Rodzeństwo w szkole

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-05-2011
Tagi: , ,

- Mamo, a czy jak Maja podrośnie i będzie szła do szkoły, to czy będzie mogła iść do tej, do której ja chodzę?
– Tak, oczywiście
– O, to świetnie! – cieszy się syn.
– Czemu?
– Bo będę mógł się z nią bawić na przerwach. I jak Maja będzie biła inne dzieci, to będę mógł iść i powiedzieć o tym pani.

Grrr. Oczywiście palnęłam kazanie, o tym, że nieładnie donosić.


„Nie pamiętam…”

6

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 13-04-2011
Tagi: , , ,

Wracamy ze szkoły.
– A na końcu Bóg stworzył człowieka! – syn dzieli się ze mną wiedzą z religii
– A na początku?
– Nie pamiętam. Ale na końcu człowieka.

– A podobał ci się film, który wczoraj wieczorem oglądaliśmy?
– Tak!
– A co z niego pamiętasz?
– Nic

No i tak się kończy większość rozmów o szkole. Na moje zagajenie: co tam w szkole? pada jedna odpowiedź: fajnie! Dopytywanie o szczegóły nie ma sensu – prawie zawsze jest „nie pamiętam”. Zatem nie pytam, tylko czekam aż coś sam powie, czasem mówi, ale na ogół wygląda to tak, jak opisane powyżej – coś błyska, coś dzwoni, ale nic nie wiadomo.
Pocieszam się, że pamięć długoterminową ma fenomenalną – bierzemy do domu kota, a on nagle mówi, że kiedyś go ugryzł rudy kot w mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkali P. i A. Kot już nie żyje, P. i A. się z rodzicami przeprowadzili już do kolejnego mieszkania, było to dobre 4 albo i 5 lat temu, a ten pamięta. Mam zatem cichą nadzieję, że tak samo będzie z tym co w szkole, z tym co czytamy czy oglądamy – gdzieś magazynuje, tylko nie umie o tym powiedzieć wkrótce po wydarzeniu. No i w końcu – sama mam świetną pamięć długoterminową, a krótkoterminową – różnie bywa. Zatem nic dziwnego, że Młody tak samo…


Fajnie mają w tych szkołach teraz

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 04-03-2011
Tagi: , ,

Dwa dni temu syn mnie nagle zastrzelił informacją, że mają na jutro do szkoły przynieść „dużego misia”, bo będą go leczyć. Zrobiłam lekkie „yyy?”, ale misiów u nas dostatek, Tomek sobie wybrał tego największego, który jest jednocześnie plecaczkiem (ja mu proponowałam wielką pluszową małpę, ale odmówił), zaniósł do szkoły. Wczoraj go nie przyniósł, za to dzisiaj przyszłam po niego do szkoły, to powiedział podekscytowany, że w sali gimnastycznej było peeeeeełno lekarzy i sala operacyjna i że jego miś był badany. Po czym zasypał mnie stosem karteczek, objaśniając co na nich jest. Tu, że prześwietlenie misia i że to znaczy, że nic nie ma złamanego. Tu że jak mu bije serce i że on słyszał, jak bije serce misia. Tu że recepta. Tu cośtam. I że musi go przytulać dwa razy dziennie po 5 minut. Popatrzyłam, poczytałam i się rozczuliłam. Takie dostał.

No urocze, coś jak Klinika Zdrowego Misia, która jednak, jak widzę, chyba nie przetrwała, bo ich strona internetowa jest martwa, a szkoda, rzecz była świetna.
Pozazdrościłam trochę synowi, za moich szkolnych czasów nie było takich atrakcji. Nie wiem tylko do końca co zrobili temu misiowi, skoro jedna diagnoza to pęknięte serce, a druga to „zbyt duża tkanka tłuszczowa”, a leczenie to operacja, liposukcję mu zrobili, czy bypassy dostał czy nowe serce? Za to leczenie w postaci zalecenia przytulania jest słodkie :)


Zima w mieście jest cool

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 18-02-2011
Tagi: , , , ,

Mamy ferie, więc młody chodzi na „Zimę w mieście”. Na szczęście jest w naszej szkole, więc jest u siebie, zna panie i czuje się dobrze. A atrakcje mają super. Kino, kulig, kręgle, zajęcia muzyczne, taneczne lub plastyczne w domach kultury, zwiedzanie Sejmu, wizyta w straży miejskiej lub w komendzie policji, zajęcia w Domu Spotkań z Historią, bale, basen, łyżwy, muzea… Wszystko to fundowane przez miasto, więc rodzic ani grosza nie płaci, ani za bilety, ani za jedzenie. Dzisiaj go odebrałam sądząc, że był tylko w jednym miejscu, a okazało się, że poszedł też na komendę Policji, choć wczoraj go tam nie zapisałam, ale były wolne miejsca, on chciał, to go wzięli z grupą po obiedzie. I takie zdjęcia im na pamiątkę porobili


Mój syn umie czytać!

5

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-01-2011
Tagi: , , , ,

Tak mnie wiecie, rozpiera z dumy trochę. A już byłam nieco załamana. Bo Młody zaczął pytać o literki jak miał jakieś 4 lata, może ciut wcześniej. I właściwie dość szybko się nauczył alfabetu. Tylko nie umiał zupełnie składać tych literek w słowa. Próbowałam dwa lata i nic. W końcu poszedł do szkoły, to pomyślałam, że już się mogę nie przejmować, tam go nauczą. A tu chała. Tomek nie czytał, nawet złożenie „t” i „o” w słowo go przerastało. Zaczął chodzić na dodatkowe zajęcia z czytania w szkole, jego nauczycielka na mnie krzyczała, że muszę z nim pracować w domu i go nauczyć. Ha. Sądziłam, że to właśnie rola szkoły, a nie moja, niemniej próbowałam z nim siedzieć nad czytankami z podręcznika. I guzik, on się denerwował, ja się denerwowałam, po kwadransie mieliśmy za sobą kilka zdań, a ja opływałam potem i musiałam przerywać te lekcje, żeby nie zacząć wrzeszczeć. Dramat. I kiedy już z rozpaczą myślałam o dysleksji i innych takich strasznych rzeczach, w domu pojawił się „Star Trek” oraz „Babylon 5″, czyli stare, dobre seriale s-f. Młody, od dawna fan „Star Wars” chętnie oglądał ze mną, no bo statki kosmiczne, obce rasy, strzelaniny, pościgi w kosmosie, faaaaajne. I wtedy się okazało, że w Gwiezdnych Wojnach mówili po polsku (litościwie puszczałam mu wersję z dubbingiem), a tu mówią w innym języku i żeby zrozumieć, co mówią, trzeba czytać. I nastąpił przełom. Jeden odcinek „Babylon 5″ i Młody przyswoił 9 słów. Były to co prawda słowa dwu albo trzyliterowe, ale mógł już płynnie przeczytać „tak” lub „nie”. Kolejne odcinki i coraz lepiej, a niedawno kupiłam mu jakąś nową gazetkę „Ben 10″, z komiksem. I po raz pierwszy Młody zamiast jęczeć „poczytaj mi mamo” usiadł i zaczął sobie literować komiks. Po raz pierwszy mu się chciało. I tak, trochę seriali, trochę komiksu i w ciągu paru dni dzieciak zaczął namiętnie literować wszelkie napisy. Dzisiaj podsłuchałam, jak stojąc w kuchni i czekając aż mu się zagrzeje mleko na kakao literuje napis na słoiku z miodem. Ot, bo stał przed nim na widoku. Potem siadł i czytał swój komiks. Gdy czytając po literce rozszyfrował słowo „rozrabiaki”, a potem płynnie przeczytał zdanie „co ona tu robi?”, zrozumiałam że już poszło. Udało się, teraz już będzie z górki, mamy przełom. I nie, nie boję się, że będzie chciał czytać tylko komiksy albo napisy w filmach. Choćby przez ten słoik miodu, on po prostu dostrzega wszędzie słowo pisane i chce wszystko obadać.

Wielka ulga. I duma, że jednak mi się udało, choćby tym starym esef pokazać mu, że czytanie jest fajne, że to się przydaje, że warto. Trochę jak z nauką mówienia, on bardzo długo nie mówił, do trzeciego roku życia używał kilkunastu słów, a resztę przekazywał jakoś gestami. Nie widział potrzeby – ja i tak rozumiałam. Aż wreszcie pojechaliśmy na jakieś wakacje, gdzie było dużo dzieci w jego wieku i trochę starszych i Młody przekonał się, że jak chce się z nimi dogadać, to musi zacząć mówić jak człowiek. I w ciągu trzech dni z dziecka, które prawie nic nie mówiło zrobiła się straszna gaduła, znał już i rozumiał wiele słów, tylko dopiero wtedy zaczął ich używać, co przyznaję, przez chwilę , po pierwszym zachwycie, trochę mnie irytowało, nagle zaczął cały dzień nadawać. Ale przywykłam i nasze relacje stały się o wiele łatwiejsze. Można było porozmawiać. Tak samo teraz, wreszcie dostrzegł potrzebę i nagle się rozkręcił. Bardzo, bardzo mnie to cieszy. Czas kupić mu lampkę nad łóżko, żeby mógł sobie przed snem czytać. Super sprawa.


Czego dziecko się uczy w szkole

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 30-09-2010
Tagi: , ,

- Mamo, a Patrycja mi opowiadała, że jej ząb wypadł i włożyła go pod poduszkę i rano znalazła TRZY PIENIĄŻKI! Czy jak ja włożę ząb pod poduszkę to też dostanę pieniążki od Wróżki Zębuszki?
– Mamo, a pójdziemy do makdonalda? Bo Patrycja chodzi i ma stamtąd konsolę!
– Mamo, a ja się nauczyłem jak się robi błoto, bo starsi chłopcy na boisku do takiego dołu wlewali wodę i sypali piasek i tak się robi błoto. I przyszła pani i im zabroniła.
– Mamo, mieliśmy angielski i pani nam powiedziała, jak jest „dzień dobry” (Mama: no jak?) – Bondziorno!
– Niemiecki? Nie było niemieckiego! (Tak mówi zawsze, jak pytam co na niemieckim, jak widzę, że tego dnia w planie lekcji jest ten przedmiot)
– Mamo, a ja dostałem trzeciego promyczka za dobre zachowanie na religii. Mamo, to prawda, że jak umrzemy, to pójdziemy do nieba?
– Nie pamiętam co było w szkole… obiad był dobry. Zupa. I klopsy. I pyyyyszne kanapeczki. Wszystko pyszne. Mamo, a jak wrócimy do domu, to będę mógł coś zjeść? Bo głodny jestem.