Dzień Matki

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-05-2010
Tagi: , ,

Otóż wchodzisz do pokoju, gdzie stoją sobie cztery takie małe stworki. Wpatrujesz się w tego jednego, on się odwraca czując Twój wzrok, wydaje z siebie zaaferowany pisk i radosny okrzyk „MAMA!”, zwraca ku Tobie całe ciało i biegnie, biegnie ile sił w tych małych nóżkach, wpada ci w objęcia z taką siła, że jakbyś nie była na to naszykowana, nie kucnęła i nie wychyliła się trochę do przodu, to by cię przewrócił. I wtula się w ciebie mocno, przylega całym ciałem, serce przy sercu, twarz wtulona w twój dekolt, małe rączki obejmują silnie, zastygacie w takim uścisku. I na chwilę świat przestaje istnieć, jest tylko ten uścik, jest bezgraniczna ufność, radość i miłość Matki i Córki. Wszystko inne staje się nieważne. A nazywa się to banalnie: odbieranie dziecka z przedszkola ;-)
I dostałam takie – ciocia mnie zapewniła, że to Maja sypała brokat


„Disco robaczki” czyli pełzająca nuda

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 25-05-2010
Tagi: , , ,

Poszłam na ten film z Tomkiem, z Lilarouge, Gutkiem, Karincomą i Jaxem i tylko dzięki temu, że byłyśmy tam razem nie było to nieudane wyjście. No i niby dzieciom się podobało, Tomek stwierdził, że bardzo fajny film, ale jakoś nie mówił o nim więcej po wyjściu z kina (a o takim dziele jak „Godzilla kontra Mechagodzilla” mówił dwa dni po obejrzeniu).
Robaczki są nudne, ciężkie, główny bohater zachowuje się jakby miał chorobę afektywną dwubiegunową, z dominacją fazy depresji, więc przez większość filmu zachowuje się jak emo – chodzi i płacze, że się do niczego nie nadaje, jaki to ciężki jego los, itd. Irrrrytujące jak cholera. Pomysł generalnie dobry – motyw jak z „Billy’ego Elliota” – każdy może spełniać swoje marzenia, nawet jeśli jest z grupy społecznej, w której to, co chce robić, jest nietypowe, ale realizacja fatalna. Miałam nadzieję przynajmniej na dobrą muzykę, ale niestety i to zawiodło, przeboje disco przerobione na potrzeby filmu mają tak mało wspólnego z oryginałem, że powodują bardziej niesmak niż nostalgię. Jedyny plus to praca tłumacza, postarał się wycisnąć z tego słabego filmu co się da, dzięki czemu jest kilka mrugnięć okiem do dorosłego widza, szczególnie raduje robaczek-metalowiec o ksywce Nerwal. Niemniej nie da się porównywać tego filmu do Shreka ani do żadnej innej klasyki.
Tempo akcji jest przez większość czasu dość rozwlekłe, a fabuła prosta… do czasu. Nagle mamy zwrot akcji i bardzo szybką scenę przekazywania łapówki, co wiele zmienia. Nie wiem, jak według autorów, rodzic ma wytłumaczyć 5,6-latkowi (bo ogólnie film jest na poziomie takiego dziecka) co to jest łapówka i jak działa. Mój syna na szczęście nie pytał, nie zauważył.
Podsumowując – jeśli absolutnie nie macie żadnej alternatywy, a dziecko bardzo chce do kina – można iść. Ale trzeba się nastawić na ciężkie 75 minut. Lepiej iść na coś innego albo na spacer.


Jak w kościele

5

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 17-05-2010
Tagi: , ,

Młoda jakaś marudząca, chodzi, popłakuje, kwęka. Ja coś sprzątam na regale, znajduję pudełeczko z jakąś biżuterią i tam 3 malutkie metalowe bransoletki, które sama nosiłam jako mała dziewczynka. Daję młodej, ona zachwycona, zakłada, ja biorę jej rękę i pokazuję, co się dzieje, jak nią potrząśnie.
– widzisz? jak ruszysz rączką, to dzwonią – mówię jej.
– tak, jak w kościele – dogaduje Tomek.

(nie bywamy zbyt często w kościele, niezbadane są skojarzenia syna)


Dowcipniś

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 07-05-2010
Tagi: , , ,

To jest ciekawa zmiana w dziecku, jak zaczyna rozumieć co to znaczy żartować – na tyle, że sam żartuje. Tomek niedawno je kanapkę, czekamy na przyjście babci i dziadka. Dostaję smsa i czytam dzieciom: babcia z dziadkiem będą za 15 minut.
– O, to dobrze, to zdążę zjeść kanapkę – cieszy się Tomek
– Jak to, dlaczego? Że babcia z dziadkiem by ci zjedli?
– Tak
– Yyy, no co ty
– Żartowałem! – Tomek wybucha śmiechem

Niezbyt to może wyrafinowane, ale generalnie kojarzy już, że mówi się pewne rzeczy, które nie muszą być prawdziwe, ale mają być śmieszne.
Pewnie też za śmieszny dowcip uznał swoją zabawę dzisiejszą – w fryzjera.
– Mamo, mamo, obciąłem Mai włosy! – z takim komunikatem przybiegł
– CO?!
– No tak, bawiliśmy się w fryzjera i obciąłem. Nawet nie płakała!
– Yyyyy

Poszłam, sprawdziłam. Na stoliczku wielki kłąb włosów, córka zamiast rozwichrzonych loczków dookoła całej głowy ma gdzieniegdzie krótkie, a gdzieniegdzie długie, syn ma wycięte kilka kosmyków z przodu, tuż przy samej skórze. O mamo. Córce dokończyłam dzieło syna, bo to było jedyne sensowne wyjście, w tej sytuacji. A syna w przyspieszonym tempie zaprowadzę do fryzjera, fakt, że ostatnio nieco zarósł, ale… czy to właśnie spowodowało potrzebę tej zabawy?
A w ogóle to zostali sami na najwyżej 10 minut i mieli czytać nową gazetkę (tak, ten nieszczęsny magazyn świnki Peppy).
Tak więc, 25 kwietnia Młoda wyglądała tak:

A od 7 maja wygląda tak: