Edukacja przy obiedzie

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 16-03-2013
Tagi: , ,

- Ja lubię oliwki, ale takie ze słoiczka
– A wiecie, że one są ze słoiczka, bo w Polsce nie rosną oliwki, ale są kraje, gdzie oliwki rosną na drzewach?
– Naprawdę?
– Tak, oliwki rosną na drzewach, a te drzewa nazywają się…
– [Tomek] Oliwkowe!
– [Maja] Oliwkowskie!


Maja i literki

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 17-04-2011
Tagi: , , ,

Smażę naleśniki, a mój laptop stoi niezabezpieczony na stole. Podchodzi do niego Majka i zaczyna naciskać literki na klawiaturze, mówiąc głośno:
a…o…m…p…
Podchodzę i patrzę tam, gdzie pisała i doznaję lekkiego szoku, bo jedynie zamiast „p” wpisała „r”. Pozostałe litery są napisane w takiej kolejności i właśnie takie, jakie wymieniła. Trzy litery pod rząd? Nie wierzę, że to czysty przypadek. „R” i „P” są w sumie podobne, miała prawo się pomylić.
Kiedy i jak ona się tego nauczyła, hę? Jeszcze chwila i faktycznie sobie sama będzie odpalać Hello Kitty na YouTube.


Mój syn umie czytać!

5

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-01-2011
Tagi: , , , ,

Tak mnie wiecie, rozpiera z dumy trochę. A już byłam nieco załamana. Bo Młody zaczął pytać o literki jak miał jakieś 4 lata, może ciut wcześniej. I właściwie dość szybko się nauczył alfabetu. Tylko nie umiał zupełnie składać tych literek w słowa. Próbowałam dwa lata i nic. W końcu poszedł do szkoły, to pomyślałam, że już się mogę nie przejmować, tam go nauczą. A tu chała. Tomek nie czytał, nawet złożenie „t” i „o” w słowo go przerastało. Zaczął chodzić na dodatkowe zajęcia z czytania w szkole, jego nauczycielka na mnie krzyczała, że muszę z nim pracować w domu i go nauczyć. Ha. Sądziłam, że to właśnie rola szkoły, a nie moja, niemniej próbowałam z nim siedzieć nad czytankami z podręcznika. I guzik, on się denerwował, ja się denerwowałam, po kwadransie mieliśmy za sobą kilka zdań, a ja opływałam potem i musiałam przerywać te lekcje, żeby nie zacząć wrzeszczeć. Dramat. I kiedy już z rozpaczą myślałam o dysleksji i innych takich strasznych rzeczach, w domu pojawił się „Star Trek” oraz „Babylon 5″, czyli stare, dobre seriale s-f. Młody, od dawna fan „Star Wars” chętnie oglądał ze mną, no bo statki kosmiczne, obce rasy, strzelaniny, pościgi w kosmosie, faaaaajne. I wtedy się okazało, że w Gwiezdnych Wojnach mówili po polsku (litościwie puszczałam mu wersję z dubbingiem), a tu mówią w innym języku i żeby zrozumieć, co mówią, trzeba czytać. I nastąpił przełom. Jeden odcinek „Babylon 5″ i Młody przyswoił 9 słów. Były to co prawda słowa dwu albo trzyliterowe, ale mógł już płynnie przeczytać „tak” lub „nie”. Kolejne odcinki i coraz lepiej, a niedawno kupiłam mu jakąś nową gazetkę „Ben 10″, z komiksem. I po raz pierwszy Młody zamiast jęczeć „poczytaj mi mamo” usiadł i zaczął sobie literować komiks. Po raz pierwszy mu się chciało. I tak, trochę seriali, trochę komiksu i w ciągu paru dni dzieciak zaczął namiętnie literować wszelkie napisy. Dzisiaj podsłuchałam, jak stojąc w kuchni i czekając aż mu się zagrzeje mleko na kakao literuje napis na słoiku z miodem. Ot, bo stał przed nim na widoku. Potem siadł i czytał swój komiks. Gdy czytając po literce rozszyfrował słowo „rozrabiaki”, a potem płynnie przeczytał zdanie „co ona tu robi?”, zrozumiałam że już poszło. Udało się, teraz już będzie z górki, mamy przełom. I nie, nie boję się, że będzie chciał czytać tylko komiksy albo napisy w filmach. Choćby przez ten słoik miodu, on po prostu dostrzega wszędzie słowo pisane i chce wszystko obadać.

Wielka ulga. I duma, że jednak mi się udało, choćby tym starym esef pokazać mu, że czytanie jest fajne, że to się przydaje, że warto. Trochę jak z nauką mówienia, on bardzo długo nie mówił, do trzeciego roku życia używał kilkunastu słów, a resztę przekazywał jakoś gestami. Nie widział potrzeby – ja i tak rozumiałam. Aż wreszcie pojechaliśmy na jakieś wakacje, gdzie było dużo dzieci w jego wieku i trochę starszych i Młody przekonał się, że jak chce się z nimi dogadać, to musi zacząć mówić jak człowiek. I w ciągu trzech dni z dziecka, które prawie nic nie mówiło zrobiła się straszna gaduła, znał już i rozumiał wiele słów, tylko dopiero wtedy zaczął ich używać, co przyznaję, przez chwilę , po pierwszym zachwycie, trochę mnie irytowało, nagle zaczął cały dzień nadawać. Ale przywykłam i nasze relacje stały się o wiele łatwiejsze. Można było porozmawiać. Tak samo teraz, wreszcie dostrzegł potrzebę i nagle się rozkręcił. Bardzo, bardzo mnie to cieszy. Czas kupić mu lampkę nad łóżko, żeby mógł sobie przed snem czytać. Super sprawa.