zabawą zasnęli szybko. Dumna jestem z córki. Z syna też, choć z innych powodów niż zjeżdzanie na zjeżdżalni ;)
Ale jak wychodziliśmy z placyku, to Tomek poszedł przodem, za nim ja ruszyłam żeby wytoczyć wózek (bo jednak ze względu na wcześniejsze zakupy i przewożenie akcesoriów do piaskownicy wzięłam go tym razem), Maja została z tyłu, bo nie ma jeszcze nawyku trzymania się stada. Tomek odwrócił się, zobaczył że ja beztrosko idę do przodu z wózkiem, a Młoda zostaje z tyłu i krzyknął ostrzegawczo – przypominająco: „Moja siostra!” Mnóstwo razy mu mówiłam, że na pewno nigdy nie zapomnę o Mai, a on i tak odruchowo dba o nią. I choć tego typu przypomniania z jego strony słysałam mnóstwo razy, za każdym razem mnie to wzrusza. Bo Tomek często kłóci się z siostrą, biją się o zabawki, ona mu niszczy budowle, przeszkadza układać puzzle, drze rysunki, szarpie go, ciągnie za włosy – ale przecież kochają się szalenie jednocześnie.
Czasami Maja spontanicznie przytula do niego, on ją obejmuje, mówi: „moooja siostra” takim zadowolonym głosem, z czułością, ze spokojem – oto wszystko jest tak, jak powinno być. Za każdym razem rozkłada mnie to na łopatki. Dobrze jest dzieciom, które mają rodzeństwo. Bardzo dobrze.