weekend sierpniowy

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 17-08-2008
Tagi: , , , ,

W piątek rano przyjechał mój ojciec i zabrał Młodego. Deszcz lał, ale dzielnie razem z moją matką jeszcze, poszli na uroczystą defiladę z okazji rocznicy cudu nad Wisłą – święta Wojska Polskiego.
o defiladzie w TVN24.pl
Podobno było bardzo fajnie, tylko stali w średnio dobrym miejscu – ale Młodemu się podobało

A jak jak już skończyłam pracę (tak, tak, nie wszyscy mieli wolne 15 sierpnia!) dojechałam do nich. Spotkaliśmy się w Łazienkach, gdzie jeszcze trwał jakiś piknik/festyn wojskowy. Obejrzeliśmy kilka stoisk, dostaliśmy smycze w panterkę, z flagą Polski i napisem www.wojsko-polskie.pl, plakaty, ulotki i tym podobne pierdółki. A ja dodatkowo zrobiłam sobie zdjęcie z seksownym żołnierzem <lol>

Potem poszliśmy na obiad do „Źródełka” – jeden z naszych ulubionych pubów na rodzinne wypady. A potem uciekaliśmy przed burzą…
Udało się, dotarliśmy do rodziców lekko tylko zmoczeni, ale tuż potem rozpętało się nad Polską piekło… O ile „piekło” to dobre określenie takiej lodowatej nawałnicy. W sobotę ojciec niestety poszedł rano do pracy, a my z matką zabrałyśmy Młodego na najbardziej wypasiony w Warszawie plac zabaw w parku Żeromskiego.
I tak dalej… Rodzinny weekend.

Po raz kolejny przekonałam się, ze mój ojciec świetnie gotuje – kurki w śmietanie, które zrobił na obiad w sobotę można określić tylko jako – kulinarny orgazm. Genialne. Absolutnie genialne. Dopiero w niedzielę rano mnie wypuścili, bo tak bardzo się stęsknili za mną i za wnukami. Miłe.
I tak pewnie za tydzień znów ich nawiedzę, jeśli zdecyduję się iść jednak na ślub, na który zostałam zaproszona. Matka, o dziwo mnie wypycha i deklaruje ochotę zajęcia się dziećmi, więc chyba nie mam wyjścia i chociaż śluby mnie lekko przygnębiają pójdę.
Porządkuję dysk – komputer mnie radośnie poinformował że wyczerpało mi sie miejsce na wszystkich dyskach, a ponieważ już raz w analogicznej sytuacji poszłam na łatwiznę i tylko kupiłam większy dysk, to teraz już ambitniej zgrywam sobie część filmów i muzyki na płytki.


imieninowe szaleństwa wodne

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-07-2008
Tagi: , , , ,

Po pierwsze sobota – mogłam się wyspać :)
Po drugie moja wspaniała matka chrzestna zaprosiła nas do siebie – uwielbiam z nią gadać, w dodatku dom z ogrodem pod Warszawą – w lesie, chociaż parę minut od stacji WKD. Ale tym razem nie nacieszyłam się siedzeniem pod sosnami, bo ta fantastyczna kobieta zabrała mnie, swoją najmłodszą córkę (10 miesięcy starsza od Tomka – w ich wieku można już mówić o nich jako o rówieśniakach) i pojechałyśmy na basen. Świetny basen – miła obsługa, przystojni ratownicy, kilka basenów o różnej wielkości i głębokości i wielka zjeżdzalnia. Z tej ostatniej miałam najwięcej zabawy – nie ma to jak zabawy w rurze :>
Choć ściśle mówiąc, nie była to rura, tylko rynna, od góry odkryta – dzięki temu piski i okrzyki przerażenia zawrotnym tempem zjazdu niosą się po całym basenie :D
Tomek był bardzo zadowolony, ale zdziwiłam się trochę – jak chodzimy nad rzekę, to bez niczego biega wszędzie i kompletnie nie przejmuje się głębokością – wchodzi w miejsca gdzie mu woda sięga pod brodę. A na basenie zaopatrzony w rękawki oraz dodatkowo kółko do pływania – czyli bez żadnych szans zanurzenia się pod wodę, bał się wejść głebiej niż po pas. Więc czas kiedy nie zjeżdzał ze mną ze zjeżdzalni spędzał w najpłytszym baseniku dla maluchów – głębokość około pół metra (jak nie mniej)
Maja zaś napełniała mnie szczególną dumą – była zachwycona tą ilością wody, machała nogami w klasycznej „żabce” (oczywiście trzymana cały czas przeze mnie albo przez moją matkę chrzestną), nawet gdy kilka razy napiła się wody, nie zapłakała, ba, w ogóle nie zauważyła żadnego dyskomfortu. I ciagle uśmiech na twarzy. Wygladała tak, że jakaś kobieta stwierdziła, że pewnie często z nią przychodzę i była zaskoczona jak jej powiedziałam, że to pierwsza wizyta Majki na basenie. Choć z pewnością nie ostatnia.

Poszłam też sobie normalnie popływać na klasyczne tory do pływania, zmęczyłam się porządnie, Tomcio stał na brzegu i patrzył, a co dopłynęłam do niego krzyczał „hurra, mama wygrała!”
Nawet Otylia Jędrzejczak nie ma takiego fajnego dopingu, jak ja :)
Świetne spędzanie czasu, coś czuję że wkrótce bedziemy regularnie powtarzać takie wypady. Kto chętny?