UFO, Google i stare skarpetki

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-10-2011
Tagi: , , , ,

Wracamy sobie z Tomkiem ze szkoły i nagle on pac! w czoło, że zapomniał jakiejś kartki ze świetlicy.
– No to jutro weźmiesz, może nie zginie – mówię.
– Ale tam mi kolega zapisał adres strony z grami i chciałem w domu pograć. Tam jest taka gra „Pogromcy smoków”.
– E, no to zero dramy, jak masz nazwę gry to po prostu sprawdzimy w guglu.
– A faktycznie, można na guglach wpisać.
– No właśnie. Wszystko jest w guglu. Jak czegoś nie ma w gugle, to znaczy, że nie istnieje – pouczam Młodego.
– A nie, bo UFO nie istnieje, a jest w guglu!

– Yyyyy, ależ może istnieje – mamroczę zbita z pantałyku.

Idziemy dalej, Tomek się rozgląda i nagle mówi:
– Widziałaś mamo, jak ktoś tam porzucił przytulankę?
– Nie, nie zauważyłam.
– No tak zostawiła pod drzewem starą zabawkę. A przecież mógł komuś oddać.
– Pewnie mógł.
– No. Bo stare maskotki się oddaje, a nie porzuca jak starą skarpetę!

I tak sobie myślę po takich rozmowach, jakie to fajne jest, że on już ma swoje poglądy, swój świat, że rozmawiając ze mną nie przytakuje tylko, ale sam myśli i potrafi sensownie zaoponować. Czasami to jest jednocześnie duma i lekki wkurw, jak wtedy, kiedy okazało się, że on potrafi narysować (!) czym różnią się głowice miecza świetlnego, który Luke dostał od Obi-Wana i tego, który zbudował sobie potem sam, a ja nawet nie zauważyłam nigdy, że te miecze różnią się czymś więcej niż kolorem ostrza, ale oczywiście przede wszystkim duma.


Czy oni jedli?

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-06-2011
Tagi: , , , ,

- Maja, chodź się bawić ze mną, że ja jestem generał Grievous, a ty jesteś Ahsoka.
– Ahsoka musi zjeść – burczy Maja znad serka Danio.
– W Gwiezdnych wojnach nie jedzą – poucza ją Tomek.


Dzień Dziecka

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 01-06-2011
Tagi: , , , , , , , , ,

Najpierw w weekend poszliśmy se na piknik z okazji dzisiejszego dnia – było sympatycznie, bo oprócz dmuchanej zjeżdżalni, drabinek sznurowych, wielkiej kuli, w której można chodzić i tak dalej było też miasteczko Star Wars, więc ja również miałam się czym jarać. Bolesne były tylko kolejki do wszystkiego, w rekordowej staliśmy na zmianę w 3 osoby dorosłe dwie godziny. Ale warto było, coś, co tam dawali było niesamowite, dawali bowiem możliwość podniesienia kulki… za pomocą Mocy. I działało :>
Zatem w niedzielę dzieci się wybawiły, a dzisiaj zabrałam samego Tomka do kina. Przyszłam z pracy do niego do szkoły i go zgarnęłam do Złotych Tarasów na Kung Fu Pandę. Bardzo się cieszyłam z pomysłu takiego wyjścia z synem w Dzień Dziecka, do momentu, kiedy weszliśmy do kina i ja sobie nagle uświadomiłam, że skoro to właśnie dzisiaj… to ja z moim pomysłem nie będę jedyna… i że czekają mnie dwie godziny w wielkiej sali wypełnionej DZIEĆMI*. I najpierw odstaliśmy w kolejce pełnej takich łepków jak mój Młody po colę w barku, a potem siedliśmy w sali i weszła jedna wycieczka szkolna… druga, trzecia… przy czwartej opanowywałam w sobie natychmiastową chęć ucieczki. Na szczęście to była ostatnia, a po paru minutach kłótni o to gdzie kto siedzi, czyj to popcorn i tak dalej usadowili się i siedzieli cicho. Tuż koło nas co prawda siedział jakiś bardzo głośny i przemądrzały młody człowiek z babcią, ale też ucichł, jak po pół godzinie reklam i zwiastunów zaczął się właściwy film. Nawet mi się udało przysnąć. (Nie, film sympatyczny, nie nudziłam się jakoś strasznie, ale jednak znużenie po pracy dało o sobie znać, a tam było tak wygodnie, cicho, ciemno, przytulnie…). Wyszliśmy z kina, poszliśmy do McDonalda (jak Dzień Dziecka, to dzień dziecka) i tam mój syn zadziwił panią w kasie wbrew jej retorycznemu pytaniu: „frytki i cola do tego HappyMeala?” zażyczył sobie zestaw z pomidorkami i wodą mineralną. Niegazowaną. Nawet moich frytek nie chciał, grzecznie podziękował, pochłonięty studiowaniem instrukcji obsługi zabawki. Także było to bardzo sympatyczne wyjście, a potem w domu zostałam chlaśnięta po oczach i poczuciu estetyki prezentem Mai z przedszkola. Dostała bowiem takie coś, co nazywa się Tennis Trainer, składa się z walizki wypełnionej Różnymi Dziwnymi Kawałkami, które składa się w konstrukcję umożliwiającą granie w coś pomiędzy tenisem a squashem. I zdecydowanie jest bardziej zabawką plenerową, a nie do mieszkania, zwłaszcza małego. I jest wściekle różowe i przyozdobione wizerunkiem Barbie. Aaaaa. Podejrzewam, że skończy się tak, jak z zabawką z zeszłego roku (wściekle różowy zestaw Barbie z rowerem, niemowlakiem i szczeniaczkiem) – Maja się tym poekscytuje parę godzin, po czym zabawka pójdzie w kąt. Jak i wszystkie lalki i inne słitaśne, dziewczęce zabawki. No ale, dziś się cieszyła, a to najważniejsze.
Ja prezentu niby nie dostałam, ale przypadkiem wygrałam kubek w konkursie na facebooku, będzie jak znalazł do pracy :P

* Tak, jestem matką i nie lubię dzieci. Swoje kocham i lubię, poszczególne znajome jednostki też lubię, en masse nie znoszę, godzina występów (przed)szkolnych to dla mnie tortura, bo muszę spędzić ten czas w licznym towarzystwie małych potworów. Brr.


Come to the Dark Side

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 09-02-2011
Tagi: , , ,


Co robi Anakin na kapitanie, czyli Star Wars opowiadane przez sześciolatka

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 14-12-2010
Tagi: , , ,

Wracamy z Tomkiem ze szkoły.
– Mamooooo?
– Tak?
– A jak będziesz miała więcej pienią… pieniąż…
(matka już, już szykuje się na udzielenie reprymendy)
– pienią… pieniędzy!
(reprymenda zostaje odwołana, matka oddycha z ulgą)
– To jak będziesz miała więcej pieniędzy, to kupisz mi… nie pamiętam w jakim sklepie, ale to można sprawdzić… kupisz mi miecz świetlny?
– Tak, kupię, ale to rzeczywiście będę musiała mieć więcej pieniędzy, bo trzeba będzie kupić dwa i dla Ciebie i dla Mai, bo jak was znam, to o jeden się pobijcie i go zaraz zniszczycie.
– No właśnie, to możemy kupić czerwony i… na przykład… niebieski
– A ty jaki chcesz?
–  Czerwony!
– Eee, czerwony? Jak…
– Jak źli lordowie Sith!
– A.. ale… znaczy chcesz być synu, po Ciemnej Stronie Mocy?!
– Tak!
– O. Ale chciałabym ci synu przypomnieć, że Ciemna Strona Mocy przegrała i…
– Nieprawda! Bo zmienili Anakina w Lorda Vadera i on był silny. A przedtem udusił księżniczkę.
– Yyyy, no tak, ale na końcu umarł.
– Nieprawda, nie umarł. Lord Vader nie umarł!
– Umarł!
– Nie!
/…/

– No dobrze, może i umarł – mówi bardzo nieufnie syn, po tym, jak opisałam cała scenę „Luke, I’m your father” i jej następstwa.
Po czym ja się pytam, skąd właściwie mu się tak dzisiaj pojawił temat, a on mówi, że oglądali w szkole. Pytam się którą część, Młody nie wie, ale zaczyna mi opowiadać co tam było.
Oto zapis oryginalny, słowo po słowie:
No i był kapitan… i przyszedł potwór no i zabrał kapitana do jego domu i zjadł jego stworka i próbował wyciągnąć stopy bo chciał się uwolnić (ale kto? – pytanie moje, no kapitan – odpowiedz Tomka) i zdobył ten miecz magią i uciekł. potwór przychodził. znaczy. no i wydostał się z tego lodu i ściął potworowi rękę i jeszcze później uciekał. od tej śnieżycy on się położył, ale nie wiem czemu i nagle przyszedł Anakin i powiedział że zrobi osłonę i mieczem mu ten… powiedział że mu zrobi ciepło i ten.. no i stworek też się położył od tej śnieżycy i Anakin też się położył na kapitanie… no a dalej to nie wiem (ale czemu nie wiesz? no nie wiem!)

Trochę umarłam od tego opisu. Oczywiście wyjaśniłam, że nie Anakin, tylko Han Solo i uratował nie anonimowego „kapitana”, tylko Luke’a Skywalkera, a film to „Imperium kontratakuje”. Młody przyswoił. Tylko nie wiem czemu obejrzeli sam początek. Oraz obiektywnie nie uważam, żeby akurat Imperium było filmem odpowiednim dla sześciolatków, trochę tam zbyt brutalnych scen. Owszem, Tomek widział obie trylogie po 50 razy, ale dziecko, które nigdy nie widziało, mogłoby się trochę przestraszyć tego ucinania „stworkowi” ręki czy rozcinania brzucha innego „stworka”.