Jednomyślni

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-01-2012
Tagi: ,

- mamo, a na balu przebierańców w szkole byli klauni
– brr, nie lubię klaunów
– no! ja też, one w ogóle nie są śmieszne


UFO, Google i stare skarpetki

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-10-2011
Tagi: , , , ,

Wracamy sobie z Tomkiem ze szkoły i nagle on pac! w czoło, że zapomniał jakiejś kartki ze świetlicy.
– No to jutro weźmiesz, może nie zginie – mówię.
– Ale tam mi kolega zapisał adres strony z grami i chciałem w domu pograć. Tam jest taka gra „Pogromcy smoków”.
– E, no to zero dramy, jak masz nazwę gry to po prostu sprawdzimy w guglu.
– A faktycznie, można na guglach wpisać.
– No właśnie. Wszystko jest w guglu. Jak czegoś nie ma w gugle, to znaczy, że nie istnieje – pouczam Młodego.
– A nie, bo UFO nie istnieje, a jest w guglu!

– Yyyyy, ależ może istnieje – mamroczę zbita z pantałyku.

Idziemy dalej, Tomek się rozgląda i nagle mówi:
– Widziałaś mamo, jak ktoś tam porzucił przytulankę?
– Nie, nie zauważyłam.
– No tak zostawiła pod drzewem starą zabawkę. A przecież mógł komuś oddać.
– Pewnie mógł.
– No. Bo stare maskotki się oddaje, a nie porzuca jak starą skarpetę!

I tak sobie myślę po takich rozmowach, jakie to fajne jest, że on już ma swoje poglądy, swój świat, że rozmawiając ze mną nie przytakuje tylko, ale sam myśli i potrafi sensownie zaoponować. Czasami to jest jednocześnie duma i lekki wkurw, jak wtedy, kiedy okazało się, że on potrafi narysować (!) czym różnią się głowice miecza świetlnego, który Luke dostał od Obi-Wana i tego, który zbudował sobie potem sam, a ja nawet nie zauważyłam nigdy, że te miecze różnią się czymś więcej niż kolorem ostrza, ale oczywiście przede wszystkim duma.


Zdissowana przez czterolatkę

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 09-10-2011
Tagi: , ,

Wyjechałam na weekend do Wrocławia. Wracam i jadę po dzieci do odleglejszej dzielnicy Warszawy. Przybywam i tłumaczę się opiekunom dzieci, że jestem godzinę później, niż zapowiadałam, ale że wsiadłam w zły pociąg we Wro i się potem przesiadałam. Nie ma problemu, siadamy, dostaję jeść, rozmawiamy.
– Mamo, a my byliśmy na Polach, a potem tutaj i jeździliśmy – opowiada mi Tomek.
– Samochodem? – pytam, świadoma, że druga para opiekunów dysponuje.
– Nie, pociągiem – odpowiada Maja.
– A wiesz, Maju, ja też jeździłam pociągami – postanawiam się pochwalić.
Córka spogląda na mnie z wyższością.
– Ale my DOBRYM.


Lęki, lęki, ciągle ten lęk rodzica

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-08-2011
Tagi: , , ,

Nie jestem nadopiekuńczą matką. Szybko wysadzałam z wózka, jak chcieli iść sami, szybko na frazę „mamo, chcę [whatever]” odpowiadałam: to sobie weź, kazałam się sama myć, ubierać, pomagać przy pracach domowych, etc, etc. Nudzili mnie rodzice na zebraniach w szkole robiący histerię z powodu wyjazdu siedmiolatków na 3 dni na zieloną szkołę, ja w sumie z przyjemnością przyjęłam to, że mam jedno dziecko mniej. Zachęcałam i zachęcam dzieci do samodzielności. Ale z jedną rzeczą sobie poradzić nie mogę. Samodzielne chodzenie po ulicy – konkretnie tam, gdzie trzeba przejść przez jezdnię. Nieważne, czy po pasach, czy nie, czy są światła czy nie, czy torowisko tramwajowe czy cokolwiek.
Otworzyli nam pod domem sklep – w tym samym bloku, idzie się do niego jakieś 20 metrów przez podwórko. Tomek uwielbia być sam wysyłany po zakupy, bardzo dumny idzie i przynosi to, po co się go wyśle. Ale w sklepie nie ma wszystkiego, to mały spożywczak, dzisiaj były mi potrzebne ziemniaki. I niby warzywniak jakieś 40 metrów od domu, po drugiej stronie placu, w warzywniaku też zaprzyjaźniona obsługa, dziecko było bardzo chętne do wyprawy – to ja wymiękłam, bo do warzywniaka trzeba przejść przez 3 ulice. 3 ULICE. Bez świateł. Niby mało samochodów, niby ulice jednokierunkowe… ale ULICE. SAMOCHODY. I W OGÓLE. Samo napisanie o pomyśle wysłania go tam spowodowało u mnie nagłe silne bicie serca i paniczny strach.
Mam nawet pomysł, żeby go wysłać na testowe wyjście samemu, na przykład do tego warzywniaka, ale z… obstawą. Z kimś dorosłym, kogo ja znam, a kogo on nie, żeby szedł na tyle blisko, żeby móc go w razie czego złapać i nie dopuścić do wpadnięcia pod samochód, a jednocześnie sprawdzał, czy Młody pamięta o tym rozglądaniu się. Bo cóż, że pamięta jak idzie ze mną, jest ze mną i jednak jest bardziej wyluzowany i ufa mi, że w razie czego ja się rozejrzę.
To jest głupie, wiem. Dziecko ma 7 lat, wie, że trzeba się rozglądać i często to robi. Ale właśnie. Często. Nie zawsze. I bywa roztargniony. Zamyślony. No ale kiedyś będzie trzeba go zacząć puszczać samego dalej niż do „sklepu pod blokiem”. I obawiam się, że nieprędko mu na to pozwolę a i tak będę się koszmarnie bała. Może wystarczy przetrwać pierwsze wyjście, a potem już będzie lepiej? Jakie to straszne, te lęki rodzicielskie.


Żarłok

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-08-2011
Tagi: ,

Tomek: już zjadłem 3 dokładki, a nadal mnie nie boli brzuch!


Moja mądra córka

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 09-08-2011
Tagi: , , ,

napisała to sama, jedynie zapomniała gdzie jest „e”, resztę już umie

a pierwszymi słowami, jakie napisała sama na komputerze było „hello kitty” wpisane w googlu, żeby znaleźć gry z Kitty :)


Pokolenie Googla

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 21-07-2011
Tagi: , ,

Tomek rzecze:
– ja pamiętam, jak kiedyś grałem w Boba Budowniczego.
– a gdzie? – pytam lekko zaskoczona, bo nie mamy w domu takiej gry.
– no na googlach!- odpowiada ze zniecierpliwieniem syn.


Czy oni jedli?

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-06-2011
Tagi: , , , ,

- Maja, chodź się bawić ze mną, że ja jestem generał Grievous, a ty jesteś Ahsoka.
– Ahsoka musi zjeść – burczy Maja znad serka Danio.
– W Gwiezdnych wojnach nie jedzą – poucza ją Tomek.


Zastępstwo

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 21-06-2011
Tagi: , , ,

- Mamo, ja chcę się z tobą kąpać!
– Ale ja nie chcę, głowa mnie boli, wolę poleżeć.
– To chcę się kąpać z Cthulhu, mogę?
– Możesz…


Małe sukcesy wychowawcze

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-06-2011
Tagi: , ,

Wracamy z urodzin koleżanki Mai. Dzieci puściły się chodnikiem, mogą sobie pobiegać jak pozwolę. I widzę, że Tomek pobiegł dalej, a Maja natknęła się na chłopaka z psem. Jestem jakieś 15 metrów od niej i widzę jak staje… po czym głośno i wyraźnie pyta właściciela psa:
– mogę pogłaskać pieska?
Okazało się, że lepiej nie, co przyjęła ze spokojem i zrozumieniem. I poleciała dalej.

I wiecie, to jest niesamowita radość zobaczyć że to, co się dziecku tłumaczyło i wpajało – DZIAŁA. Że ileś razy się powstrzymywało garnące się do psa dziecko i mówiło, że trzeba zapytać i potem to dziecko samo z siebie pamięta i stosuje. I do tego potrafi bez skrzywienia przyjąć odmowę (przynajmniej w tej kwestii).