human?

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-08-2008

Dochodzę do wniosku że jestem cyborgiem (może to właśnie tłumaczy moje problemy z kapczami – nie umiem ich rozczytać, bo jestem botem)
W sobotę rano wyszłam z domu, pojechałam do rodziców, posiedziałam trochę, wyprasowałam sobie kieckę, spróbowałam ułożyć moje krótkie włosy w jakąś estetyczną fryzurkę, ale nic mi ciekawego nie wyszło, więc odpuściłam i pojechałam na ślub. Ślub całkiem przyjemny, panna młoda ładna, pan młody też, świetny chór i słitaśny biały gołąbek krążący nad głowami małżonków już po ceremonii (do dziś się zastanawiam czy on sztuczny, czy tak wytresowany żeby krążył po idealnie równym okręgu i nie robił ludziom na głowy w trakcie tego lotu). I uroczy kot łażący po całym kościele i bawiący się w nawie głównej kłębkiem sztucznej trawy od jakiegoś bukietu akurat podczas kulminacyjnego momentu imprezy, czyli wypowiadania słów przysięgi małżeńskiej przez lekko stremowanego pana młodego i powstrzymującej śmiech panny młodej.
Wróciłam, posiedziałam z rodzicami na balkonie, pogadaliśmy, poszliśmy spać…
A w niedzielę: wstaliśmy bardzo wcześnie (jak na niedzielę to wręcz makabrycznie wcześnie!), przemieściliśmy się tramwajem, autobusem oraz piechotą do mojej babci, odwiedziliśmy ją, poszliśmy nad rzekę Liwiec, w której dorośli oraz jedno dziecko (Maja) pomoczyli nogi, a dziecko drugie spędziło przeszło godzinę łapiąc ryby, machając kijem, budując fortece z  błota, etc, etc. Dzieciom to byle co wystarcza do świetnej zabawy, a jeśli tym byle czym jest rzeka oraz towarzystwo drugiego dziecka w podobnym wieku, święty spokój rodziców  jest zapewniony :)
Potem jeszcze poszliśmy do babci, a Tomek dodatkowo jeszcze na plac zabaw.
Wróciliśmy do Warszawy. Zrobiłysmy z mamą duże zakupy w drogerii sieci Rossmann. Pojechałam do domu zadowolona, ale kompletnie wykończona (dużo świeżego powietrza, dużo jeżdzenia najrozmaitszymi środkami komunikacji, bardzo dużo chodzenia, wrażeń i tak dalej)
I po tym wszystkim w domu:
zagoniłam dziecko starsze do sprzątania zabawek
wsadziłam dziecko do wanny
zrobiłam kolację sobie i dzieciom
włączyłam komputer
wysłuchałam kanonady nowych wiadomości na gg oraz plumkań Thunderbirda o nowej poczcie
nakarmiłam dziecko młodsze
ściągnęłam suche pranie i pochowałam na miejsca
rozpakowałam zakupy
zrobiłam sobie herbatę
wyjęłam dziecko z wanny i posadziłam przed kolacją
oporządziłam dziecko młodsze (pieluchy i te sprawy)
zjadałam kolację przeglądając pobieżnie pocztę/gg/portale
pochowałam na miejsca mnóstwo ciuchów, które przed wyjazdem wywlokłam z szafy miotając się nerwowo w poszukiwaniu odpowiedniej kiecki na ten ślub
wysłałam dziecko starsze do łóżka
uśpiłam dziecko młodsze
napisałam ten tekst
wypiłam herbatę (zimną już oczywiście, ale na szczęście lubię też taką)

i tak się zastanawiam, skąd ja na to wszystko biorę siły. wychodzi mi, że nie jestem istotą ludzką :D
fotki znad Liwca będą. jutro. albo kiedyś. jak mi je ojciec prześle mailem lub zgra na płytkę i ją dostarczy
gudnajt


Napisz swoją opinię