Jak przeżyć tydzień z rotawirusem

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-02-2011
Tagi: , , , , ,

Odpowiedź jest prosta: CIĘŻKO. Przechodziłam już rota i z każdym dzieckiem i sama, ale zawsze trwało to dzień-dwa, było nieprzyjemnie i męcząco, ale szybko mijało. A teraz jak Majka zaczęła chorować w nocy z poniedziałku na wtorek, tak trwało to i trwało. Najprzykrzejsze było, że pół dnia ją bolał brzuszek, leżała i jęczała, potem robiło się lepiej i myślałam, że już się poprawia na stałe, a jednak potem w nocy znów wymioty i inne atrakcje. A z piątku na sobotę nastąpiła kulminacja – Młoda zaczęła odmawiać picia (apetytu nie miała od początku, ale wodę czy herbatkę grzecznie wypijała) i leżała cały dzień popłakując. Wieczorem zasnęła, ja zajęłam się pogaduszkami i piciem alkoholu z Izu oraz potem z Zubilem, I. zrobiła genialne śledzie w śmietanie, a jednego, który został, pokroiła w dzwonka i zarządziła picie wódki pod śledzia za zdrowie Mai. Wypiliśmy, a wkrótce potem Młoda się obudziła. Przyszła. Przykleiła do Izu. Skończyliśmy imprezowanie, usiedliśmy z nią na/przy łóżku, okazało się, że siedzieć z nią można, ale leżeć nie, minuty mijały, Maja zaczęła płaczliwie mówić, że „ja nie chcę” i właściwie nie wiadomo było czego nie chce, początkowo sądziłam, że chodzi właśnie o to, że nie chce leżeć/spać, ale przyjaciele szybko powiedzieli, że nie, to już nie jest o coś konkretnego – ona po prostu ma dość wszystkiego, dość tego bólu brzuszka, dość chorowania, dość czucia się źle. No i tak ze dwie godziny chlipania, powtarzania tego „ja nie chcę”, tulenia, noszenia jej na rękach, kołysania, zaczęłam wymiękać, zaczęło mnie boleć serce z nerwów, sama miałam ochotę wybuchnąć płaczem. I tu Izu z Zubilem zachowali się niesamowicie, on ją przejął i nosił, ona mnie wyrzuciła z pokoju, kazała iść i sobie zapalić, posiedziałyśmy razem, dopóki z pokoju przestały dochodzić ryki Mai, wróciłyśmy, trochę pochlipywała, ale w końcu zasnęła. Rano przez chwilę znów marudziła, ale dało się ją zagadać, zająć grą w karty czy rysowaniem. I nastąpił przełom, ta noc była straszna, ale potem już było lepiej, zaczęła pić, brzuszek tak nie bolał, mniej leżała, teraz, w niedzielę, już je prawie normalnie, kłóci się z kotem i Tomkiem, bawi, jest dobrze.
Także ten, wbrew logice uważamy, że walnięcie setki pod śledzika za zdrowie dziecka jakoś pomogło ;) Choć nie mniej zapewne pomogła cierpliwość, wmuszanie w nią Orsalitu ( w sobotę jedną porcję wypiła zaspana, o drugą się targowałyśmy – ostatecznie skusiło ją malowanie paznokci, za każdy łyk tego świństwa malowałam jej jeden pazurek i tak wypiła całą szklankę oraz miała wszystkie paznokcie u rąk i nóg czerwone), dawanie probiotyków, robienie kleiczku, trzymanie ręki na brzuszku, tulenie i pocieszanie.


Napisz swoją opinię