Lęki, lęki, ciągle ten lęk rodzica

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-08-2011
Tagi: , , ,

Nie jestem nadopiekuńczą matką. Szybko wysadzałam z wózka, jak chcieli iść sami, szybko na frazę „mamo, chcę [whatever]” odpowiadałam: to sobie weź, kazałam się sama myć, ubierać, pomagać przy pracach domowych, etc, etc. Nudzili mnie rodzice na zebraniach w szkole robiący histerię z powodu wyjazdu siedmiolatków na 3 dni na zieloną szkołę, ja w sumie z przyjemnością przyjęłam to, że mam jedno dziecko mniej. Zachęcałam i zachęcam dzieci do samodzielności. Ale z jedną rzeczą sobie poradzić nie mogę. Samodzielne chodzenie po ulicy – konkretnie tam, gdzie trzeba przejść przez jezdnię. Nieważne, czy po pasach, czy nie, czy są światła czy nie, czy torowisko tramwajowe czy cokolwiek.
Otworzyli nam pod domem sklep – w tym samym bloku, idzie się do niego jakieś 20 metrów przez podwórko. Tomek uwielbia być sam wysyłany po zakupy, bardzo dumny idzie i przynosi to, po co się go wyśle. Ale w sklepie nie ma wszystkiego, to mały spożywczak, dzisiaj były mi potrzebne ziemniaki. I niby warzywniak jakieś 40 metrów od domu, po drugiej stronie placu, w warzywniaku też zaprzyjaźniona obsługa, dziecko było bardzo chętne do wyprawy – to ja wymiękłam, bo do warzywniaka trzeba przejść przez 3 ulice. 3 ULICE. Bez świateł. Niby mało samochodów, niby ulice jednokierunkowe… ale ULICE. SAMOCHODY. I W OGÓLE. Samo napisanie o pomyśle wysłania go tam spowodowało u mnie nagłe silne bicie serca i paniczny strach.
Mam nawet pomysł, żeby go wysłać na testowe wyjście samemu, na przykład do tego warzywniaka, ale z… obstawą. Z kimś dorosłym, kogo ja znam, a kogo on nie, żeby szedł na tyle blisko, żeby móc go w razie czego złapać i nie dopuścić do wpadnięcia pod samochód, a jednocześnie sprawdzał, czy Młody pamięta o tym rozglądaniu się. Bo cóż, że pamięta jak idzie ze mną, jest ze mną i jednak jest bardziej wyluzowany i ufa mi, że w razie czego ja się rozejrzę.
To jest głupie, wiem. Dziecko ma 7 lat, wie, że trzeba się rozglądać i często to robi. Ale właśnie. Często. Nie zawsze. I bywa roztargniony. Zamyślony. No ale kiedyś będzie trzeba go zacząć puszczać samego dalej niż do „sklepu pod blokiem”. I obawiam się, że nieprędko mu na to pozwolę a i tak będę się koszmarnie bała. Może wystarczy przetrwać pierwsze wyjście, a potem już będzie lepiej? Jakie to straszne, te lęki rodzicielskie.


Młoda wreszcie wyraziła wprost swoją naturę

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 12-12-2010
Tagi: , , , ,

- Dzieci, chcecie spaghetti?
Tomek:
– Tak!
Maja:
– Ja chcę makaron!
– Z sosikiem? – dopytuję.
– Tak, ja chcę makaron i z sosem i z serem i z mięskiem. JA CHCĘ WSZYSTKO!

I wiecie, może to tak nie widać jak to jest na piśmie, ale wierzcie mi: jej ton głosu i postawa i to, jak powiedziała to, że chce wszystko –  widać było, że to nie chodzi tylko o ten obiad. Nawet jeśli ona sama nie była tego świadoma, wyraziła swoje ogólne podejście do życia. Bardzo mi się ono podoba. Nie raz dostanie od życia po nosie, gdy będzie chciała dostać to „wszystko”, ale jak jej zostanie ta waleczność, którą ma teraz, to świat też oberwie. A księżniczka Maja dostanie to, co chciała.


anatomia (nie tylko) potwora

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-09-2008
Tagi: , , ,

O różnicach między chłopcami a dziewczynkami rozmawialiśmy ostatnio. Tej rozmowy nie przytoczę, ale ciekawie było. Generalnie syn zdegustowany nieco faktem, że chłopcy nie mają „dziurki do rodzenia dzieci”

Opowiadał mi, że śnił mu się potwór
– miał trzy nogi i jedną głowę
– i co zrobiłeś?
– zwalczyłem potwora!
– a nie mogłeś z nim porozmawiać?
– nie. bo nie miał buzi
– a co miał?
– oczy miał
– a uszy?
– nie
– a nos?
– też nie
na pytanie o ręce najpierw powiedział „nie wiem”, ale ostatecznie po namyśle stwierdził, że nie.
śnił mu się więc potwór, który miał jedynie nogi, głowę i oczy.

Na anatomii mojej też się zna. Poinformował L. że „mama ma zielone oczy”, gdy ona mu powiedziała, że on ma brązowe, a jego siostra szare.

A ja mu kupiłam ostatnio fantastyczną bluzę :)

Od Tomek


strachy na lachy

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-09-2008
Tagi: , , ,

Zazdroszcze swojej córce takiego starszego brata jak Tomek. Rozmawia z nią, bawi się, pilnuje gdy idę do łazienki, a takze dba o jej bezpieczeństwo :)
Oczywiście na pewno jest mu trochę przykro, że nie jest już jedynym dzieckiem w rodzinie, ale i tak bardzo fajne są relacje między nimi.
Ostatnio Tomek boi się. Bez mała wszystkiego. Być może jest to normalny etap w rozwoju 4-latka, a może to sposób na zwrócenie na siebie większej uwagi – w każdym razie nei przejmuję się tym za bardzo, oczywiście powoli i spokojnie pracujemy nad przełamywaniem tych lęków, ale w większośći przypadków widzę że to bardziej jest „boję się, bo chcę się bać”, a nie rzeczywisty lęk. W każdym razie lęk przed zakładaniem butów w ciemnym przedpokoju jest łatwy do zniwelowania, strach przed psami też nie jest dość uciążliwy (obchodzi psy szerokim łukiem – nic w tym strasznego, póki nie ucieka na drugą stronę ulicy to nie jest źle)
Natomiast problem jest z różnego rodzaju robaczkami i owadami. Bo Tomek z takim samym strachem, wstrętem i zniesmaczeniem reaguje na mrówkę jak i na osę.
Lato – otwarte okna – wlatuje, wpełza, wchodzi do mieszkania sporo tego. I często robię coś, a z drugiego pomieszczenia przylatuje mój syn i z paniką w głosie krzyczy: „mamo, tam COŚ jest!!!” – Co?! – takie COŚ, chodź szybko, tam jest takie COŚ!!
No i ja wreszcie lecę… a tam mała muszka na przykład.
Wczoraj wieczorem akurat był w kuchni wielki pająk. Tak duży, że nawet nie miałam siły na walkę z nim, zamknęłam kuchnię i zostawiłam to na rano. Dzisiaj udało mi się go wyeksmitować. Siedziałam w pokoju i jadłam śniadanie, a Tomek wchodzi do kuchni i.. znów „COŚ tam jest!”
Wchodze a tam… maleńka muszka na oknie.
– to tylko mucha, synku!!
– tak? – mówi Tomasz, po czym biegnie do Mai pełznącej w stronę kuchni.  Bierze ją, zanosi na łóżko i tłumaczy poważnie: nie możesz wejść do kuchni, tam jest MUCHA.
W gruncie rzeczy to nie wiem, czy w takich sytuacjach załamywać się że dla mojego syna zagrożeniem wydaje się maleńka mucha czy być dumna z tego, jak on troskliwie się opiekuje siostrą.