Czy oni jedli?

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-06-2011
Tagi: , , , ,

- Maja, chodź się bawić ze mną, że ja jestem generał Grievous, a ty jesteś Ahsoka.
– Ahsoka musi zjeść – burczy Maja znad serka Danio.
– W Gwiezdnych wojnach nie jedzą – poucza ją Tomek.


Zastępstwo

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 21-06-2011
Tagi: , , ,

- Mamo, ja chcę się z tobą kąpać!
– Ale ja nie chcę, głowa mnie boli, wolę poleżeć.
– To chcę się kąpać z Cthulhu, mogę?
– Możesz…


Małe sukcesy wychowawcze

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-06-2011
Tagi: , ,

Wracamy z urodzin koleżanki Mai. Dzieci puściły się chodnikiem, mogą sobie pobiegać jak pozwolę. I widzę, że Tomek pobiegł dalej, a Maja natknęła się na chłopaka z psem. Jestem jakieś 15 metrów od niej i widzę jak staje… po czym głośno i wyraźnie pyta właściciela psa:
– mogę pogłaskać pieska?
Okazało się, że lepiej nie, co przyjęła ze spokojem i zrozumieniem. I poleciała dalej.

I wiecie, to jest niesamowita radość zobaczyć że to, co się dziecku tłumaczyło i wpajało – DZIAŁA. Że ileś razy się powstrzymywało garnące się do psa dziecko i mówiło, że trzeba zapytać i potem to dziecko samo z siebie pamięta i stosuje. I do tego potrafi bez skrzywienia przyjąć odmowę (przynajmniej w tej kwestii).


Samoświadomość Mai

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 14-06-2011
Tagi: ,

Robimy zakupy w zaprzyjaźnionym warzywniaku. Pan sprzedawca mówi do Mai:
– Dzień dobry pani!
– Ja nie jestem pani, tylko MAJA! – odpowiada oburzona.

Maja dostała szminkę i się nią maluje.
– Wyglądam jak klaun – stwierdza.
– Nie no, co ty, wyglądasz jak mała dama – mówię, choć stwierdzenie „mała dama” wywołuje u mnie zgrzyt zębów, ale może jej będzie miło.
– Nie jestem mała! – prostuje odruchowo Maja.
Myśli chwilę.
– I nie jestem żadna dama. Jestem Maja.

I tak ciągle. Albo „jestem Maja” albo dorzuca do tego jeszcze swoje nazwisko.


Mistrzyni ciętej riposty

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-06-2011
Tagi: ,

Wracamy do domu z Mają.
– Chcę pić! – zarządza księżniczka.
– A co chcesz?
– Sok truskawkowy!
– Ale nie mamy truskawkowego.
– I co z tego? To można kupić!

***
Maja wraca z Izu z przedszkola, wiedząc, że ja i Tomek poszliśmy do kina.
– Ja chcę iść tam, gdzie mama i Tomek – marudzi Młoda.
– Ale wiesz Maju, to jest daleko, musiałybyśmy długo iść… – wykręca się opiekunka.
– To możemy pojechać tramwajem!
– Ale ja nie mam biletu.
– I co z tego? Można jechać bez!

U Majki fraza „i co z tego?” to nowe „ojtam ojtam”.


Priorytety

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 09-06-2011
Tagi: ,

Tomek z górnego łóżka mamrocze coś o wyjeździe na zieloną szkołę i że będzie tęsknił.
– Za kim będziesz tęsknił? – pytam.
– No za moimi pluszakami!
– … Erm. Myślałam, Tomciu, że za mną, za Mają…
– No za wami też.


Dzień Dziecka

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 01-06-2011
Tagi: , , , , , , , , ,

Najpierw w weekend poszliśmy se na piknik z okazji dzisiejszego dnia – było sympatycznie, bo oprócz dmuchanej zjeżdżalni, drabinek sznurowych, wielkiej kuli, w której można chodzić i tak dalej było też miasteczko Star Wars, więc ja również miałam się czym jarać. Bolesne były tylko kolejki do wszystkiego, w rekordowej staliśmy na zmianę w 3 osoby dorosłe dwie godziny. Ale warto było, coś, co tam dawali było niesamowite, dawali bowiem możliwość podniesienia kulki… za pomocą Mocy. I działało :>
Zatem w niedzielę dzieci się wybawiły, a dzisiaj zabrałam samego Tomka do kina. Przyszłam z pracy do niego do szkoły i go zgarnęłam do Złotych Tarasów na Kung Fu Pandę. Bardzo się cieszyłam z pomysłu takiego wyjścia z synem w Dzień Dziecka, do momentu, kiedy weszliśmy do kina i ja sobie nagle uświadomiłam, że skoro to właśnie dzisiaj… to ja z moim pomysłem nie będę jedyna… i że czekają mnie dwie godziny w wielkiej sali wypełnionej DZIEĆMI*. I najpierw odstaliśmy w kolejce pełnej takich łepków jak mój Młody po colę w barku, a potem siedliśmy w sali i weszła jedna wycieczka szkolna… druga, trzecia… przy czwartej opanowywałam w sobie natychmiastową chęć ucieczki. Na szczęście to była ostatnia, a po paru minutach kłótni o to gdzie kto siedzi, czyj to popcorn i tak dalej usadowili się i siedzieli cicho. Tuż koło nas co prawda siedział jakiś bardzo głośny i przemądrzały młody człowiek z babcią, ale też ucichł, jak po pół godzinie reklam i zwiastunów zaczął się właściwy film. Nawet mi się udało przysnąć. (Nie, film sympatyczny, nie nudziłam się jakoś strasznie, ale jednak znużenie po pracy dało o sobie znać, a tam było tak wygodnie, cicho, ciemno, przytulnie…). Wyszliśmy z kina, poszliśmy do McDonalda (jak Dzień Dziecka, to dzień dziecka) i tam mój syn zadziwił panią w kasie wbrew jej retorycznemu pytaniu: „frytki i cola do tego HappyMeala?” zażyczył sobie zestaw z pomidorkami i wodą mineralną. Niegazowaną. Nawet moich frytek nie chciał, grzecznie podziękował, pochłonięty studiowaniem instrukcji obsługi zabawki. Także było to bardzo sympatyczne wyjście, a potem w domu zostałam chlaśnięta po oczach i poczuciu estetyki prezentem Mai z przedszkola. Dostała bowiem takie coś, co nazywa się Tennis Trainer, składa się z walizki wypełnionej Różnymi Dziwnymi Kawałkami, które składa się w konstrukcję umożliwiającą granie w coś pomiędzy tenisem a squashem. I zdecydowanie jest bardziej zabawką plenerową, a nie do mieszkania, zwłaszcza małego. I jest wściekle różowe i przyozdobione wizerunkiem Barbie. Aaaaa. Podejrzewam, że skończy się tak, jak z zabawką z zeszłego roku (wściekle różowy zestaw Barbie z rowerem, niemowlakiem i szczeniaczkiem) – Maja się tym poekscytuje parę godzin, po czym zabawka pójdzie w kąt. Jak i wszystkie lalki i inne słitaśne, dziewczęce zabawki. No ale, dziś się cieszyła, a to najważniejsze.
Ja prezentu niby nie dostałam, ale przypadkiem wygrałam kubek w konkursie na facebooku, będzie jak znalazł do pracy :P

* Tak, jestem matką i nie lubię dzieci. Swoje kocham i lubię, poszczególne znajome jednostki też lubię, en masse nie znoszę, godzina występów (przed)szkolnych to dla mnie tortura, bo muszę spędzić ten czas w licznym towarzystwie małych potworów. Brr.