Dziewczynki…

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 19-04-2011
Tagi: , ,

Oglądam dziecko po odebraniu z przedszkola.
– Maja, a co ty masz tu w uchu? Rankę? Kto cię ugryzł w ucho? – pytam bardziej retorycznie, ale…
– Lena!
– Lena? Ale jak to? A ty co zrobiłaś?
– A ja ją ugryzłam w nos!

Dziewczynki są grzeczne i unikają konfliktów, tak.


problemy z nazewnicwem 2

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-01-2009
Tagi: , , ,

Odbieram syna z przedszkola. Wychodzac rzucam okiem na dzisiejszy jadłospis – jakaś zupa, suflet (?), ziemniaki i buraczki na obiad. Potem podpytuję:
– a co było na obiad?
– zupa!
– a potem?
– a potem spaliśmy
– no dobrze, a co jeszcze jadłeś oprócz zupy? ziemniaczki?
– nie, ziemniaczków nie było.
Zonk. Albo były, a on nie jadł (ale to raczej by powiedział że nie zjadł…), albo przedszkole coś ściemnia z tym jadłospisem.
– a buraczki?
– tak, buraczki były
– a co jeszcze leżało na talerzu obok buraczków?
– kartofelki!

No tak. Uświadomiłam syna, że ziemniaczki i kartofelki to to samo. Zapamiętał, bo następnym razem powiedział że na obiad były: „ziemniaczki kartofelki”. No i ok.


get up, girl!

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 22-01-2009
Tagi: , , ,

Stało się. Choć od wielu miesięcy już potrafiła dźwignąć się do pionu oraz ostatnio także dreptać przy meblach, lub sprytnie wykorzystując stołek jako chodzik, przemieszczać się tam, gdzie chciała na dwóch nogach, to w Dzień Babci – tadam!
Przeszła 3 kroki bez żadnej podpórki. I to normalnie do przodu (trudniejsze niż poruszanie się bokiem, dostawiając jedną nogę do drugiej). Taki prezent zrobiła swojej babci  – i to właśnie jej, bo ja tych pierwszych trzech kroków nie widziałam, to do mojej mamy ruszyła.
Rynna :)
Mama przyjechała na występy Tomasza przedszkolne, tata niestety miał jakieś zebranie w pracy i przyjechać nie mógł, dojechał potem i obejrzał filmy z występami nakręcone przez mamę.
Także oba potwory się popisały.


chorowanie

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 19-12-2008
Tagi: , , , ,

Lazaret nam się tu zrobił. Tomek przywlókł z przedszkola wirusa i oczywiście wszyscy po kolei go przerabiamy. Najpierw chorował Młody, potem ja (krótko, jak to matka), a teraz przyszła pora na najmłodszą.
I okazało się, że choć rodzeństwo bardzo różni się od siebie, to identycznie chorują – rzadko, ale jak już, to konkretnie. Pierwsza choroba Mai to od razu zapalenie ucha i oskrzeli. Dobrze, że antybiotyk łyka chętnie. Jak rok temu ten sam scecyfik musial przyjmować Tomek, to się chował pod stół, gdy przychodziła pora na zażycie  – tak mu nie smakowało. A ona nawet chętnie pije. Mądre dziecko, rozumie, że to ma leczyć. I tak jest w bardzo dobrej formie, jak na chore dziecko, to wręcz w znakomitej.
Dziś więc Tomek znowu ją uczył tańczyć. Postanowił widać trenować z siostrą regularnie. Trzeba mu przyznać, że jest bardzo dobrym instruktorem, bo od razu zauważa, jak uczennica jest zmęczona. Oznajmia wtedy, że: „Maja już nie chce, mówi że ją ręce bolą” i kończą taniec.
Ciekawa sprawa z tym mówieniem Mai, bo przeważnie ma ona coś do powiedzenia, jak Tomek potrzebuje poparcia swojej tezy bądź żądania. Słyszę zatem: „my (nie) chcemy…”, „my prosimy…”, itd. No i jestem w mniejszości… Ale w Królestwie nie ma na razie demokracji ;)


jestem bogiem, wyobraź to sobie…

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-12-2008
Tagi: , , , ,

Bóg albowiem jest wszechmogący i wszechwiedzący. Za taką istotę wciaż uważa mnie mój syn. Wszystkie dzieci uważają przez pewien czas, że rodzice znają odpowiedź na wszyskie pytania świata, ale kiedyś im to przechodzi. Tomkowi jeszcze nie przeszło. Wciąż uważa że jak mówię: „nie wiem” albo „nie pamiętam” to ściemniam i próbuję tylko się wykręcić od odpowiadania. I drąży, pyta drugi raz, trzeci..
a pytania bywają naprawdę trudne:
– dlaczego pada deszcz?
– kiedy będzie padał śnieg?
– jak się nazywa ten kwiatek?
– a co ten pan ma w pudle? (to akurat najłatwiej, bo mogę go odesłać z tym pytaniem bezpośrednio do pana :D )
– co dziadek robi w pracy? (sama dobrze nie wiem, często robi jakieś nietypowe dla swojego stanowiska rzeczy, więc odpowiadam, żeby sam go zapytał, albo że pisze na komputerze, tak jak mama)
– a dlaczego dziewczynka płacze?
itd…

Z kolei dla Młodej to on jest bogiem. Patrzy się w niego jak w obrazek, wszystko próbuje odgapiać i robić tak samo (i nie jest to tylko moja opinia, widzi to każdy, kto spędzi z nimi kilka godzin). Jak wstajemy rano, przeważnie pierwsza budzę się ja, potem Młoda, siada, patrzy najpierw na mnie, a potem na łóżko Tomka. Jak zobaczy, że on też się obudził i siada na łóżku to zanosi się kwikiem radości i pędzi do niego co sił w czterech kończynach.
A jeśli się nie obudził, to siedzi rozczarowana, chyba że ja wrednie wykorzystam jej miłość do brata i podpuszczę:
„idź, obudź Tomka”
pędzi i zaczyna go tarmosić :D

Tomek ostatnio ma bowiem problemy z porannym wstawaniem. Budzę go budzę, straszę, że w przedszkolu wszystko zjedzą… a ten śpi. Śpi. W końcu mówi że jest jeszcze ciemno i on nie wstanie. Dla Tomka jak jest ciemno to trzeba spać. Co prawda nie kładzie się spać o 16-tej, ale mówi że się powinno to zrobić. No, a skoro jak jest ciemno to się śpi, to też nie chce wstawać rano.

Natomiast jak jest w domu, to uczy Maję chodzić. Ona już coraz częściej staje sobie na nogach bez trzymania i bardzo się z tego raduje, ale iść jeszcze nie umie. To Tomek jak chce ją przemieścić, to już jej nie nosi, tylko łapie za ręce i idą sobie razem. Wygląda to cudnie, oboje są uradowani, ja też… Bardzo mnie cieszy, że się tak kochają i lubią :)


wielowątkowość

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-12-2008
Tagi: , ,

Mi takową zarzucają. Że rozmawiam na jakiś temat i nagle znienacka pytam o coś innego. Że prowadzę 3 różne rozmowy na blipie i jeszcze 2 na gadu, a do tego czytam artykuł i słucham muzyki. I bez problemu łączę te zajęcia. Ale i tak wymiękam czasami przy tym co mi serwuje Tomek. Przychodzę po niego do przedszkola, idziemy na krótki spacer potem i ten mi nadaje:
– a do nas przyjdzie Mikołaj!
– tak?
– tak, i dostanę krokodyla
– krokodyla?
– tak, bo ja chcę krokodyla. a dziewczynka chce lalkę szuszuszu*
– która dziewczynka?
– ta w czerwonym sweterku. mamo, a gdzie są gwiazdy?
– no tam na górze, na niebie, tylko ich nie widać, bo są chmury
– bo jest ciemno. a dlaczego jest ciemno?
– bo słońce zaszło. tak to jest, że jesienią się szybciej robi ciemno, bo
– mamo, a mogę dostać w domu żelka?

*chodzi o lalkę szu szu czyli Chou Chou (nie wiem dokładnie co to za lalka, ale zapewne reklamowana w telewizji)


relacje z przedszkola

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-11-2008
Tagi: , ,

- Jadłem w przedszkolu obiad!
– A co jedliście na obiad?
– Kaszę!
– A jaką kaszę?
– Taką z dziurką!
– Z dziurką?
– Tak, z dziurką! I kurczaka i sałatkę.

– A rysowaliście?
– Nie.
– A co robiliście?
– Bawiliśmy się. Zabawkami.
– A co robiła pani Beatka?
– Nie wiem.
– Jak to nie wiesz? No coś chyba robiła…
– Mówiła: „o Jezuniu”

rotfl.
Pani Beatka, notabene, mi go dzisiaj pochwaliła. Że taki grzeczny, jako jedyny się posłuchał, jak powiedziała dzieciom, żeby posprzątały.
Ze strony Tomka relacja wyglądała tak:
– Sprzątałem klocki. Taka dziewczynka mi pomagała. W różowym… nie, czerwonym sweterku.
– A ładna?
– Tak! Lubię dziewczynki.
– A jak ma na imię ta dziewczynka?
– Na imię ma… na imię… no nie wiem, ale lubię ją! Wszystkich lubię!

słodko :)
mam tylko nadzieję, że nie doczekam się od pani Beatki relacji typu: „wsadza dziewczynkom język do buzi” ;)


dzieci są zasadnicze

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-11-2008
Tagi: , , ,

A mój syn do wyjątków nie należy. Świat ma być poukładany i przewidywalny.
Miałam rano problem. Problem polegał na tym, że byłam koszmarnie niewyspana. Syn się ubierał, ja już prawie gotowa do wyjścia położyłam się na chwileczkę na łóżku. Na sekundkę. Bo przecież syn zakłada buty długo i mozolnie. Poszło mu jednak szybciej niż się spodziewałam. Przyszedł, stanął nade mną z oskarżycielską miną i powiedział stanowczo: nie można spać, trzeba wstawać! idziemy do przedszkola przecież”
 – Ja nie śpię. Ja się, ekhem, przygotowuję psychicznie do wyjścia z domu – wymamrotałam
 – Psychicznie?
 – Tak. PSYCHICZNIE.  – próbowałam syna zbić z tropu nieznanym i trudnym do pojęcia słowem.
 – Nie, musisz wstać! – moje próby nic nie dały, syn nie dał się zagadać.
Wstałam, wstałam. Co było robić.

Młoda machanie na pożegnanie trenuje ostro, co Tomek idzie do swojej sali to ta młyńce rękami wywija. Tymczasem przedszkole wymaga różnych czynności od rodziców. Na przykład trzeba dostarczyć kopertę ze znaczkiem, albowiem dzieci będą szykować kartkę świąteczną i wysyłać ją do dziadków. Zdążyłam się ugryźć w język, zanim pani Beatce, gdy mnie o tym informowała, zadałam pytanie „czy nie mogą wysłać życzeń mailem?”
Kolejne dezyderaty to strój na jasełka, który w przypadku Tomka ma być białą długą (do kolan mniej więcej) koszulką. I co gorsza, nie może to być biały tiszert da dorosłego, bo wtedy jest duży dekolt, bla, bla, bla. Pani Beatka zażądała więc kupienia takiej koszulki dopasowanej dla dziecka. Eh. Skomplikowane. Ktoś ma pomysł gdzie takie coś kupić?