Bo to mój brat

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-01-2011
Tagi: , , , , ,

Kąpię się. Przychodzi Majka z rykiem.
– Co się stało?
– Bo, bo, bo, bo Tomek mnie uderzył!
– To też go uderz.
Maja przestaje chlipać, zamyśla się na chwilę.
– Nie!
– Czemu nie? Też go uderz, oddaj mu.
– Nie. Bo nie. Bo to mój brat.

Ojej.


Dom wariatów

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 12-11-2010
Tagi: , , , , ,

Piątkowe popołudnie. Zjedliśmy tortille z kurczakiem i kurkami, siedzimy w pokoju, gdzie na dużym komputerze leci już druga część pierwszej trylogii Gwiezdnych wojen, albowiem Tomek sobie zażyczył maratonu. Maja trochę ogląda z nim, a trochę się bawi czymś innym, ja przysypiam na sofie. W pewnym momencie pukanie, za drzwiami nadąsany kurier z DHL-u, przez uchylone drzwi oczywiście ucieka mi z domu kot, Maja piszczy, kurier podtyka papier do pokwitowania, ogarniam to wszystko, dziękuję, wracam. Przy pomocy nożyczek rozpakowuję paczkę, niełatwe to, po pokonaniu taśmy, pudełka, wstążeczki, papieru ozdobnego, jeszcze więcej taśmy klejącej… ukazuje się książę w postaci żaby. Mój prezent na urodziny. Ja się wzruszam, za moimi plecami Jango Fett zabija Zam Wessel, dzieci wyciągają mi z opakowania prezentu folię bąbelkową i radośnie skaczą po podłodze na niej. Tomek do tego zaczyna śpiewać piosenkę o pociągu do Warszawy, spontanicznie zmieniając słowa gdy znienacka opadają mu spodnie, co daje tekst: konduktorze łaskawyyyy, gatki spadają z pupyyy. Totalny chaos. Gwiezdne wojny grzmią, dzieci się śmieją, tupią, śpiewają, ja się opętańczo śmieję. Trójka wariatów w domu, nie licząc kota.


Jak oni rosną…

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 07-06-2010
Tagi: , , ,

Jutro mój syn ma przedstawienie i zakończenie roku w przedszkolu. To nie ostateczny koniec przedszkola, bo zajęcia są do końca czerwca, ale impreza jest wcześniej, żeby na pewno wszystkie dzieci były. I nie byłoby to nic takiego, gdyby nie to, że od września Tomek idzie do pierwszej klasy, będzie już uczniem i nigdy już nie będzie przedszkolakiem. Także to ostatnie przedszkolne przedstawienie mojego syna. Chlip. Chlip, chlip.
Parę dni temu minęła szósta rocznica dnia, kiedy to lekarze wyjęli ze mnie takiego małego, gołego stworka, a teraz ten stworek nosi 31 rozmiar butów, waży tyle, że prawie nie mogę go podnieść, biega szybciej ode mnie, a za niecałe 3 miesiące będzie chodził do szkoły. Rzadko się rozklejam pod hasłem „jak ten czas leci”, ale teraz mam poczucie, że się kończy jakaś epoka w życiu mojego syna i mam gulę w gardle. Koniec przedszkola. Pomyśleć tylko. Chlip.

                                                                              (foto: Noeel)


Dzień Matki

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-05-2010
Tagi: , ,

Otóż wchodzisz do pokoju, gdzie stoją sobie cztery takie małe stworki. Wpatrujesz się w tego jednego, on się odwraca czując Twój wzrok, wydaje z siebie zaaferowany pisk i radosny okrzyk „MAMA!”, zwraca ku Tobie całe ciało i biegnie, biegnie ile sił w tych małych nóżkach, wpada ci w objęcia z taką siła, że jakbyś nie była na to naszykowana, nie kucnęła i nie wychyliła się trochę do przodu, to by cię przewrócił. I wtula się w ciebie mocno, przylega całym ciałem, serce przy sercu, twarz wtulona w twój dekolt, małe rączki obejmują silnie, zastygacie w takim uścisku. I na chwilę świat przestaje istnieć, jest tylko ten uścik, jest bezgraniczna ufność, radość i miłość Matki i Córki. Wszystko inne staje się nieważne. A nazywa się to banalnie: odbieranie dziecka z przedszkola ;-)
I dostałam takie – ciocia mnie zapewniła, że to Maja sypała brokat


no tak, zaczęło się

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-03-2010
Tagi: , ,

Tomek rysuje od rana
– Mamo, zobacz, narysowałem siebie i Matyldę!
– Mhm (jeszcze jestem nieco zaspana)
– Bo ja ją kocham
– Jak to? – rozbudzam się nieco – Mówiłeś parę tygodni temu, że kochasz Gabrysię!
– Już nie lubię Gabrysi.

To tak już będzie, prawda?


Dzieci dorastają

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 30-12-2009
Tagi: , ,

W drugi dzień świąt jak zwykle wstaliśmy późno, po czym ponieważ poprzedniego wieczoru pozwoliłam młodzieży iść spać brudnym, wysłałam ich do wany. Napuściłam wody, wsadziłam zabawki, wsadziłam dzieci i wyszłam, planując przyjść za jakieś 10 minut, jak się odmoczą, umyć głowy, uszy i wyjąć i wytrzeć. Nie słyszałam żadnych wrzasków, toteż istotnie przyszłam po owym czasie i zastałam dzieci:
a) umyte
b) z umytymi i spłukanymi głowami
Nadmienić tu trzeba, że za każdym razem, gdy myję Mai głowę drze się ona wniebogłosy. A tu się okazało że Tomek jej umył i nawet nie pisnęła (a ona zdecydowanie się go nie boi, więc to nie terrorem…)
Wyjęłam z wanny, wytarłam, posłałąm do pokoju, a tam Tomek ubrał siebie, ubrał Maję, łącznie z założeniem jej pieluszki. Ta ostatnia czynność była najbardziej skomplikowana i słyszałam wydawane przejętym głosem komendy:
– wyżej nogi!
– pupa, pupcia w górę!
– trzymaj stopy!
Niemniej wszystko mu się udało i gdy weszłam, zastałam kompletnie ubrane i to w pasujących do siebie kolorystycznie ubraniach dzieci. Byłam pod wrażeniem.


Wiedziałam, że tak będzie

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 07-11-2009
Tagi: , , ,



No a ja się teoretycznie mam zmieścić tam z prawej strony…


macierzyństwo jest śmieszne

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-10-2009
Tagi: , , , ,

Zostałam właśnie ośliniona na twarzy, w moją bluzkę został wytarty glut z nosa, dostałam kuksańca w, excusez moi, cycka, oraz wbito mi kolana w żebra. A ja się jeszcze z tych wszystkich rzeczy cieszyłam, bo oślinienie było serdecznym buziakiem, glut to niechcący, a kuksańce przy moszczeniu się Młodej na mnie.
W małych dzieciach fantastyczna jest ich szczerość i to, że jak wyrażają emocje, to wyrażają je całą swoją osobą, nie myślą jak to wygląda, nie zastanawiają się. Przychodzę po Maję do przedszkola i ona widzi mnie, rzuca wszystko i biegnie do mnie z szerokim uśmiechem na twarzy, całą postawą wyrażając radość. Uderzy się i ryczy wniebogłosy i to jest jedyne, co ją w tym momencie pochłania – wyrażanie własnego bólu i krzywdy. Jest to fantastyczne i żaden dorosły tak nie potrafi.

I jeszcze zdjęcie z cyklu #wzrusz – prawie codziennie widzę takie czułości, ale za każdym razem wywołuje to we mnie wewnętrzną rynnę, chlipnięcie rozczulenia.


Nie wiem doprawdy, dlaczego jak byłam w ciąży, to opowiadano mi jakieś opowieści o tym, jak to się rodzeństwo nie lubi, bije, że starsze jest wściekle zazdrosne o młodsze i może nawet mu zrobić krzywdę albo prosić, żeby to mniejsze oddać do szpitala (???) – kto to wymyśla? Pewnie że oni się czasem pobiją, ale po pierwsze nie tak, żeby sobie zrobić krzywdę, po drugie pięć minut później się przytulą. A jeśli chodzi o oddawanie młodszego rodzeństwa, to na samym początku, jak tylko ktoś znajomy brał Majkę na ręce, to gdy szybko nie oddawał jej mi, Tomek groźnie fuczał, żeby „oddać dzidzię, to NASZA dzidzia!”


buziak za jeden uśmiech

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 11-10-2009
Tagi: , ,

A właściwie uśmiech za jednego buziaka. Albo odwrotnie.
Uświadomiłam sobie ostatnio jak bardzo naturalne dla moich dzieci jest przytulanie się i całowanie. Ktoś do mnie przychodzi, ja go przytulam – Tomek zupełnie nie reaguje, bo normalne dla niego, że jak ludzie się lubią, to się przytulają. Gdy ktoś z nas nabije sobie guza, jest smutny, albo wręcz przeciwnie – bardzo wesoły – wiele jest okazji, kiedy przytulenie pomaga. Niewiele jest rzeczy tak wspaniałych jak dziecko z całą ufnością przylegające do ciała i obejmujące łapkami. Nic tak nie pomaga na siniaka, jak całus mamy.
Przeważnie jak przytulę jedno, zaraz przylatuje i drugie i kończy się to ciepłą kulką przytulających się, kochających się dużych i małych ludzi.
I może to jest jeden z powodów, dla którego moje dzieci są tak śmiałe, odważne i otwarte.



Tomasz liczy

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 13-09-2009
Tagi: , ,

Liczy na to, że mu pozwolę cały dzień grać na ajfonie, oczywiście. Ale nie tylko.
Zmywałam dziś rano naczynia, a Tomek się kręcił po kuchni. I w pewnym momencie zaczął liczyć gąbki do zmywania w napoczętym opakowaniu.
– raz, dwa, trzy, cztery. – popatrzył na tę w moim ręku – i pięć.
– brawo, zgadza się!
– a teraz policzę patyczki (pałeczki do jedzenia leżały na szafce)
– raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. jest sześć pałeczek, policzyłem
– zgadza się… w przedszkolu się nauczyłeś??
– nie
– no to jak?
– no nauczyłem

No nauczył. Ani razu mu nie mówiłam ani ile tych gąbeczek, ani ile pałeczek, wydawało mi się, że ogarnia liczenie do trzech, czterech. A on znienacka się nauczył. Potem przy obiedzie policzył pierogi na każdym talerzu.
Hmm, nie wiem, może to jednak ja i granie w „Super Farmera” zostawiło ślad, tylko nie od razu się to pokazało? (dla niewtajemniczonych – gra polega przede wszystkim na liczeniu, głównie właśnie do sześciu, bo tyle królików można wymienić na owcę).
Tak nie cierpiałam tej gry, ale z nim grywałam i proszę. Albo jednak przedszkole. Albo nie mam pojęcia, ale jestem bardzo dumna. Rozróżnia większość liter, liczy co najmniej do 6, umie napisać swoje imię na komputerze, grywa w Garage Band (i to jak gra!), ogarnia iPhone’a lepiej niż ja… Mądre mam dziecko.