ładne, łatwe i spokojne gry dla dzieci

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-03-2010
Tagi: ,

(Ta notka pewnie będzie się rozrastać z czasem)

1. Baranek Shaun i „home sheep home”
Przeprowadzamy 3 owieczki na drugą stronę planszy, co na ogół wymaga współpracy całego stadka. Duży Shirley może przesuwać ciężkie rzeczy, Shaun wysoko i daleko skacze, a malutki Timmy wszędzie się wciśnie. Śliczne, pastelowe kolory, delikatna muzyka i ćwierkanie ptaszków i tylko jeden poziom jest na czas, reszta jest na kombinowanie.
2. Orisinal Games
57 baaardzo prostych gier zręcznościowych, ze zwierzętami, skaczącym na balony kotkiem, chłopcem, który jedzie na rowerze z latawcem… Bardzo łatwe i pogodne.
3. Boohbahzone, czyli samba-jumba (nazwa Tomka)
Dla dzieci lubiących muzykę. Konieczne głośniki, najlepiej z basami i tak dalej. Nawigacja jest banalnie prosta, bo w sumie to nie są gry, w których trzeba wykonać jakieś zadanie, ale układy elementów, którymi się można bawić godzinami. Wystarczy kliknąć cokolwiek, nawet dwuletnie dziecko się połapie szybko, jak używać kolorowych stworków. I nie ma w obrębie strony miejsca, w które można kliknąć i gra się nagle zamknie.
4. Boohbah colouring
Kolorowanki z bohaterami z poprzedniej strony
5. Śpiewające koniki
Na tej stronie jest bardzo dużo gier, dla dzieci w różnym wieku, my lubiliśmy te koniki (do momentu, kiedy Tomek podrósł i stwierdził, że koniki są dla małych dzieci). Cała sztuka polega na klikaniu w koniki – wtedy zaczynają śpiewać albo przestają – dzięki czemu można komponować melodię.
6. Kolorowanki
Tysiące obrazków z różnymi bohaterami dziecięcych bajek, obrazki o różnym stopniu trudności – do wydrukowania i wręczenia smarkaczowi z kompletem kredek, jeśli lubi rysować i ciągle nudzi o nowe kolorowanki. Drukowanie wychodzi taniej, niż kupowanie gotowych książeczek do kolorowania w sklepach.
 


Smoki i inne potwory

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 22-03-2010
Tagi: , ,

Maja od urodzenia była dzieckiem bezsmoczkowym. Na pierwsze próby uspokajania kawałkiem plastiku reagowałą oburzonym pluciem, szybko więc zrezygnowałam z pomysłu. A niedawno, w wieku, prawda, dwóch lat i 4 miesięcy, wygrzebała skądś smoczek, który kiedyś dodali mi jako gratis do mleka modyfikowanego, odpakowała i zachwycona zaczęła go ssać. Najpierw chodziła pół dnia trzymając smoczek w buzi, potem zaczęła go co jakiś czas porzucać w przypadkowych miejscach, przypominając sobie po paru minutach i lecąc po niego z kwikiem „smok, smok!”, pod wieczór zupełnie zapomniała. Ot, chwilowa zabawka, choć było to dość miłe, że nieco ograniczyła emitowanie przez nią dźwięków ;)

Zaś a propos dużych smoków, to dzisiaj wieczorem postanowiłam poszerzyć horyzonty filmowe syna i zaordynowałam rodzinne oglądanie filmu „Godzilla, Mothra i król Ghidorah atakują”. Tomek na początku się wystraszył, krzyknął „Potwór, boję się!” i zacisnął powieki, ale przekonałam go, żeby popatrzył chwilę na potwora i rzeczywiście, Młody szybko zobaczył, że ten „straszny potwór” wygląda jak jego zabawkowy smok i wcale nie jest taki przerażający. I zaczęło mu się bardzo podobać, z zaangażowaniem komentował cały film i wydawał okrzyki w rodzaju: „Ludzie, uciekajcie, Godzilla idzie!”. Baragona podsumował słowami: „Ten z rogiem to słaby jest”, za każdym upadkiem któregoś z potworów pytał: „Czy on już umarł?” oraz domagał się określenia czy Mothra jest dobra czy zła (Godzillę sam od razu zaklasyfikował jako złą). Ghidorah mu się tak spodobał, że nawet nie pytał o to, czy on jest dobry czy zły, po prostu z fascynacją obserwował. Ogólnie to wyraził się o filmie: „Ale fajny ten potwór! I do tego śmieszny”.

Może będzie chciał też czasem obejrzeć film o tych śmiesznych potworach, byłaby to miła odmiana od ciągłych seansów „Zyzaka Makłina”, „Wallego” i Gwiezdnych wojen.


a co było przedtem?

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 16-03-2010
Tagi: ,

Odprowadzam Tomka z przedszkola i ponieważ przechodzimy koło szkoły podstawowej, temat schodzi na jego pójście do szkoły we wrześniu. Opowiadam mu więc, że może go będzie dziadek odprowadzał czasem do szkoły, na co on się cieszy i tłumaczy mi, że muszę poinstruować dziadka, jak do jego przyszłej szkoły się idzie. Rozbawiona mówię mu, że dziadek wie, bo mieszkał w tych okolicach z babcią i ze mną, jak byłam dzieckiem. Na co Tomek pyta:
– A gdzie ja wtedy byłem?
– No ciebie nie było
– Aha, czyli byłem u ciebie w brzuszku, tak?
– Yyy, no nie, wtedy jeszcze nie
– To gdzie byłem?
– Nie było cię. W ogóle.
– Jak to? Ale to gdzie byłem???

No i spróbujcie odpowiedzieć na takie pytanie kilkulatka…

Tomek mysli intensywnie i mówi w końcu:
– Ja wiem! Ta zagadka jest łatwa dla mnie! Bo to jak jest ziemia i robi się dziurę i wsadza tam nasionko, to potem się je podlewa i ono rośnie i potem wyrasta kwiatek!
Dość zaskoczona jego trafnym porównaniem mówię:
– No tak, to było tak, jakby była tylko ziemia, a potem we mnie rosło takei nasionko i urosło, stało się kwiatkiem i się urodziłeś.
– Tak, bo ja się wziąłem z nasionka i potem mnie podlewano i stałem się kwiatem, a potem człowiekiem i się urodziłem!
– No w sumie to tak było.

I dalej rozmawialiśmy jeszcze o tym, czy ludzie pamiętają to, jak byli tacy mali oraz czy każdy kiedyś był takim nasionkiem i tak dalej i tak dalej. A potem Tomek zobaczył betoniarkę i spytał jak ludzie tam dosięgają, bo ona taka duża ;)


jak zwierzęta

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-03-2010
Tagi: ,

- A ja umiem narysować fokę!
– O, fajnie, a mamę umiesz narysować?
– Tak, umiem rysować zwierzęta

no dzięki synu


no tak, zaczęło się

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-03-2010
Tagi: , ,

Tomek rysuje od rana
– Mamo, zobacz, narysowałem siebie i Matyldę!
– Mhm (jeszcze jestem nieco zaspana)
– Bo ja ją kocham
– Jak to? – rozbudzam się nieco – Mówiłeś parę tygodni temu, że kochasz Gabrysię!
– Już nie lubię Gabrysi.

To tak już będzie, prawda?


taki pan

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 02-03-2010
Tagi: ,

Syn mój ma zwyczaj na pytanie „co było w przedszkolu?” odpowiadać lakonicznie: „nic”. Za to niepytany często wypuszcza nagle z siebie pokłady wiedzy wyniesionej stamtąd. Siedzimy sobie któregoś dnia z mamą i rozmawiamy, dzieci dostały kanapki i jedzą. I nagle Tomek przełknąwszy kawałek bułki z żółtym serem oświadcza pogodnie:
– A pan Szopen to umarł.
Nieco rozweselone obie z mamą potwierdzamy, po czym ja pytam:
– A kim był ten pan Szopen?
– To był… – syn się głęboko zamyśla – to był…eeee…. taki pan!
Myśli dalej chwilę.
– Taki pan, co umarł. A, i grał na fortepianie. I słuchaliśmy jego muzyki i próbowaliśmy grać, ale nam nie wychodziło. A gama zaczyna się od ce. I kończy na ce.
Opowiadamy z mamą dziecku że tak, nie tylko grał, ale i tworzył muzykę, wymyślał melodie i teraz wszyscy je znają…
– I co jeszcze z tym Szopenem? – oytam, myśląc że jeszcze czegoś się dowiem
– No nic, bo umarł! – odpowiada Tomek z lekkim już zniecierpliwieniem.