Młoda wreszcie wyraziła wprost swoją naturę

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 12-12-2010
Tagi: , , , ,

- Dzieci, chcecie spaghetti?
Tomek:
– Tak!
Maja:
– Ja chcę makaron!
– Z sosikiem? – dopytuję.
– Tak, ja chcę makaron i z sosem i z serem i z mięskiem. JA CHCĘ WSZYSTKO!

I wiecie, może to tak nie widać jak to jest na piśmie, ale wierzcie mi: jej ton głosu i postawa i to, jak powiedziała to, że chce wszystko –  widać było, że to nie chodzi tylko o ten obiad. Nawet jeśli ona sama nie była tego świadoma, wyraziła swoje ogólne podejście do życia. Bardzo mi się ono podoba. Nie raz dostanie od życia po nosie, gdy będzie chciała dostać to „wszystko”, ale jak jej zostanie ta waleczność, którą ma teraz, to świat też oberwie. A księżniczka Maja dostanie to, co chciała.


problemy z nazewnicwem 2

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-01-2009
Tagi: , , ,

Odbieram syna z przedszkola. Wychodzac rzucam okiem na dzisiejszy jadłospis – jakaś zupa, suflet (?), ziemniaki i buraczki na obiad. Potem podpytuję:
– a co było na obiad?
– zupa!
– a potem?
– a potem spaliśmy
– no dobrze, a co jeszcze jadłeś oprócz zupy? ziemniaczki?
– nie, ziemniaczków nie było.
Zonk. Albo były, a on nie jadł (ale to raczej by powiedział że nie zjadł…), albo przedszkole coś ściemnia z tym jadłospisem.
– a buraczki?
– tak, buraczki były
– a co jeszcze leżało na talerzu obok buraczków?
– kartofelki!

No tak. Uświadomiłam syna, że ziemniaczki i kartofelki to to samo. Zapamiętał, bo następnym razem powiedział że na obiad były: „ziemniaczki kartofelki”. No i ok.


zapaliło się

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-01-2009
Tagi: , , ,

Chorujemy. Na zapalenia różne. Każdy inne, żeby było różnorodnie :)
I tak, ja: zatoki, Młody ucho, Młoda oskrzela (again)
Pan doktor przyszedł, pokiwał głową po wysłuchaniu mojej żałosno-informacyjnej litani (bo ja go wtedy zatrzymałam w domu do świąt jak pan mówił i przez święta już bylo dobrze i po świętach parę dni też a po nowym roku poszedl do przedszkola i dwa dni tylko chodzil a potem dostał gorączki i kaszleć zaczął i katar też ma i przecież już był całkiem zdrowy i czemu on znowu tak choruje i nawet mało kaszle w dzień ale w nocy go du…)
po czym wcale niezaskoczony zaczął badać towarzystwo. najpierw nieletnie, potem mnie, co nieletnich bardzo radowało – to tak, matka wystawiająca język i mówiąca: „eeeee” rzadko się zdarza.
Jako że mądrego tego Pana Doktora mamy, to nie zapisywał antybiotyków nowych, tylko leki „wziewne”. Co oznacza w praktyce, że musiałam zakupić „komorę inhalacyjną dla dzieci” – przyrząd, będący długą, przezroczystą rurą z różnymi drobnymi elementami dodatkowymi. Dodatkowo jedno z lekarstw ma w składzie kwas solny <wielkie oczy>
No ale. Na razie wydaje się działać. W każdym razie nie pogarsza się, choć Młoda jest bardzo zdegustowana tym, że każe jej się kilka razy dziennie oddychać do jakiejś rury.
Młody zaś bezbłędnie wykorzystał wczoraj sytuację i gdy głośno wyraziłam swoją myśl: „co na obiad?” szybko podpowiedział: pizzę!
No i chociaż baaardzo rzadko zamawiamy pizzę na telefon (primo: relatywnie drogo, secundo: wolę zrobić sama, lepsza jest), tym razem dałam się przekonać.
Rozmowa z panią przyjmującą zamówienie mnie rozbawiła, bo jako że dysponowałam jakąś starą ulotką, zadawałam jej różne pytania – w pewnym momencie dziewczę wyraźnie już spłoszone powiedziało do mnie: „przepraszam na chwilę”, po czym usłyszałam przytłumioną wypowiedź: „zawołaj Monikę, szyyyybko!”
;)
Za to dzisiaj nie pizza. Dzisiaj rybka.


zamiany

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 19-11-2008
Tagi: , , , ,

To było tak.
Bociana dziobał szpak.
A później była zmiana
i szpak dziobał bociana.
A później były dwie takie zmiany.
Ile razy szpak był dziobany?

Taki wierszyk – pułapka. Bo na pozór jest zmiana, a w rzeczywistości jej nie ma.
Nieświadomie zastosowałam podobną sztuczkę na własnym dziecku. Kupiliśmy wczoraj kurczaka z rożna. Kurczaka Tomek lubi, ale skóry z wierzchu już nie, odmawia w ogóle zjedzenia tego. Mi to bardzo odpowiada, bo ja uwielbiam. Oddał mi więc skórę, jemy, ja taka zamyślona… W pewnym momencie zachciało mi się kawałek białego mięsa, a że sama wzięłam sobie nogę, to uderzyłam do Tomka z prośbą.
Powiedziałam: „daj mi kawałek mięska, skoro ty mi dałeś skórę, dobrze?”
I uwierzcie, byłam święcie przekonana że to, co proponuję, to jest wymiana – stąd też ton mojego głosu był tak przekonujący, że Tomek się zgodził, choć coś w jego głosie sugerowało zdziwienie. To mi dało do myślenia i po przeanalizowaniu swojej wypowiedzi uświadomiłam sobie, że za każdym razem to ja go dziobałam ;)

Ale popatrzcie: jak ważne jest nastawienie i odpowiedni ton głosu. Prosta psychologiczna sztuczka, tak samo jak z tym uzasadnieniem: jeśli jest długa kolejka i ktoś poprosi, żeby go przepuścić, bo się bardzo spieszy, to większość ludzi go w tym momencie przepuści – nieważne, że uzasadnienie, za przeproszeniem, z dupy – liczy się że jest. 

Szkoda tylko, że do niemowląt takie mechanizmy nie przemawiają. Prośba: „córko, nie wyj, bo mama chce przez chwilę pomyśleć” jest przez Maję totalnie olewana.
Natomiast ma już pierwszy utwór muzyczny, który ją zainteresował – jestem z niej dumna, wreszcie i ona zaczyna być melomanką – i to całkiem niezły wybór na początek.

O, przy tej właśnie piosence zaczęła machać rękami do taktu, a potem podpełzła i zafascynowana zapatrzyła się na teledysk :)

w dodatku przestaje płakać gdy ją włączam! eureka! :D


kooperacja

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-11-2008
Tagi: , , ,

Młoda wyciąga ziemniaki z siatki i podaje bratu. On podaje mi. Ja obieram. Młody obranego wrzuca do zlewu, odbiera od Młodej następnego… itd.
W międzyczasie oczywiście Młoda próbuje jeść ziemniaki na surowo, Tomek ją za to ruga, ogólnie sporo kwiku i zamętu.

Ale czyż to nie fajne – cała rodzina razem przygotowująca obiad? ;)
Tomek to potrafi więcej. Kanapkę sobie posmaruje masłem, coś pomiesza, z zapałem wali tłuczkiem w mięso (i nie trafia w swoje palce!). A Młoda na razie tylko tyle, ale ma pozytywne wzorce.
__________________

A jak oni zasną, to ja sobie filmy oglądam. Najróżniejsze. Ostatnio włączyłam sobie „słynny, kultowy film”, pt. „Piła”. Już pomijam fakt, że o prawie każdym filmie, który ma dobry weekend otwarcia, zaczyna się mówić „kultowy” co jest idiotyczne. Kultowy, to jest jak wciąż ma wielu wiernych fanów po paru latach od premiery, a nie po paru godzinach dobrze sprzedających się biletów. Ale do tego już przywykłam. Przeczytałam że „Piła” to horror, więc nastawiłam się na emocje.
A oglądam, oglądam… Owszem, sporo krwi. Owszem, typowe dla horroru nagłe zmiany poziomu głośności – mówią cicho, a efekty muzyczne bardzo głośno, więc człowiek podskakuje nerwowo, mimo że wcale nie ma się czego bać, ale działa zwykły efekt zaskoczenia. Ale poza tym? Fabuła niezła, ale cały czas miałam irytujące wrażenie „to już gdzieś było”. Dialogi proste, pomysły wtórne, duże ilości krwi banalne.
Kilku rzeczy, które miały zapewne w założeniu być „nagłymi zwrotami akcji”, domyśliłam się dość szybko. Zaskoczenia więc nie było, strachu nie było, ot, średni triller. Dobrze wypromowany. Wątpię, żebym skusiła się na kolejne części.
Tylko tak nie wiem… Bo słyszałam że sporo osób bardzo się bało na tym filmie…
Czy to ja jestem taka niewrażliwa i cyniczna? Czy po prostu większość ludzi uległa machinie promocyjnej, dała sobie wmówić, że film jest straszny i ich strach wynikał z autosugestii?


spefyfikacja gatunkowa

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-11-2008
Tagi: , , , , ,

Wracamy sobie z Młodym z przedszkola i rozmawiamy o tym, że jak wrócimy to ugotuję między innymi brukselkę. Rozmawiamy o tym, że kupiłam ją w sklepie, że jest zielona, itd
W pewnym momencie Młody coś mruczy pod nosem.
– Coo?
Brukselka jest robalem – oznajmia Tomasz.
– jak to robalem?
– no tak, robalem
– eee, synu, brukselka jest warzywem
– acha. a warzywa są robalami?
– nie, nie, warzywa są… – tu oczywiście mam przez chwilę zaćmienie i nie mogę sobie przypomnieć jak to się nazywa – są… są… roślinami! a robale są zwierzętami – oznajmiam dumna, że przypomniałam sobie
– aaaaa! – Tomek milknie i przetrawia informację.

Wieczorem zaś wyciągnęłam pudło z różnymi dziwnymi częściami komputerowymi, bo szukałam drugiego kabla usb i przy okazji pooglądaliśy sobie inne rzeczy. Oczywiście syn przy wszystkim najpierw pytał: „co to?”, a po mojej odpowiedzi: „a do czego to?”
No i tak tłumaczyłam co to przejściówka, dysk twardy, modem, itp, itp
Właściwie co najmniej połowę z tych rzeczy chyba mogę spokojnie wyrzucić na śmietnik, bo to już jakieś starocie, ale po pierwsze nie mam kiedy tego przejrzeć, po drugie są to „przydasie” (a może się kiedyś przyda…), a te mają mocną pozycję w moim domu. Walczę ze swoją skłonnością do gromadzenia przydasiów, ale to trudne. Pewnie jakiś atawizm, c’nie?
(jak ja lubię sobie tłumaczyć jakieś nawyki atawizmami…)

A Stwór tymczasem ma już 4 zęby – o ile byłam świadoma tego, że na górze jej się wyrzynają, to zupełnie nie zauważyłam, że na dole pcha się druga jedynka. Wczoraj zaglądam jej do paszczy, szeroko rozdziawionej z powodu łaskotania i odkrywam zęba.
Piąty też już zaraz. Tak, tak, przez 9 miesięcy była bezzębna, a teraz jak zaczęła, to piorunem.
Jeszcze mnie dzisiaj rano obdarowała – pierwszy raz wzięła coś do ręki i wyraźnie mi podała, wtykając w dłoń, gdy początkowo nie chciałam przyjąć podarunku. Tak jakby prezent na urodziny mi postanowiła podarować ;)
(i co z tego, że była to tylko zmięta chusteczka higieniczna…)


kotłowańce

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 04-11-2008
Tagi: , , ,

Padam na łóżko zmęczona po pracy. Żeby chwilkę „pozdychać”, poleżeć zupełnie bezczynnie. I co się dzieje? Niemal natychmiast rozlega się plaskanie łap o podłogę i coś zaczyna szur, szur, szur – przemieszczać się szybko w moim kierunku. Po kilku sekundach gramoli się na mnie uradowany Stwór. Ponieważ jestem głodna i myśli moje wędrują wokół obiadu i kurczaka, którego trzeba kupić, mówię:
– o, mięsko przypełzło*
Natychmiat rozlega się pełen oburzenia głos Tomka:
 – to nie jest mięsko! to jest Maja!
Już w środku rodzi mi się radosny gulgot, ale drążę dalej, udając powagę:
– i co? i nie można zjeść?
– nie!
– ale no zobacz, takie fajne, mięciutkie mięsko. może jednak da się zjeść? – to mówiąc, delikatnie podgryzam malutką łapkę, której właścicielka reaguje na to radosnym uśmiechem
– nie! nie można! Mai się nie da zjeść! – syn zaczyna już udawać, że jest oburzony
– nie zabierałaby ci klocków więcej – podpuszczam – może jednak zjemy ją?
Tomek podchodzi więc i sam bierze rękę siostry do buzi i delikatnie zaciska zęby. Na twarzy Mai pojawia się gigantyczny uśmiech, w oczach ma uwielbienie, a z buzi wydobywa się w końcu kwik absolutnego szczęścia. Tomek doskonale wyczuwa moment, w którym puścić, żeby siostra się nie zaczęła denerwować, żeby zabawa nie przerodziła się w robienie krzywdy.
Maja uradowana chcąc się zrewanżować bratu próbuje wsadzić mu palec w oko.
– co Maju? chcesz moje oko? nie da się.
– guggu ga!
– ale nie da się urwać oka!
– nie da? a ucho się da? – zaczynam wypytywać
– też nie!
– nie? – biorę syna za ucho i pociągam
– nie da, nie da się!
– a co się da?
Tomek myśli chwilę i oznajmia zdecydowanie:
– nic się nie da urwać!
– ejże, a zobacz – biorę do ręki leżącą niedaleko gazetę i odrywam kawałek strony – da się?
– o, tak! da się urwać gazetę…
…Wyborczą – mruczę pod nosem, ale oczywiście Potwór wszystko słyszy i powtarza
– da się urwać gazetę wyborczą!

I tak się jeszcze przez chwilę zabawiamy, a potem wstaję i zajmuję gotowaniem obiadu albo innymi czynnościami wykonywanymi w ramach tego drugiego, domowego etatu. Odpoczęłam? Najwyraźniej. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, mówi ludowa mądrość, skoro jedyną formą relaksu w ciągu dnia jest taka, to musi wystarczyć. Przecież nie mogę któregoś dnia się po prostu wyłączyć i przestać działać ;)

*nawiązanie do dowcipu z brodą:
– co jesz?
– mięsko
– a skąd?
– samo przypełzło…


czarowanie

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-10-2008
Tagi: , , ,

Gotuję obiad.
Mięso, warzywa, przyprawy. Kroję, mieszam, rozcieram w dłoniach suszoną bazylię. Siekam czosnek. Pachnie. Ciepło. Włączam płytę „Charango” Morcheeby.
Zawsze jest to dla mnie tworzenie domu. Zapach jedzenia i ciepło to najważniejsze spoiwo. Ogrzany i najedzony człowiek może walczyć z całym światem.

A potem idziemy do lasu. Naładować się energią, zaczerpnąć jej od Matki Ziemi. Rozkładam ramiona, oddycham głęboko, napełniam oczy obrazami złotych, czerwonych i brązowych liści. Syn biega i czerpie siłę z pozornego jej trwonienia. Walczy ze smokiem. Córka śpi. Jeszcze, jeszcze. Wdech tak głęboki, że w płucach kłuje. Musi starczyć na cały tydzień. A nadchodzący będzie trudny i smutny. Ale jak zwykle dam radę ze wszystkim. Dom z mocnymi ścianami jest tam, gdzie go tworzymy. Choć zdecydowanie się to lepiej robi w obrębie murowanych ścian.

A las będzie…

Od październik 2008


dieta półrocznego dziecka

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 18-06-2008
Tagi: ,

Moja córka dzisiaj zjadła:
potwierdzenie wpłaty 150 złotych na konto bankowe
połowę torebki po pączkach
chusteczkę higieniczną
pół truskawki (wepchnięte do dzioba przez kochającego braciszka)
parę łyżeczek utartego jabłka
mleko z cycka (ilość nieznana, ale z pewnością wystarczająca)