Zadanie bojowe

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 03-01-2010
Tagi: , ,

Tomek dostał „od Mikołaja” przedszkolnego składaną wyścigówkę. Z miliona elementów zrobionych z jakiejś pianki. Oczywiście zarządał pomocy w składaniu (czyli de facto złożenia). Spojrzałam, jęknęłam w duchu, obejrzałam instrukcję, ponownie jęknęłam, po czym perfidnie powiedziałam: to z dziadkiem złożycie, jak przyjdzie z babcią. Młody się zgodził, dziadkowie przybyli, dzięki wytężonej pracy umysłowej dziadka, wsparciu duchowemu z kanapy wszystkich kobiet (moja mama, Maja i ja) oraz klejowi Kropelka udało się z płaskich elementów wyczarować przestrzenną wyścigówkę. Uff. Dzisiaj, następnego dnia po złożeniu, Tomek tuż przed pójściem spać oświadczył mi, że chce zabrać samochód do przedszkola. Jasne, nie ma sprawy. – Ale mamo… – Tak? – Bo ona jest rozłożona! Arghwrr.
Zrobiłam z poły bluzki woreczek, zebrałam cały ten stuff i zaniosłam do kuchni, gdzie mój Luby odpoczywał właśnie po naprawieniu lampek choinkowych, które Tomek był uprzejmy zepsuć dzień wcześniej.
– Eeee, kochanie?
– Tak?
– Bo tego… bo Tomek rozłożył wyścigówkę, a chce ją jutro zabrać do przedszkola złożoną, a ja nie umiem…
– Złożę, dawaj – Powiedział Luby Tonem Prawdziwego Mężczyzny, Dla Którego Składanie Wyścigówki To Pestka.
Wysypałam mu na stół wszystkie elementy. Popatrzył. Popatrzył uważniej. Wziął do ręki dwa. W jego oczach ukazał się wyraz totalnego osłupienia.
– ALE O CO W TYM CHODZI?! – Jęknął boleśnie
– No.. bo to chyba tutaj…
– Cicho!
I przystąpił do pracy. I natychmiast zaczął mamrotać pod nosem różne wyrazy, które nie brzmiały zbyt przyjaźnie wobec składanych samochodów. Właściwie to były nawet dość niecenzuralne wyrazy. Właściwie to klął pod nosem straszliwie, między zadawaniem sobie pytań w rodzaju „ale co to do cholery jest?!” Ja zaś po pierwszych próbach pomocy torpedowanych jego „cicho, poradzę sobie!”, zaczęłam się po prostu okropnie śmiać, z jego min i skupienia.
Jednak w końcu, mimo początkowych pomyłek w rodzaju zamontowania rury wydechowej w kokpicie kierowcy, udalo mu się.
Tomek pisnął radośnie, podziękował grzecznie oraz poszedł wreszcie spać, a my mogliśmy trochę zająć się sobą.