Wiadomości telewizyjne

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 11-03-2011
Tagi: , ,

- Tomek, możesz usiąść na moim łóżku, będziemy oglądać film.
– A na którym kanale? Mogę już włączyć?
– Nieee, bo tam jeszcze są pewnie wiadomości, a wiadomości są…
– Ja wiem! Wiadomości są głupie i nudne!

Podoba mi sie to zdrowe podejście syna, choć nie wiem, skąd on ma takie poglądy ;)


Co robi Anakin na kapitanie, czyli Star Wars opowiadane przez sześciolatka

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 14-12-2010
Tagi: , , ,

Wracamy z Tomkiem ze szkoły.
– Mamooooo?
– Tak?
– A jak będziesz miała więcej pienią… pieniąż…
(matka już, już szykuje się na udzielenie reprymendy)
– pienią… pieniędzy!
(reprymenda zostaje odwołana, matka oddycha z ulgą)
– To jak będziesz miała więcej pieniędzy, to kupisz mi… nie pamiętam w jakim sklepie, ale to można sprawdzić… kupisz mi miecz świetlny?
– Tak, kupię, ale to rzeczywiście będę musiała mieć więcej pieniędzy, bo trzeba będzie kupić dwa i dla Ciebie i dla Mai, bo jak was znam, to o jeden się pobijcie i go zaraz zniszczycie.
– No właśnie, to możemy kupić czerwony i… na przykład… niebieski
– A ty jaki chcesz?
–  Czerwony!
– Eee, czerwony? Jak…
– Jak źli lordowie Sith!
– A.. ale… znaczy chcesz być synu, po Ciemnej Stronie Mocy?!
– Tak!
– O. Ale chciałabym ci synu przypomnieć, że Ciemna Strona Mocy przegrała i…
– Nieprawda! Bo zmienili Anakina w Lorda Vadera i on był silny. A przedtem udusił księżniczkę.
– Yyyy, no tak, ale na końcu umarł.
– Nieprawda, nie umarł. Lord Vader nie umarł!
– Umarł!
– Nie!
/…/

– No dobrze, może i umarł – mówi bardzo nieufnie syn, po tym, jak opisałam cała scenę „Luke, I’m your father” i jej następstwa.
Po czym ja się pytam, skąd właściwie mu się tak dzisiaj pojawił temat, a on mówi, że oglądali w szkole. Pytam się którą część, Młody nie wie, ale zaczyna mi opowiadać co tam było.
Oto zapis oryginalny, słowo po słowie:
No i był kapitan… i przyszedł potwór no i zabrał kapitana do jego domu i zjadł jego stworka i próbował wyciągnąć stopy bo chciał się uwolnić (ale kto? – pytanie moje, no kapitan – odpowiedz Tomka) i zdobył ten miecz magią i uciekł. potwór przychodził. znaczy. no i wydostał się z tego lodu i ściął potworowi rękę i jeszcze później uciekał. od tej śnieżycy on się położył, ale nie wiem czemu i nagle przyszedł Anakin i powiedział że zrobi osłonę i mieczem mu ten… powiedział że mu zrobi ciepło i ten.. no i stworek też się położył od tej śnieżycy i Anakin też się położył na kapitanie… no a dalej to nie wiem (ale czemu nie wiesz? no nie wiem!)

Trochę umarłam od tego opisu. Oczywiście wyjaśniłam, że nie Anakin, tylko Han Solo i uratował nie anonimowego „kapitana”, tylko Luke’a Skywalkera, a film to „Imperium kontratakuje”. Młody przyswoił. Tylko nie wiem czemu obejrzeli sam początek. Oraz obiektywnie nie uważam, żeby akurat Imperium było filmem odpowiednim dla sześciolatków, trochę tam zbyt brutalnych scen. Owszem, Tomek widział obie trylogie po 50 razy, ale dziecko, które nigdy nie widziało, mogłoby się trochę przestraszyć tego ucinania „stworkowi” ręki czy rozcinania brzucha innego „stworka”.


Dom wariatów

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 12-11-2010
Tagi: , , , , ,

Piątkowe popołudnie. Zjedliśmy tortille z kurczakiem i kurkami, siedzimy w pokoju, gdzie na dużym komputerze leci już druga część pierwszej trylogii Gwiezdnych wojen, albowiem Tomek sobie zażyczył maratonu. Maja trochę ogląda z nim, a trochę się bawi czymś innym, ja przysypiam na sofie. W pewnym momencie pukanie, za drzwiami nadąsany kurier z DHL-u, przez uchylone drzwi oczywiście ucieka mi z domu kot, Maja piszczy, kurier podtyka papier do pokwitowania, ogarniam to wszystko, dziękuję, wracam. Przy pomocy nożyczek rozpakowuję paczkę, niełatwe to, po pokonaniu taśmy, pudełka, wstążeczki, papieru ozdobnego, jeszcze więcej taśmy klejącej… ukazuje się książę w postaci żaby. Mój prezent na urodziny. Ja się wzruszam, za moimi plecami Jango Fett zabija Zam Wessel, dzieci wyciągają mi z opakowania prezentu folię bąbelkową i radośnie skaczą po podłodze na niej. Tomek do tego zaczyna śpiewać piosenkę o pociągu do Warszawy, spontanicznie zmieniając słowa gdy znienacka opadają mu spodnie, co daje tekst: konduktorze łaskawyyyy, gatki spadają z pupyyy. Totalny chaos. Gwiezdne wojny grzmią, dzieci się śmieją, tupią, śpiewają, ja się opętańczo śmieję. Trójka wariatów w domu, nie licząc kota.


Smoki i inne potwory

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 22-03-2010
Tagi: , ,

Maja od urodzenia była dzieckiem bezsmoczkowym. Na pierwsze próby uspokajania kawałkiem plastiku reagowałą oburzonym pluciem, szybko więc zrezygnowałam z pomysłu. A niedawno, w wieku, prawda, dwóch lat i 4 miesięcy, wygrzebała skądś smoczek, który kiedyś dodali mi jako gratis do mleka modyfikowanego, odpakowała i zachwycona zaczęła go ssać. Najpierw chodziła pół dnia trzymając smoczek w buzi, potem zaczęła go co jakiś czas porzucać w przypadkowych miejscach, przypominając sobie po paru minutach i lecąc po niego z kwikiem „smok, smok!”, pod wieczór zupełnie zapomniała. Ot, chwilowa zabawka, choć było to dość miłe, że nieco ograniczyła emitowanie przez nią dźwięków ;)

Zaś a propos dużych smoków, to dzisiaj wieczorem postanowiłam poszerzyć horyzonty filmowe syna i zaordynowałam rodzinne oglądanie filmu „Godzilla, Mothra i król Ghidorah atakują”. Tomek na początku się wystraszył, krzyknął „Potwór, boję się!” i zacisnął powieki, ale przekonałam go, żeby popatrzył chwilę na potwora i rzeczywiście, Młody szybko zobaczył, że ten „straszny potwór” wygląda jak jego zabawkowy smok i wcale nie jest taki przerażający. I zaczęło mu się bardzo podobać, z zaangażowaniem komentował cały film i wydawał okrzyki w rodzaju: „Ludzie, uciekajcie, Godzilla idzie!”. Baragona podsumował słowami: „Ten z rogiem to słaby jest”, za każdym upadkiem któregoś z potworów pytał: „Czy on już umarł?” oraz domagał się określenia czy Mothra jest dobra czy zła (Godzillę sam od razu zaklasyfikował jako złą). Ghidorah mu się tak spodobał, że nawet nie pytał o to, czy on jest dobry czy zły, po prostu z fascynacją obserwował. Ogólnie to wyraził się o filmie: „Ale fajny ten potwór! I do tego śmieszny”.

Może będzie chciał też czasem obejrzeć film o tych śmiesznych potworach, byłaby to miła odmiana od ciągłych seansów „Zyzaka Makłina”, „Wallego” i Gwiezdnych wojen.


kinowo

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 04-01-2009
Tagi: ,

Poszliśmy na „Madagaskar 2″. Nie widzieliśmy co prawda cześci pierwszej, ale zapewniono nas, że to nie szkodzi. Istotnie, nie szkodziło. Co szkodziło? Zdecydowanie momentami za szybka akcja, jak na możliwości odbioru kilkulatka. Sam początek, jeszcze przed czołówką, opowiada jak mały lew wyszedł z rezerwatu, został porwany przez złych myśliwych – to jeszcze Tomek śledził i przeżywał. Ale zaraz potem zaczyna się szaleńcza migawka obrazków – tłum zwierząt, jakiś lemur wyskakujący z tortu, pingwiny, jedni tańczą, inni krzyczą, szast, prast, pakują się do samolotu, coś wybucha, strzela, samolot spada, zwierzaki krzyczą jedno przez drugie – przez chwilę nawet ja poczułam się zagubiona i nic nie rozumiałam. A Tomek siedział zupełnie oszołomiony. Potem sytuacja się trochę wyjaśnia i jest lepiej, ale i tak jak na film dla dzieci, jest tam trochę za dużo wątków pobocznych. I tak czwórka bohaterów zamiast jednego głównego to już jest trudne, a co dopiero jeszcze bardzo dużo postaci drugoplanowych, które jednak pojawiają się bardzo często. I czasami mało zrozumiale, jak jakiś stworek, którego goni wielki rekin – wątek, który w sumie nic nie wnosi do całej opowieści – ot, co jakiś czas wyskakuje wielka paszcza – jedyna rzecz, której Tomek się naprawdę bał, to właśnie ten rekin. Nie dziwię się, bo wyskakiwał z zaskoczenia. Podobnie król Julian – choć postać cudna, to teksty przez niego wypowiadane były w większości zrozumiałe tylko dla dorosłych – opowieści o podziałach klasowych, nawet dla dzieci starszych niż mój syn, nie są czymś łatwo przyswajalnym.
No i jeszcze jedna rzecz, do której mam zastrzeżenia – choć do przemocy w filmach dla dzieci jestem już przyzwyczajona, to jedna scena mnie mocno zdegustowała. Nie mam nic przeciwko pokazywaniu w bajce walki – takie jest życie, nie da się trzymać dziecka pod kloszem, ale niech to ma jakiś sens. Niech przemoc ma uzasadnienie. Walka lwów o przywództwo w stadzie jest ok, ale bezsensowna nawalanka, w której nie wiadomo dlaczego właściwie ktoś kogoś tłucze ze szczególnym okrucieństwem, to fail. Niepotrzebne i szkodliwe. A w „Madagaskarze” jest taka scena – lew biegnie za meleksem z grupą turystów, wyskakuje z niego dziarska staruszka i zaczyna go okładać pięściami. Lew nie pozostaje dłużny – no i minuta bardzo brutalnej nawalanki, z punktu widzenia fabuły totalnie zbędnej.
Ale, żeby nie było że tylko narzekam, poza tymi kilkoma elementami film przyjemny. Uroczy motyw odnalezienia lwiego dziecka po latach, roztańczone towarzystwo, zabawna gromadka pingwinów. Muzyka bardzo dobra, wręcz nie dało się nie machać czymś do rytmu, podczas niektórych kawałków.
No i plusik za mrugnięcie okiem w stronę Applemaniaków – w scenie szczerych wyznań jeden zwierzak mówi do drugiego „zepsułem Twojego iPoda”, na co oczywiście jest reakcja godna prawdziwego fana jabłuszek. Ale to też żarcik zrozumiały przede wszystkim dla dorosłych. No i – czy nie trochę product placement? ;>


kooperacja

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-11-2008
Tagi: , , ,

Młoda wyciąga ziemniaki z siatki i podaje bratu. On podaje mi. Ja obieram. Młody obranego wrzuca do zlewu, odbiera od Młodej następnego… itd.
W międzyczasie oczywiście Młoda próbuje jeść ziemniaki na surowo, Tomek ją za to ruga, ogólnie sporo kwiku i zamętu.

Ale czyż to nie fajne – cała rodzina razem przygotowująca obiad? ;)
Tomek to potrafi więcej. Kanapkę sobie posmaruje masłem, coś pomiesza, z zapałem wali tłuczkiem w mięso (i nie trafia w swoje palce!). A Młoda na razie tylko tyle, ale ma pozytywne wzorce.
__________________

A jak oni zasną, to ja sobie filmy oglądam. Najróżniejsze. Ostatnio włączyłam sobie „słynny, kultowy film”, pt. „Piła”. Już pomijam fakt, że o prawie każdym filmie, który ma dobry weekend otwarcia, zaczyna się mówić „kultowy” co jest idiotyczne. Kultowy, to jest jak wciąż ma wielu wiernych fanów po paru latach od premiery, a nie po paru godzinach dobrze sprzedających się biletów. Ale do tego już przywykłam. Przeczytałam że „Piła” to horror, więc nastawiłam się na emocje.
A oglądam, oglądam… Owszem, sporo krwi. Owszem, typowe dla horroru nagłe zmiany poziomu głośności – mówią cicho, a efekty muzyczne bardzo głośno, więc człowiek podskakuje nerwowo, mimo że wcale nie ma się czego bać, ale działa zwykły efekt zaskoczenia. Ale poza tym? Fabuła niezła, ale cały czas miałam irytujące wrażenie „to już gdzieś było”. Dialogi proste, pomysły wtórne, duże ilości krwi banalne.
Kilku rzeczy, które miały zapewne w założeniu być „nagłymi zwrotami akcji”, domyśliłam się dość szybko. Zaskoczenia więc nie było, strachu nie było, ot, średni triller. Dobrze wypromowany. Wątpię, żebym skusiła się na kolejne części.
Tylko tak nie wiem… Bo słyszałam że sporo osób bardzo się bało na tym filmie…
Czy to ja jestem taka niewrażliwa i cyniczna? Czy po prostu większość ludzi uległa machinie promocyjnej, dała sobie wmówić, że film jest straszny i ich strach wynikał z autosugestii?


sierotyzm

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-10-2008
Tagi:

Wczoraj wieczorem na przykład wyglądało to tak:
Włączyłam sobie film na komputerze.  „Planet Terrora” Roberta Rodrigueza – bardzo przyjemny, polecam
Jak tylko zaczęłam oglądać, to pomyślałam że coś bym przegryzła. Zapauzowałam film, poszłam do kuchni i wygrzebałam z lodówki słoiczek z koreczkami śledziowymi. Takie o nazwie „kalifornijskie” – ze śliweczką, mniam. Otworzyłam, zjadłam jednego – oczywiście się upaprałam tłustą zalewą. Umyłam ręce. W chwili, kiedy kończyłam je wycierać, doszłam do wniosku że właściwie to zjadłabym jeszcze jednego. Znowu otworzyłam słoiczek i znowu mimo używania widelca usmarowałam sobie palce tłuszczem. Dobra. Schowałam koreczki, umyłam ręce, i z solidnym postanowieniem nieotwierania więcej tego słoiczka, postanowiłam zjeść jeszcze plasterek szynki. Zjadłam… Po czym doszłam do wniosku, że szynka owszem, smaczna, ale jakoś wolę mieć w ustach posmak tych koreczków, a nie wędliny (zęby myję w takiej sytuacji dopiero jak skończę oglądać film, bo z doświadczenia wiem, że inaczej muszę myć je dwukrotnie).
Toteż wyciągnęłam znowu koreczki i trzeci raz potem myłam ręce…


Inny przykład to wychodzenie z domu. Zawsze, ale to zawsze, zamknę drzwi, odejdę od nich parę kroków i… przypominam sobie, że czegoś szalenie potrzebnego nie wzięłam. I w pośpiechu wracam, łamiąc paznokcie i obcasy…
Bo przecież jak nie wezmę parasola to będzie padał deszcz… (ale to już kwestia Prawa Murphy’ego)


tłok w łóżku

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-09-2008
Tagi: , , ,

Wczoraj, w piątkowy wieczór urządziliśmy sobie seans filmowy. Zapowiedziałam Młodemu, że będziemy oglądać film o Piratach i jak chce, to może przyjść do mojego łóżka ze swoją kołderką i poduszką. Oczywiście Tomek z entuzjazmem się zgodził, ja siadłam do komputera poczytać trochę grono przed odpaleniem filmu. Po kilku minutach odwracam się… a Tomek przeprowadził się do mojego łóżka ze swoją: poduszką, kołdrą i całym kompletem swoich pluszaków, które z nim sypiają…
W pierwszej chwili otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale zamknęłam je zaraz, myśląc że w końcu mogę to wszystko wyeksmitować jak Młody zaśnie.
No i po odpaleniu filmu i zaopatrzeniu się we wszystkie inne akcesoria miałam w łóżku:
– dwójkę dzieci
– dwie duże kołdry i jedną małą
– 4 poduszki
– 2 miseczki lodów
– wodę mineralną
– pluszową „żabę” (która w rzeczywistości jest stonogą długości prawie jednego metra)
– misia
– żyrafę
– mikołaja
– węża (tak, tak, to ten urodzinowy wąż)
– telefon
– paczkę żelków
– paczkę chusteczek higienicznych

zdecydowanie zostało bardzo mało miejsca, żaden facet już by się nie zmieścił :D
i tak obejrzeliśmy sobie trzecią część „Piratów z Karaibów”
Dzieci oczywiście bardzo szybko zasnęły i do końca obejrzałam tylko ja ;)

Od Siostrzyczka i brat


leniwa niedziela

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-07-2008
Tagi: , , , , ,

Rano oglądaliśmy film („Przepowiednia żab” – francuski film animowany na TVP 1), potem byliśmy na długim spacerze i na dwóch placach zabaw. Wróciliśmy, stwierdziłam że trzeba tu posprzątać, bo „dziada z babą brak”, na co Tomek z zainteresowaniem: „taaak? przyjadą?”… Pomyślał chłopak że dosłowne mówię o babci i dziadku :D
Powiedziałam, że na razie nie przyjeżdżają, ale możemy do nich zadzwonić. Zadzwoniliśmy. Potem Tomek zasiadł do grania w swoją „grę z płatków” („Encyklopedia historii” dołączana do płatków Chocapic), a ja się wzięłam do sprzątania. Ogarnęłam z grubsza, zrobiłam obiadek, teraz Tomcio kończy jeść, Młoda buszuje w klockach Młodego, ja piszę, Morcheeba nam śpiewa…
Przyjemna, spokojna niedziela

Nie ma to jak poczucie dobrze wypełnionego dnia.
Tylko nurtuje mnie kwestia kadzidełek. Jakiś miesiąc temu kupiłam dwa opakowania kadzidełek i natychmiast po przyniesieniu do domu zaginęły. Pamietam, że przez chwilę lezały w siatce foliowej na stole – a potem w nieznanych okolicznościach stamtąd zniknęły – pewnie w pośpiechu gdzieś je przełożyłam. I ciągle nie moge znaleźć… Oczywiście znajdą się, jak będę szukała zupełnie czegoś innego (a kadzidełka bedą mi potrzebne jak dziura w moście), więc nie uważam ich za stracone, ale…
Hm, tak, w międzyczasie Tomek skończył jeść i teraz bawi się z siostrą – biega po pokoju i woła: „łap mnie, dzidziu!”, a Maja gania za nim na czworakach i próbuje łapać go za nogi :D

Mam cudowne dzieci. Mam dobrą pracę. Mam małe, ale przytulne i wystarczające mieszkanie. Mam mnóstwo planów, siły i wiary. Mam cudowne życie.


życie codzienne z raczkującym niemowlakiem

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 05-07-2008
Tagi: , , ,

Dziecię moje młodsze zrobiło się mobilne. Bardzo mobilne.
Kilkanaście razy dziennie rozlegają się dramatyczne okrzyki dziecięcia starszego:
– Mamo! Zabierz dzidzię, zaraz mnie zapluje!
– Mamo, to mój samochód, ona mi zje samochód!
– Ej, zostaw, to moje!
– Mamusiu, ratunku, na pomoc!
– Sio, sio, sio!
– Dzidziu nie wolno! Mamooooo!

Dzidzia zaś od trzech dni odpowiada na to albo „prrrrr” (i fontanną śliny) albo „abla bla bla bla” i wydaje się jej, że Tomek chce się z nią bawić, co wcale nie jest prawdą.

Ja ostatnio zajęta, zarobiona, a co zdarza się coś wartego opisania na tym blogu, to nie mam na to czasu, a jak już mam, to nie pamiętam co to było :(
Już teraz siadłam na chwilę, bo jakichś stałych czytelników mam, to żeby nie czuli się zawiedzeni
;)
„jedz ryby codziennie… wypróbuj także Vanish Crystal Whight” – doleciało przed chwilą z telewizora, gdy skończył się baranek Shaun i zaczął się blok reklamowy.
Specjalnie dla nieznających baranka Shauna – pierwszy odcinek tej wspaniałej bajki. Enjoy!