Kompromis srompromis

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-12-2012
Tagi: , , , ,

- Maju, nie możesz spać na łóżku Tomka, skoro on się nie zgodził, on ma prawo do swojego łóżka i do tego, żeby ci nie pozwolić tam spać, pogódź się z tym.
– [chlipanie]
– Jutro możemy we trójkę o tym porozmawiać. Spróbujemy znaleźć takie rozwiązanie, żeby wszyscy byli zadowoleni
– Szczególnie JA – chlipnęła Maja z godnością.

Jak to było? Że to rzekomo tylko jedynacy są egoistami? :>


Bo to mój brat

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-01-2011
Tagi: , , , , ,

Kąpię się. Przychodzi Majka z rykiem.
– Co się stało?
– Bo, bo, bo, bo Tomek mnie uderzył!
– To też go uderz.
Maja przestaje chlipać, zamyśla się na chwilę.
– Nie!
– Czemu nie? Też go uderz, oddaj mu.
– Nie. Bo nie. Bo to mój brat.

Ojej.


Demokracjo, ty dziwko

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 08-01-2011
Tagi: , , , , , ,

Poszliśmy dzisiaj na spacer. Właściwie to moim zamiarem było tylko kupienie czegoś, ale w domu rzuciłam hasło „idziemy na spacer” i potem już się nie chciałam wycofywać. Więc po udanym zakupie poszliśmy się włóczyć po mokrym, szarym, nieco smutnym, parku, gdzie jednak powietrze było dość orzeźwiające, a placu zabaw dało się używać w stopniu zadowalającym. Do parku dojechaliśmy metrem, za to w powrotnej drodze nie mogłam się zdecydować czy chcę jechać metrem, czy tramwajem, ogłosiłam więc demokratyczne głosowanie Tomek wybrał metro, Maja tramwaj i ja uznałam, że jednak też wolę tramwaj. Jakby oboje chcieli metro, byśmy zeszli do podziemia, a tak to zarządziłam marsz w stronę przystanku. I się okazało, że Tomek nie zrozumiał, że przegrał głosowanie, rozwodził się nad zaletami metra i jak lubi nim jeździć, poświęciłam więc trochę czasu na wytłumaczenie mu zasad demokracji. Gdy w końcu zrozumiał że to nie są jakieś głupie żarty, że jest mniejszością i że przegrał, wybuchnął rzewnym szlochem, po czym szedł zrozpaczony mówiąc, że na tramwaj trzeba będzie czekać, marznąć na przystanku, że długo, niewygodnie, że to nie fair, że tak nie można i że pożałujemy tego. Doszliśmy do przystanku i tramwaj pod sam dom śmignął nam tuż sprzed nosów. Demokracja zawisła na włosku, bo sama świadoma tego, że jest coraz ciemniej, coraz zimniej, a w związku z sobotą następny tramwaj będzie za co najmniej 10 minut, miałam na końcu języka powiedzenie: no dobra, idziemy do metra, ale się bohatersko powstrzymałam dla dobra edukacji syna. Doczekaliśmy drugiego tramwaju i pojechaliśmy do domu, wstępując pod drodze do przedstawiciela Chińskiej Republiki Ludowej i nabywając od niego dobra konsumpcyjne w postaci porcji kurczaka w sosie słodko-kwaśnym i wieprzowiny z warzywami. 

Natomiast teraz, wieczorem, dochodzę do wniosku że moje dzieci razem potrafią być bardziej upierdliwe niż doktor Sheldon Cooper z „The Big Bang Theory”. Leże sobie na kanapie pogrążona w lekkiej drzemce, z której wyrywają mnie odgłosy kłótni. Budzę się, leżę udając, że śpię nadal i słucham, jak moje dzieci siedzą i kłócą się, czy mówi się „kakało” czy „kakao”. I tak w kółko. Po jakichś 7 minutach nie wytrzymałam i zareagowałam dość gwałtownie, stanowczo każąc Tomkowi przestać i iść do kuchni ZROBIĆ to kakao, zamiast o nim trajkotać. Zrobili. Wykąpali się. A teraz na łóżku Tomka zgodnie i spokojnie rżną w karty.


Mikołaj nie żyje!

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 09-12-2010
Tagi: , , , , , ,

Miejsce wydarzeń:
osiedlowy sklep spożywczy

Osoby dramatu:
Tomek (6,5),
Maja (3),
Matka
Personel sklepu,
Inni klienci

Matka z dziećmi robi zakupy, wchodzą do części, gdzie jest mięso i mrożonki. Stoi tam wielki sztuczny Święty Mikołaj. Na widok dzieci pani zza lady włącza Mikołaja, który zaczyna „śpiewać” i ruszać się. Maja staje z oczami jak pięciozłotówki, otwiera buzię i wpatruje się urzeczona. Potem woła: cieść, Mikołaj! Na to Tomek reaguje żywiołowo – tłumaczy siostrze, że to nie jest prawdziwy Mikołaj, nie jest żywy i w ogóle nie ma Mikołaja.
– Jest Mikołaj! Cieść Mikołaj! – woła Maja, nie zwracając uwagi na Tomka i machając łapką do owego potwora, który dla odmiany nie śpiewa już „Jingle Bells”, ale woła: „HOHOHOHOHO, Merry Christmas!”
– NIE MA Mikołaja – krzyczy Tomek.
– Jest!
– Nie ma! To tylko ludzie się tak przebierają!
– Jest Mikołaj!
– Mikołaj nie żyje! – krzyczy już na cały głos zdesperowany młodzieniec.
Personel sklepu oraz Inni klienci pokładają się ze śmiechu.  Matka, która w międzyczasie nabyła słoninę i mięso mielone, rzuca odruchowo: „nie kłóćcie się” i prowadzi dzieci do kasy. Tam pewna starsza pani mówi Tomkowi, że Mikołaj istnieje, a Tomek jej tłumaczy że nie, że to tylko ludzie się przebierają, a prezenty kupują i podrzucają pod choinkę rodzice. Pani nieustępliwie twierdzi, że to nieprawda, że Mikołaj jest naprawdę. Matka płaci, zgarnia dzieci, wychodzą.

Kurtyna.

Następnego dnia Mikołaj zostaje uwieczniony:


trzymajcie mnie

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 29-08-2009
Tagi: , ,

Tomek się w przedszkolu przewrócił i lekko skaleczył w kolano. Zdarza się. Cały
wieczór mękolił, że chce, żeby mu przykleić plasterek. Ranka w sumie
tego nie wymagała, ale mu przykleiłam. Nie od razu, bo byłam szalenie
zajęta skręcaniem szaf, ale w końcu upragniony plaster dostał. Poszedł
zaraz spać, a rano jak się obudził to zaczął… mękolić, kiedy może
zdjąć. 

A ja stwierdziłam, że skoro już mu przykleiłam, to niech chwilę ponosi i
powiedziałam że jeszcze nie. Nudził, nudził, że chce zdjąć, ja
odmawiałam, w końcu Maja chyba zrozumiała, zdenerwowała się, sama
podeszła i mu odkleiła. Myślicie, że się Tomek ucieszył, skoro chciał,
żeby plasterek był już zdjęty?



Źle myślicie. Wielki obrażony ryk „Mamo, Maja mi zdjęła plasterek!!!” i
próba przyklejenia go znowu. A że mu się nie udało, bo ubabrali go
zaraz, to mękolenie, że „nie chce się przykleić, mamoooooo, ja chcę
żeby był przyklejony”.
Arrrrghhhhh. Uduszę go zaraz.


nie wierzę

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 22-08-2009
Tagi: , , ,

Pisałam:


Nie wierzę że to napisałam. Interesująco jest, zaiste. 
- mamo, Maja mnie ugryzła i opluła!
- mamo, Maja mnie bije!
- mamo, Maja mnie uszczypnęła!
- mamo…

Maja nie mówi. Ona przeraźliwie piszczy w trakcie tych potyczek. Co zabawne, potrafią się okładać (bo Tomek nie pozostaje dłużny, a jakże, ona mu szczypasa, a on ją płaską dłonią po plecach albo po głowie), a dosłownie pół minuty później zgodnie się bawić, lub nawet przytulać radośnie. 
A czasami mam wrażenie że to, że ktoś komuś zabrał zabawkę, jest tylko pretekstem do bójki, że to dla nich w sumie rodzaj zabawy. Choć moją cierpliwość to nadwyręża mocno. A zabranie przedmiotu sporu, jeśli takowy jest, powoduje oczywiście że oboje ryczą. 
I tak jakieś dziesiąt razy dziennie. Masakra :-)