Wieloznaczności

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 31-01-2011
Tagi: ,

Dzieci chcą kolację. Idę robić.
– Ja chcę kulki! – woła Maja
– Nie – mówię – będą kanapki, bo mamy dużo chleba i trzeba zjeść, żeby się nie zepsuł.
– To ja będę uważała, nie zepsuję! – zapewnia Maja.


Wujku, czemu masz takie duże uszy?

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 31-01-2011
Tagi: ,

Maja i jej z wujkiem Zubilem rozmowy aka Czerwony Kapturek wiecznie żywy.
– A czemu masz tu włosy? (dotykając jego wąsów)
– Bo mi wyrosły
– A czemu masz tu włosy? (tu z kolei broda jest badana)
– Bo mi wyrosły. Dorosłym rosną włosy w różnych miejscach.
– A dlaczego masz duże uszy?
– Bo wszystko mam duże
– A czemu masz duże nogi?
– Bo wszystko mam duże
– A czemu tu nie masz guzika?
– Bo nie potrzeba
– Aha. No to pa ( i otwiera drzwi wypychając go za drzwi)


Ziemniaczki

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 30-01-2011
Tagi: , ,

Maja lubi mi podawać ziemniaki do obierania. Taka praca zespołowa, ona je podaje, ja obieram, nic skomplikowanego, ale obie lubimy. Majka zagląda do tej siatki, grzebie, wybiera i mówi:
– Mamo, a co ten tu ma?
– Dziurę ma.
– A ja też mam dziurę?
– A jesteś ziemniakiem?
(z perlistym śmiechem)
– Nie!
– No to nie masz dziury.
Majka akceptuje fakt, że nie ma takiej dziury jak ziemniak i dalej wyciąga, komentując:
– O, ten jest gruby!
– Ten ma pomponik! (wystająca mała gulka)
– Ale ten gruuuuby!
I tak sobie takie rozmowy prowadzimy przy obieraniu ziemniaków.


Syn wyrasta na ludzi

5

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-01-2011
Tagi: ,

Puściłam sobie:

A Młody zakrzyknął: Podoba mi się ta muzyka! Aż chce się zatańczyć.
I tańczy.


Mój syn umie czytać!

5

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-01-2011
Tagi: , , , ,

Tak mnie wiecie, rozpiera z dumy trochę. A już byłam nieco załamana. Bo Młody zaczął pytać o literki jak miał jakieś 4 lata, może ciut wcześniej. I właściwie dość szybko się nauczył alfabetu. Tylko nie umiał zupełnie składać tych literek w słowa. Próbowałam dwa lata i nic. W końcu poszedł do szkoły, to pomyślałam, że już się mogę nie przejmować, tam go nauczą. A tu chała. Tomek nie czytał, nawet złożenie „t” i „o” w słowo go przerastało. Zaczął chodzić na dodatkowe zajęcia z czytania w szkole, jego nauczycielka na mnie krzyczała, że muszę z nim pracować w domu i go nauczyć. Ha. Sądziłam, że to właśnie rola szkoły, a nie moja, niemniej próbowałam z nim siedzieć nad czytankami z podręcznika. I guzik, on się denerwował, ja się denerwowałam, po kwadransie mieliśmy za sobą kilka zdań, a ja opływałam potem i musiałam przerywać te lekcje, żeby nie zacząć wrzeszczeć. Dramat. I kiedy już z rozpaczą myślałam o dysleksji i innych takich strasznych rzeczach, w domu pojawił się „Star Trek” oraz „Babylon 5″, czyli stare, dobre seriale s-f. Młody, od dawna fan „Star Wars” chętnie oglądał ze mną, no bo statki kosmiczne, obce rasy, strzelaniny, pościgi w kosmosie, faaaaajne. I wtedy się okazało, że w Gwiezdnych Wojnach mówili po polsku (litościwie puszczałam mu wersję z dubbingiem), a tu mówią w innym języku i żeby zrozumieć, co mówią, trzeba czytać. I nastąpił przełom. Jeden odcinek „Babylon 5″ i Młody przyswoił 9 słów. Były to co prawda słowa dwu albo trzyliterowe, ale mógł już płynnie przeczytać „tak” lub „nie”. Kolejne odcinki i coraz lepiej, a niedawno kupiłam mu jakąś nową gazetkę „Ben 10″, z komiksem. I po raz pierwszy Młody zamiast jęczeć „poczytaj mi mamo” usiadł i zaczął sobie literować komiks. Po raz pierwszy mu się chciało. I tak, trochę seriali, trochę komiksu i w ciągu paru dni dzieciak zaczął namiętnie literować wszelkie napisy. Dzisiaj podsłuchałam, jak stojąc w kuchni i czekając aż mu się zagrzeje mleko na kakao literuje napis na słoiku z miodem. Ot, bo stał przed nim na widoku. Potem siadł i czytał swój komiks. Gdy czytając po literce rozszyfrował słowo „rozrabiaki”, a potem płynnie przeczytał zdanie „co ona tu robi?”, zrozumiałam że już poszło. Udało się, teraz już będzie z górki, mamy przełom. I nie, nie boję się, że będzie chciał czytać tylko komiksy albo napisy w filmach. Choćby przez ten słoik miodu, on po prostu dostrzega wszędzie słowo pisane i chce wszystko obadać.

Wielka ulga. I duma, że jednak mi się udało, choćby tym starym esef pokazać mu, że czytanie jest fajne, że to się przydaje, że warto. Trochę jak z nauką mówienia, on bardzo długo nie mówił, do trzeciego roku życia używał kilkunastu słów, a resztę przekazywał jakoś gestami. Nie widział potrzeby – ja i tak rozumiałam. Aż wreszcie pojechaliśmy na jakieś wakacje, gdzie było dużo dzieci w jego wieku i trochę starszych i Młody przekonał się, że jak chce się z nimi dogadać, to musi zacząć mówić jak człowiek. I w ciągu trzech dni z dziecka, które prawie nic nie mówiło zrobiła się straszna gaduła, znał już i rozumiał wiele słów, tylko dopiero wtedy zaczął ich używać, co przyznaję, przez chwilę , po pierwszym zachwycie, trochę mnie irytowało, nagle zaczął cały dzień nadawać. Ale przywykłam i nasze relacje stały się o wiele łatwiejsze. Można było porozmawiać. Tak samo teraz, wreszcie dostrzegł potrzebę i nagle się rozkręcił. Bardzo, bardzo mnie to cieszy. Czas kupić mu lampkę nad łóżko, żeby mógł sobie przed snem czytać. Super sprawa.


Bo to mój brat

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 23-01-2011
Tagi: , , , , ,

Kąpię się. Przychodzi Majka z rykiem.
– Co się stało?
– Bo, bo, bo, bo Tomek mnie uderzył!
– To też go uderz.
Maja przestaje chlipać, zamyśla się na chwilę.
– Nie!
– Czemu nie? Też go uderz, oddaj mu.
– Nie. Bo nie. Bo to mój brat.

Ojej.


Ale mam budyń

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 19-01-2011
Tagi: , ,

Jak po kąpieli taka czyściutka, pachnąca dziewczynka w piżamce ze świnką Peppą przychodzi do mnie na kanapę ze swoją kołderką i podusią, kładzie się wygodnie, przytula misia i mówi:
– Mama, puść Stal Tleka!


Co tam trzymanie kredensu

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 18-01-2011
Tagi: , , ,

Tomek:
– Kto ze mną zagra w karty?
Maja:
– Ja nie mogę, bo trzymam kota.

:))))


To boldly go where no man has gone before

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 16-01-2011
Tagi: ,


Demokracjo, ty dziwko

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 08-01-2011
Tagi: , , , , , ,

Poszliśmy dzisiaj na spacer. Właściwie to moim zamiarem było tylko kupienie czegoś, ale w domu rzuciłam hasło „idziemy na spacer” i potem już się nie chciałam wycofywać. Więc po udanym zakupie poszliśmy się włóczyć po mokrym, szarym, nieco smutnym, parku, gdzie jednak powietrze było dość orzeźwiające, a placu zabaw dało się używać w stopniu zadowalającym. Do parku dojechaliśmy metrem, za to w powrotnej drodze nie mogłam się zdecydować czy chcę jechać metrem, czy tramwajem, ogłosiłam więc demokratyczne głosowanie Tomek wybrał metro, Maja tramwaj i ja uznałam, że jednak też wolę tramwaj. Jakby oboje chcieli metro, byśmy zeszli do podziemia, a tak to zarządziłam marsz w stronę przystanku. I się okazało, że Tomek nie zrozumiał, że przegrał głosowanie, rozwodził się nad zaletami metra i jak lubi nim jeździć, poświęciłam więc trochę czasu na wytłumaczenie mu zasad demokracji. Gdy w końcu zrozumiał że to nie są jakieś głupie żarty, że jest mniejszością i że przegrał, wybuchnął rzewnym szlochem, po czym szedł zrozpaczony mówiąc, że na tramwaj trzeba będzie czekać, marznąć na przystanku, że długo, niewygodnie, że to nie fair, że tak nie można i że pożałujemy tego. Doszliśmy do przystanku i tramwaj pod sam dom śmignął nam tuż sprzed nosów. Demokracja zawisła na włosku, bo sama świadoma tego, że jest coraz ciemniej, coraz zimniej, a w związku z sobotą następny tramwaj będzie za co najmniej 10 minut, miałam na końcu języka powiedzenie: no dobra, idziemy do metra, ale się bohatersko powstrzymałam dla dobra edukacji syna. Doczekaliśmy drugiego tramwaju i pojechaliśmy do domu, wstępując pod drodze do przedstawiciela Chińskiej Republiki Ludowej i nabywając od niego dobra konsumpcyjne w postaci porcji kurczaka w sosie słodko-kwaśnym i wieprzowiny z warzywami. 

Natomiast teraz, wieczorem, dochodzę do wniosku że moje dzieci razem potrafią być bardziej upierdliwe niż doktor Sheldon Cooper z „The Big Bang Theory”. Leże sobie na kanapie pogrążona w lekkiej drzemce, z której wyrywają mnie odgłosy kłótni. Budzę się, leżę udając, że śpię nadal i słucham, jak moje dzieci siedzą i kłócą się, czy mówi się „kakało” czy „kakao”. I tak w kółko. Po jakichś 7 minutach nie wytrzymałam i zareagowałam dość gwałtownie, stanowczo każąc Tomkowi przestać i iść do kuchni ZROBIĆ to kakao, zamiast o nim trajkotać. Zrobili. Wykąpali się. A teraz na łóżku Tomka zgodnie i spokojnie rżną w karty.