Ewolucja wiary

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 30-12-2010
Tagi: , , , ,

Im bliżej było Bożego Narodzenia, tym bardziej kategoryczne stwierdzenia Tomka, że Święty Mikołaj nie istnieje pojawiały się rzadziej. Zaś dwa dni przed Wigilią, gdy kupowaliśmy choinkę i pan sprzedawca zaoferował gratis sianko na stół, po czym wrzucił nam tego sianka solidną reklamówkę z kłębem siana wielkości ludzkiej głowy, Tomek radośnie powiedział, że to będzie dla reniferów Świętego Mikołaja, gdy przyleci. Jak to stwierdził Zubil, widać Tomek przyjął co do istnienia Mikołaja założenie takie, jak Pascal co do istnienia Boga. W sumie rozsądnie.
Prezenty były, renifery jednakowoż siana nie zjadły, próbował je zjadać kot, ale tu ja nie pozwoliłam. Kot zresztą też dostał prezent, smakołyk i zabawkę. A Tomek swojego kochanego Ben 10, płyn do kąpieli Hot Wheels, samochodzik i planszową grę wojenną „303” w której Luftwaffe walczy z RAF o Londyn. Maja została zasypana Hello Kitty, Mikołaj jej dostarczył sukienkę, spinki do włosów, worek na kapcie lub coś innego, samochodzik i jeszcze dwie książeczki. Najbardziej z tego wszystkiego była zafascynowana spinkami, właściwie w wigilijny wieczór wszystko poszło w kąt, tylko spinki były przyczepiane, odczepiane, tulone, gubione, odnajdywane…


świątecznie

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 25-12-2008
Tagi: , , , , ,

W przedświątecznym ferworze porządków i przygotowań Maja gdzieś zniknęła. Zwrócił na to uwagę Tomek, pytając: a gdzie Maja? Rozejrzałam się, rzuciłam do Tomka: idź, poszukaj.
– A, jest Maja! Jest w łazience!
– A co ona tam robi? – spytałam z lekkim poddenerwowaniem, zastanawiając się czy będę musiała myć ręce i lecieć na ratunek
– ona tam sobie… myje!
– CO myje?
– podłogę myje!
– CZYM?!
– gąbką!

To mnie uspokoiło. No bo w sumie niech sobie myje dziecina. Zapomniałam tylko, że roczne dziecko „co do ręki, to do buzi”…
Wigilia jak to Wigilia. Zrobiłam olbrzymią ilość sałatki – wszyscy jedliśmy, ojciec 3 razy brał dokładkę, bo tak mu smakowała, a i tak nie zniknęła nawet połowa. Rodzice dostali jej na wynos i wreszcie została ilość, z którą (być może) sobie poradzimy. Tomek odmówił konsumpcji zarówno kapusty (grzyby to coś czego nie znosi i nawet jak mu powyjmowałam, to kapusta z grzybami bez grzybów też go napełniała wstrętem.) jak i klusek z makiem.
Młoda zaś wigilijną wieczerzę przespała, obudziła się na rozdawanie prezentów, a potem znowu poszła spać. Za to dzisiaj chce spróbować wszystkiego, zjadła i troszkę kapusty i sałatki i piernika…
Spoważniała jakoś ostatnio. Skończyła 19 grudnia roczek i jakby to rozumiała. Wczoraj siedziała i patrzyła ze zdziwieniem, ale i fascynacją na świąteczne przygotowania. A jak śpiewaliśmy całą rodziną kolędy, to oczy miała jak pięciozłotówki. Fakt, nieczęsto się zdarza taki widok ;) No i repertuar też nietypowy.
A dzisiaj szaleją bawiąc się wszystkimi zabawkami, które wczoraj dostali. A ja leniuchuję, bawię się z nimi, oglądam pierwszy sezon „Desperate Housewives”, jem, trochę pracuję…

Tomek nie wierzy w to, że prezenty przyniósł Święty Mikołaj. Układa układankę z krecikiem i mówi: dostałem od babci i dziadka. Próbowałam coś nieśmiało, że to Mikołaj przyniósł, ale Młody powiedział stanowczo, że przecież wyszedł z dziadkiem popatrzeć czy Mikołaj nie idzie i nie przyszedł. Heh. No cóż… Grunt że jest szczęśliwy.
Śpiewa właśnie piosenki Rammsteina do mikrofonu, który dostał :D
Bardzo przyjemne Święta. Spokojne. Nikt nikogo do niczego nie przymuszał, jedzenie było dobre, kolędy śpiewaliśmy fałszując, ale mając z tego wiele radości… Tak, jak powinno być.

 


spefyfikacja gatunkowa

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-11-2008
Tagi: , , , , ,

Wracamy sobie z Młodym z przedszkola i rozmawiamy o tym, że jak wrócimy to ugotuję między innymi brukselkę. Rozmawiamy o tym, że kupiłam ją w sklepie, że jest zielona, itd
W pewnym momencie Młody coś mruczy pod nosem.
– Coo?
Brukselka jest robalem – oznajmia Tomasz.
– jak to robalem?
– no tak, robalem
– eee, synu, brukselka jest warzywem
– acha. a warzywa są robalami?
– nie, nie, warzywa są… – tu oczywiście mam przez chwilę zaćmienie i nie mogę sobie przypomnieć jak to się nazywa – są… są… roślinami! a robale są zwierzętami – oznajmiam dumna, że przypomniałam sobie
– aaaaa! – Tomek milknie i przetrawia informację.

Wieczorem zaś wyciągnęłam pudło z różnymi dziwnymi częściami komputerowymi, bo szukałam drugiego kabla usb i przy okazji pooglądaliśy sobie inne rzeczy. Oczywiście syn przy wszystkim najpierw pytał: „co to?”, a po mojej odpowiedzi: „a do czego to?”
No i tak tłumaczyłam co to przejściówka, dysk twardy, modem, itp, itp
Właściwie co najmniej połowę z tych rzeczy chyba mogę spokojnie wyrzucić na śmietnik, bo to już jakieś starocie, ale po pierwsze nie mam kiedy tego przejrzeć, po drugie są to „przydasie” (a może się kiedyś przyda…), a te mają mocną pozycję w moim domu. Walczę ze swoją skłonnością do gromadzenia przydasiów, ale to trudne. Pewnie jakiś atawizm, c’nie?
(jak ja lubię sobie tłumaczyć jakieś nawyki atawizmami…)

A Stwór tymczasem ma już 4 zęby – o ile byłam świadoma tego, że na górze jej się wyrzynają, to zupełnie nie zauważyłam, że na dole pcha się druga jedynka. Wczoraj zaglądam jej do paszczy, szeroko rozdziawionej z powodu łaskotania i odkrywam zęba.
Piąty też już zaraz. Tak, tak, przez 9 miesięcy była bezzębna, a teraz jak zaczęła, to piorunem.
Jeszcze mnie dzisiaj rano obdarowała – pierwszy raz wzięła coś do ręki i wyraźnie mi podała, wtykając w dłoń, gdy początkowo nie chciałam przyjąć podarunku. Tak jakby prezent na urodziny mi postanowiła podarować ;)
(i co z tego, że była to tylko zmięta chusteczka higieniczna…)


o stosunkach między rodzeństwem

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 03-08-2008
Tagi: , , ,

z pokoju dobiegają podejrzane odgłosy, przypominające tłuczenie pluszakiem o czyjąś głowę:

-Tomek! Nie bij siostry!
– Nie biję!
– A co robisz?
– Ja?? Ja…. macham reką!

Dyplomata…

Dostał tę gitarę. Szybciej niż się spodziewaliśmy. U mojej matki chrzestnej w domu wypatrzył, a że ona i tak chciała ją oddać, to zabraliśmy od razu. No i teraz muszę znosić ten okropny hałas… Ale  cóż, tak to jest jak się ma małego muzyka w domu :)
gitarra


imieninowe szaleństwa wodne

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-07-2008
Tagi: , , , ,

Po pierwsze sobota – mogłam się wyspać :)
Po drugie moja wspaniała matka chrzestna zaprosiła nas do siebie – uwielbiam z nią gadać, w dodatku dom z ogrodem pod Warszawą – w lesie, chociaż parę minut od stacji WKD. Ale tym razem nie nacieszyłam się siedzeniem pod sosnami, bo ta fantastyczna kobieta zabrała mnie, swoją najmłodszą córkę (10 miesięcy starsza od Tomka – w ich wieku można już mówić o nich jako o rówieśniakach) i pojechałyśmy na basen. Świetny basen – miła obsługa, przystojni ratownicy, kilka basenów o różnej wielkości i głębokości i wielka zjeżdzalnia. Z tej ostatniej miałam najwięcej zabawy – nie ma to jak zabawy w rurze :>
Choć ściśle mówiąc, nie była to rura, tylko rynna, od góry odkryta – dzięki temu piski i okrzyki przerażenia zawrotnym tempem zjazdu niosą się po całym basenie :D
Tomek był bardzo zadowolony, ale zdziwiłam się trochę – jak chodzimy nad rzekę, to bez niczego biega wszędzie i kompletnie nie przejmuje się głębokością – wchodzi w miejsca gdzie mu woda sięga pod brodę. A na basenie zaopatrzony w rękawki oraz dodatkowo kółko do pływania – czyli bez żadnych szans zanurzenia się pod wodę, bał się wejść głebiej niż po pas. Więc czas kiedy nie zjeżdzał ze mną ze zjeżdzalni spędzał w najpłytszym baseniku dla maluchów – głębokość około pół metra (jak nie mniej)
Maja zaś napełniała mnie szczególną dumą – była zachwycona tą ilością wody, machała nogami w klasycznej „żabce” (oczywiście trzymana cały czas przeze mnie albo przez moją matkę chrzestną), nawet gdy kilka razy napiła się wody, nie zapłakała, ba, w ogóle nie zauważyła żadnego dyskomfortu. I ciagle uśmiech na twarzy. Wygladała tak, że jakaś kobieta stwierdziła, że pewnie często z nią przychodzę i była zaskoczona jak jej powiedziałam, że to pierwsza wizyta Majki na basenie. Choć z pewnością nie ostatnia.

Poszłam też sobie normalnie popływać na klasyczne tory do pływania, zmęczyłam się porządnie, Tomcio stał na brzegu i patrzył, a co dopłynęłam do niego krzyczał „hurra, mama wygrała!”
Nawet Otylia Jędrzejczak nie ma takiego fajnego dopingu, jak ja :)
Świetne spędzanie czasu, coś czuję że wkrótce bedziemy regularnie powtarzać takie wypady. Kto chętny?


no i po imprezie

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 31-05-2008
Tagi: , , , ,

Urodziny udały się znakomicie. Goście dojechali, pogoda dopisała, tort był smaczny, balony kolorowe, prezenty trafione, zabawa świetna. Nie ma co opisywać, kto był kiedykolwiek na imprezie pod tytłem: „urodziny kilkulatka” wie, jak to wygląda, kto nie był i tak mu sam opis nic nie powie.
Zdarzeniem nadzwyczajnym była tylko wizyta sąsiadki z dołu. Wyglądało to tak, że ktoś zadzwonił do drzwi, a ponieważ ja właśnie karmiłam małą, do drzwi poszedł Jacek, otworzył, po czym zaczął wysłuchiwać litani zarzutów (nawet nie wiem czy na początku padło jakiekolwiek „dzień dobry”…). Zarzuty brzmiały mniej więcej tak: „U państwa to zawsze tak głośno, ciągle hałasy, tupanie, bieganie, aż mi się sufit trzęsie, a dzisiaj to już niemożliwie, ja widzę że dzisiaj uroczystość, ale u państwa to zawsze, codziennie pralka pracuje, chodzą państwo, a czasami to ja nie śpię i ktoś chodzi w środku nocy, wczoraj o pierwszej w nocy pani do łazienki chodziła” (to już do mnie padło, bo w międzyczasie podeszłam). Taak. Powiedziałam spokojnie, że pranie nigdy się nie kończy po 22-giej, a co do tupania to niestety, nie umiemy unosić się nad ziemią. Natomiast Jacek bardzo uprzejmym tonem poradził, żeby zapisywała te zdarzenia, szczególnie to chodzenie do łazienki, na co Pani powiedziała: „a tak, tak, będę zapisywać” i zdaje się że potraktowała jego życzliwą radę całkiem poważnie (inna rzecz, że Jacek powiedział to tak poważnym tonem, że sama bym się nabrała…). No, chciałabym zobaczyć minę jakiegoś policjanta, jakby dostał wezwanie do tego, że: „sąsiadka z góry chodzi o pierwszej w nocy do łazienki” :D
Cóż, sąsiadka się rozbestwiła, bo przez kilka lat mieszkanie stało puste, a teraz wprowadziła się baba z dwójką dzieci, ale nawet to jest kiepskim wytłumaczeniem idiotyzmu jej zarzutów.
Stwierdziliśmy po jej wyjściu (a właściwie wypchnięciu za drzwi) że jestem okropna. No bo jak to tak można, sikać o pierwszej w nocy? Powinnam sobie cewniczek zakładać, doradziła Kamila, a mama bliźniaków dodała, że nie powinnam prać – przecież można nosić brudne ubrania i żyć, jestem strasznie rozpaskudzona zdobyczami cywilizacji.

Wieczorem odprowadziliśmy gości do pociągu, a ponieważ do dworca mamy 3 (słownie: trzy) minuty drogi, oczywiście nie targałam wózka, tylko wzięłam Maję w chuście. No i inny sąsiad jak nas zobaczył, szczękę zbierał ze schodów, jedyne co zdołał powiedzieć to jakieś: „nie poznałem Pani”. Tak, tak, jak to napisały dziewczyny na forum chustowym, jedną z wad chusty, jest to, że jak wychodzisz bez niej, to nikt się za Tobą na ulicy nie ogląda :)
Inne wady to, na przykład: trzeba ją czasem prać i czekać aż wyschnie, uzależnia, rozwija narcyzm (trudno przejść obojętnie obok lustra czy wystawy sklepowej, bez zatrzymania się choć na chwilę, żeby popodziwiać jak super wyglądamy). Po tygodniu noszenia potwierdzam: wszystkie powyższe „zarzuty”
są prawdziwe.


przepraszam, zastałem węża?

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 30-05-2008
Tagi: , , ,

Mój syn ma urodziny. Kończy 4 lata. Urodził się 3 czerwca, ale imprezę robimy jutro, bo sobota. A dzisiaj byliśmy po prezent. Powiedziałam mu, że ma urodziny, na urodziny dostaje się prezenty i chcę mu dać coś, co sam sobie wybierze. Pytam go więc: co byś chciał dostac w prezencie? Myśli, myśli i w końcu mówi: węża. Węża? Tak, węża. Ok, no to idziemy szukać węża.  Wchodzimy do sklepu z zabawkami, rozglądamy się,  w końcu Tomek pyta: czy jest wąż?. Niestety, w tym sklepie węża nie było. Powiedziałam synowi, że pójdziemy jeszcze do innego sklepu, ale żeby wybrał sobie może coś, co ewentualnie kupimy zamiast węża. Młody po krótkiej chwili wskazał radośnie na plastikową trąbkę. Dźwięk wydobywający się z tego pseudoinstrumentu znacząco podwyższył moją motywację do znalezienia węża. Poszliśmy zatem dalej, pytając w innych sklepach z zabawkami: Czy jest wąż? Co brzmiało jak: „czy jest pan Kowalski?”
Wreszcie w jednym sklepie pani powiedziała, że na pewno w pluszakach był jakiś wąż. Szukaliśmy, szukaliśmy (a kosz duży…) i nic. Znaleźliśmy jedną, drugą, trzecią książeczkę dla Mai (takie książeczki z materiału, z kolorowymi obrazkami i gadzetami typu lusterko, szeleszczące coś, gryzaczek, tkaniny o różnych fakturach, itp). W sumie moja córka ma już 4 takie książeczki. Znaleźliśmy też uroczego królika – grzechotkę z firmy Mothercare również dla Mai. A węża jak nie było tak nie ma. Posłałam więc Tomka po wsparcie. Poszedł, stanął przed ladą i zapytał ekspedientki: „czy pomoże szukać węża?”. Pani przyszła, zaczęłyśmy razem ryć w koszu, w końcu jak nadzieja niemal zgasła (zachodziło podejrzenie, że wąż został jednak sprzedany wcześniej przez drugą ekspedientkę), pani przypomniała sobie o jeszcze jednym worku z zabawkami. Wyciągnęła go, wysypała zawartość i … hurra! wąż!
Naprawdę, dawno się tak nie ucieszył z prezentu :)
Nie mam pojęcia, skąd mu się wziął ten wąż. Może z „Misia Fantazego?” Kiedyś był tam jakiś przerażający wąż, którego Młody się bardzo bał. Ale dzieci lubią się bać, więc może stąd.
Wąż nie jest imponujących rozmiarów (ma jakieś 60 cm długości), ale może to i lepiej, bo gdyby miał się stać ukochaną zabawką mojego syna, taką, którą trzeba wszędzie zabierać ze sobą, to byłoby dużo trudniej gdyby miał kilka metrów, jak wąż, którego ma jeden mój znajomy.


pamiątki z wycieczek

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-05-2008
Tagi: , ,

Jak już pisałam, wczoraj sprzedałam dziecko. Pojechał z dziadkami na imprezę plenerową. Impreza nosiła tytuł – V Piknik Militarny. Rozumiecie – czołgi, wybuchy, grochówka wojskowa, takie tam. A co takiego mój syn przywiózł w charakterze pamiątki z tego wydarzenia?

Wielkiego. Różowego. Balona.
Z wizerunkami Odlotowych Agentek. W dodatku on wcale nie ogląda tej kreskówki. Ot tak, akurat ten mu się spodobał. Co więcej, balon ów cieszy się takim poważaniem, że wczoraj balon też musiał oglądać dobranockę (Tomcio go trzymał całą bajkę na wysokości telewizora, bo balot napełniony helem i uciekał pod sufit), gdy Tomek kładł się spać, powiedział że „dziewczynki też idą spać”, a dzisiaj próbuję właśnie odwieść go od pomysłu zabierania balona ze sobą na spacer.
A ja piszę osobom, które pytają co mu kupić w prezencie na urodziny, że coś z dziedziny: lotnictwo, kolejnictwo, motoryzacja! Może ja nie mam racji? Może zamiast samochodu policyjnego czy samolotu mój syn bardziej by się ucieszył z zestawu lalek??