Żarłok

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-08-2011
Tagi: ,

Tomek: już zjadłem 3 dokładki, a nadal mnie nie boli brzuch!


Czy oni jedli?

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-06-2011
Tagi: , , , ,

- Maja, chodź się bawić ze mną, że ja jestem generał Grievous, a ty jesteś Ahsoka.
– Ahsoka musi zjeść – burczy Maja znad serka Danio.
– W Gwiezdnych wojnach nie jedzą – poucza ją Tomek.


Dzień Dziecka

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 01-06-2011
Tagi: , , , , , , , , ,

Najpierw w weekend poszliśmy se na piknik z okazji dzisiejszego dnia – było sympatycznie, bo oprócz dmuchanej zjeżdżalni, drabinek sznurowych, wielkiej kuli, w której można chodzić i tak dalej było też miasteczko Star Wars, więc ja również miałam się czym jarać. Bolesne były tylko kolejki do wszystkiego, w rekordowej staliśmy na zmianę w 3 osoby dorosłe dwie godziny. Ale warto było, coś, co tam dawali było niesamowite, dawali bowiem możliwość podniesienia kulki… za pomocą Mocy. I działało :>
Zatem w niedzielę dzieci się wybawiły, a dzisiaj zabrałam samego Tomka do kina. Przyszłam z pracy do niego do szkoły i go zgarnęłam do Złotych Tarasów na Kung Fu Pandę. Bardzo się cieszyłam z pomysłu takiego wyjścia z synem w Dzień Dziecka, do momentu, kiedy weszliśmy do kina i ja sobie nagle uświadomiłam, że skoro to właśnie dzisiaj… to ja z moim pomysłem nie będę jedyna… i że czekają mnie dwie godziny w wielkiej sali wypełnionej DZIEĆMI*. I najpierw odstaliśmy w kolejce pełnej takich łepków jak mój Młody po colę w barku, a potem siedliśmy w sali i weszła jedna wycieczka szkolna… druga, trzecia… przy czwartej opanowywałam w sobie natychmiastową chęć ucieczki. Na szczęście to była ostatnia, a po paru minutach kłótni o to gdzie kto siedzi, czyj to popcorn i tak dalej usadowili się i siedzieli cicho. Tuż koło nas co prawda siedział jakiś bardzo głośny i przemądrzały młody człowiek z babcią, ale też ucichł, jak po pół godzinie reklam i zwiastunów zaczął się właściwy film. Nawet mi się udało przysnąć. (Nie, film sympatyczny, nie nudziłam się jakoś strasznie, ale jednak znużenie po pracy dało o sobie znać, a tam było tak wygodnie, cicho, ciemno, przytulnie…). Wyszliśmy z kina, poszliśmy do McDonalda (jak Dzień Dziecka, to dzień dziecka) i tam mój syn zadziwił panią w kasie wbrew jej retorycznemu pytaniu: „frytki i cola do tego HappyMeala?” zażyczył sobie zestaw z pomidorkami i wodą mineralną. Niegazowaną. Nawet moich frytek nie chciał, grzecznie podziękował, pochłonięty studiowaniem instrukcji obsługi zabawki. Także było to bardzo sympatyczne wyjście, a potem w domu zostałam chlaśnięta po oczach i poczuciu estetyki prezentem Mai z przedszkola. Dostała bowiem takie coś, co nazywa się Tennis Trainer, składa się z walizki wypełnionej Różnymi Dziwnymi Kawałkami, które składa się w konstrukcję umożliwiającą granie w coś pomiędzy tenisem a squashem. I zdecydowanie jest bardziej zabawką plenerową, a nie do mieszkania, zwłaszcza małego. I jest wściekle różowe i przyozdobione wizerunkiem Barbie. Aaaaa. Podejrzewam, że skończy się tak, jak z zabawką z zeszłego roku (wściekle różowy zestaw Barbie z rowerem, niemowlakiem i szczeniaczkiem) – Maja się tym poekscytuje parę godzin, po czym zabawka pójdzie w kąt. Jak i wszystkie lalki i inne słitaśne, dziewczęce zabawki. No ale, dziś się cieszyła, a to najważniejsze.
Ja prezentu niby nie dostałam, ale przypadkiem wygrałam kubek w konkursie na facebooku, będzie jak znalazł do pracy :P

* Tak, jestem matką i nie lubię dzieci. Swoje kocham i lubię, poszczególne znajome jednostki też lubię, en masse nie znoszę, godzina występów (przed)szkolnych to dla mnie tortura, bo muszę spędzić ten czas w licznym towarzystwie małych potworów. Brr.


Trudno ubrać, jeszcze trudniej wykarmić

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-03-2011
Tagi: , ,

Dzieci moje niejadkami nie są i nigdy nie były. Nie jedzą wszystkiego – syn ma już stały zestaw rzeczy jadalnych, których nie toleruje, na szczęście są to tylko trzy rzeczy, w tym jedna tylko w jednej postaci, przerobiona może być. Młoda zaś ma właśnie fazę „dziś nie lubię tego, jutro tamtego”, ale jest to w bardzo dużej mierze nie prawdziwa niechęć, tylko eksperymentowanie, testowanie mnie, świata, takie tam. Niby krzyczy, że nie lubi sałaty, ogórka, papryki, niczego, ale potem jak ja i Tomek kupimy sobie po kanapce z Subwaya (a bierzemy sobie takie wypakowane warzywami), to sępi od nas po gryzie, zupełnie ignorując ową sałatę. Także to pewnie jej minie dość szybko. Niezależnie jednak co – jedzą dużo, często i chętnie.
Byliśmy dzisiaj ze znajomymi na spacerze na Polach, tam wpadliśmy do Lolka na obiad, młodzi wsunęli po wielkim naleśniku z nutellą i bitą śmietaną. Potem właśnie kanapka z Subwaya dla mnie i dla Tomka, po godzinie w domu dzieci jęczą, że są głodne. Biorę mini bagietki, kajzerki, ser, szynkę, oliwki, sałatę, ketchup, robię furę grzanek w różnych konfiguracjach i z różnymi składnikami, syn pożera trzy, do tego sporo sałaty luzem, oboje oczywiście popijają przy tym soczek… niby się najedli, ale dolary przeciw orzechom, że za pół godziny, godzinę, tuż przed pójściem spać jeszcze będą wołać o kakao ;)
Każde też ma pełne wyżywienie w przedszkolu/szkole, ale tuż po powrocie do domu woła jeść i to tak konkretnie – na ogół więc każde je dwa obiady dziennie (plus śniadanie, podwieczorek, kolacja i kakao przed snem). I nigdy nie zauważyłam wpływu jedzenia słodyczy na wielkość zjadanych posiłków…
A przy tym wszystkim – oboje są chudzielcami. Z obojga spadają spodnie w rozmiarach przewidzianych na dzieci w tym wieku. Na Tomka bardzo trudno dostać spodnie, które są dobre w pasie, mają dobrą długość nogawek, a przy tym są ładne i nie powalają ceną. Majce na ogół muszę zakładać pasek albo kombinować coś z gumką.
No i powiedzcie sami – co to za interes? Jedzą i jedzą, nie wiem gdzie to się podziewa :)
Rozmawiałam dzisiaj o tym z Tomkiem, na co on rzekł pogodnie:
– Dużo jem, a ciągle jestem chudy. Takie jest moje życie.


Syn się o mnie troszczy

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 12-03-2011
Tagi: , ,

- Głodna jestem – rzucam w przestrzeń.
– To zjedz coś – odpowiada rezolutnie syn.
– No właśnie nie wiem co – marudzę.
Syn myśli.
I myśli.
Ogląda przypięte do lodówki kupony rabatowe z McDonalda.
– Do Makdolanda iść nie możesz… a nie, możesz, tylko musisz zadzwonić po Izu. To ona przyjdzie i się będzie nami opiekowała, a ty sobie pójdziesz.
– Tak? Zadzwonię i przyjdzie?
– No, jak nie będzie zajęta… Bo jak będzie to nie przyjdzie.
Myśli dalej.
– Albo możemy zobaczyć, co jest w lodówce. Albo… możesz… zjeść coś z moich rzeczy do jedzenia, ze szkoły (wygrał tonę słodyczy w nagrodę za drugie miejsce w konkursie plastycznym). Albo płatki możesz zjeść. Albo serek.

Najbardziej podziwiam ofertę oddania słodyczy ze szkoły :)


Wiosna idzie

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 03-03-2011
Tagi: , ,

- I będzie wiosna i będziemy iść do makdolanda i na plac zabaw – mówi tęsknie trzylatka w piżamie, siedząca z nogą na nogę, z pomalowanymi na czerwono paznokciami u stóp i zjadająca piekielnie ostry sos dodany do dania od chińczyka metodą zanurzania w nim palca i oblizywania ze smakiem.

(tak, wiem, Matka Roku jestem)
Najśmieszniejsze że jeśli chodzi o Makdonalda, to Majka była tam dwa razy, za pierwszym zjadła 3 kęsy hamburgera i zajęła się zabawką, za drugim wypiła tylko soczek jabłkowy i dystyngowanie skubała frytki, resztę zestawu od razu oddała innym, a ważna była znów tylko zabawka, trochę to słaby interes kupować Happy Meala tylko dla zabawki, ale to w sumie bardzo dobrze, że nie smakują jej te świństwa.
Za to uwielbia ostre sosy, musztardy i „gorący groszek”, czyli groszek wasabi. Tak, wasabi.


Dobre maniery?

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 08-02-2011
Tagi: , ,

Dzieci spożywają kolację
– Mamo, a Maja je tak jak Kitty!*

*Maja ostatnio (a więc wraz z nią często Tomek) ogląda namiętnie odcinek serialu o Hello Kitty, w którym główna bohaterka rzuca się przy obiedzie na krokiety z łososia i marchewkę i je bardzo nieestetycznie, rozrzucając wokół okruszki, po czym dostaje wykład o dobrych manierach przy stole.

– Maju – mówię – pamiętaj o manierach.
– Właśnie! Jak ja – mówi zadowolony syn, po czym wpycha do ust widelec z nadzianym wielkim kłębem makaronu, kilka rurek mu się oczywiście nie mieści, przygryza je, wygląda to przez chwilę jak kły/macki wystające mu z paszczy, po czym spada luzem na talerz.
Kurtyna.


Konsekwencja, konsekwencja, konsekwencja

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 18-08-2010
Tagi: , , ,

Córka niedawno nabrała denerwującego zwyczaju. Prosi o coś do jedzenia, ba, domaga się głośno i po wielokroć.
– Serek, serek, chce serek!!
Dostaje serek, zanurza w nim łyżkę… miesza sobie serek, wyciąga łyżkę, ogląda, ogląda własną stopę, drapie się w głowę, wstaje, odchodzi… A serek nieruszony, ani łyżeczki nie zjadła.
Powtarzało się to często, z różnymi rzeczami, postanowiłam oduczyć. Pierwszego dnia Maja usłyszała że nie dostanie nic do jedzenia, dopóki nie zje śniadania, czyli miseczki płatków na mleku, których wcześniej się domagała wielkim krzykiem. Wzruszyła ramionami i nie przejęła się. Potem trochę zgłodniała, to żebrała o „napki” (kanapki). Płatków odmówiła. Na obiad zrobiłam pieczone kurze skrzydełka z ziemniaczkami (czyli coś, co oboje dzieci bardzo lubią). Maja siedziała i jęczała że chce kulczaka i mniaki, ale płatków twardo odmawiała. Jak nie patrzyliśmy próbowała ukraść trochę ziemniaków z talerza Tomka, ale udaremniliśmy. Pod wieczór była już bardzo głodna, śpiąca i wyczerpana (chociaż wodę do picia dostawała, owszem, w ilościach w jakich chciała). Ale płatków twardo odmawiała. Wreszcie około 18.00, po całym dniu postu zdecydowała się zjeść te rozciapciane w mleku płatki. Dostała potem odłożone dla niej skrzydełko, ziemniaczki, dostała kakao i poszła spać. A my pogratulowaliśmy sobie zwycięstwa woli.
Parę dni spokoju i sytuacja się powtórzyła, tym razem z serkiem. Identyczne postępowanie… i serek został zjedzony o 14.00.
Dodam, że wszystkie te rzeczy, które Maja chce, a potem nie zjada bez przymusu, to coś, co od dawna je, lubi i nigdy nie miała żadnego problemu, jej odmawianie zjadania to normalne marudzenie/walka o postawienie na swoim/próba sił, itd. Bunt dwulatka w rozkwicie. Ale ja się nie dam, ja tu rządzę :)