Nowy mebel

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-10-2009
Tagi: ,

Sofa przybyła, została błyskawicznie zasiedlona, przetestowana i oceniona pozytywnie. Obawiam się tylko, że jeżeli się położę na niej spać… to błyskawicznie z jednej strony jedno, z drugiej drugie… i skończy się to tak, że sama się ewakuuję na puste łóżko córki albo syna.



macierzyństwo jest śmieszne

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-10-2009
Tagi: , , , ,

Zostałam właśnie ośliniona na twarzy, w moją bluzkę został wytarty glut z nosa, dostałam kuksańca w, excusez moi, cycka, oraz wbito mi kolana w żebra. A ja się jeszcze z tych wszystkich rzeczy cieszyłam, bo oślinienie było serdecznym buziakiem, glut to niechcący, a kuksańce przy moszczeniu się Młodej na mnie.
W małych dzieciach fantastyczna jest ich szczerość i to, że jak wyrażają emocje, to wyrażają je całą swoją osobą, nie myślą jak to wygląda, nie zastanawiają się. Przychodzę po Maję do przedszkola i ona widzi mnie, rzuca wszystko i biegnie do mnie z szerokim uśmiechem na twarzy, całą postawą wyrażając radość. Uderzy się i ryczy wniebogłosy i to jest jedyne, co ją w tym momencie pochłania – wyrażanie własnego bólu i krzywdy. Jest to fantastyczne i żaden dorosły tak nie potrafi.

I jeszcze zdjęcie z cyklu #wzrusz – prawie codziennie widzę takie czułości, ale za każdym razem wywołuje to we mnie wewnętrzną rynnę, chlipnięcie rozczulenia.


Nie wiem doprawdy, dlaczego jak byłam w ciąży, to opowiadano mi jakieś opowieści o tym, jak to się rodzeństwo nie lubi, bije, że starsze jest wściekle zazdrosne o młodsze i może nawet mu zrobić krzywdę albo prosić, żeby to mniejsze oddać do szpitala (???) – kto to wymyśla? Pewnie że oni się czasem pobiją, ale po pierwsze nie tak, żeby sobie zrobić krzywdę, po drugie pięć minut później się przytulą. A jeśli chodzi o oddawanie młodszego rodzeństwa, to na samym początku, jak tylko ktoś znajomy brał Majkę na ręce, to gdy szybko nie oddawał jej mi, Tomek groźnie fuczał, żeby „oddać dzidzię, to NASZA dzidzia!”


dzieci w autobusach

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 15-10-2009

Przyszła zima, a wraz z nią zaczęli grzać w autobusach, przynajmniej tych, którymi codziennie wożę córkę do przedszkola, a siebie do pracy. W każdym autobusie niskopodłogowym, a tych na szczęście jest sporo jest miejsce dla wózków z dziećmi. Niby dobrze. Jest jednak jedno „ale”. Właściwie dwa, ale jedno widać dopiero teraz.
Otóż miejsce, gdzie można postawić wózek z dzieckiem jest naprzeciwko drzwi oraz przy grzejniku z drugiej strony. W autobusach, którymi jeździmy z Młodą to ogrzewanie jest dość mocne. Super. Tylko wózek z dzieckiem stoi tuż koło grzejnika (gorąco), a z drugiej strony są drzwi, które się przecież co chwilę otwierają, wpuszczając za każdym razem podmuch lodowatego powietrza. Jedzie więc sobie takie dziecko i jest z jednej strony mocno ogrzewane, a z drugiej wystawione na te podmuchy zimna.Nie rozepniesz trochę dziecku kurtki – przegrzewa się od grzejnika. Rozepniesz – co chwilę jest owiewane zimnem wpadającym przez otwarte drzwi.
Idealne, no idealne warunki do przeziębienia.A przecież dałoby się tak zaprojektować układ siedzeń, żeby miejsce dla wózków nie było w takim idiotycznym miejscu. Tylko ktoś musiałby pomyśleć…
Drugie „ale” dotyczy tego, że nie ma raczej miejsca, gdzie MATKA lub OJCIEC tego dziecka mógłby usiąść tak, żeby jednocześnie trzymać wózek. W tramwajach czasem jest, w autobusach starszego typu, wysokopodłogowych też, ale dla odmiany wtarganie wózka do takiego wysokiego pojazdu jest uciążliwe. A przecież rodzic też może być zmęczony, chory, czuć się słabiej i mógłby chcieć usiąść.
Dlaczego tak jest? Dlaczego nikt nie myśli praktycznie, że bezpośrednie sąsiedztwo grzejnika i drzwi jest mało sensowne?
I jak tu namawiać ludzi do rezygnacji z samochodów i używania komunikacji miejskiej, jak wiąże się to z narażaniem dziecka na zachorowanie?


buziak za jeden uśmiech

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 11-10-2009
Tagi: , ,

A właściwie uśmiech za jednego buziaka. Albo odwrotnie.
Uświadomiłam sobie ostatnio jak bardzo naturalne dla moich dzieci jest przytulanie się i całowanie. Ktoś do mnie przychodzi, ja go przytulam – Tomek zupełnie nie reaguje, bo normalne dla niego, że jak ludzie się lubią, to się przytulają. Gdy ktoś z nas nabije sobie guza, jest smutny, albo wręcz przeciwnie – bardzo wesoły – wiele jest okazji, kiedy przytulenie pomaga. Niewiele jest rzeczy tak wspaniałych jak dziecko z całą ufnością przylegające do ciała i obejmujące łapkami. Nic tak nie pomaga na siniaka, jak całus mamy.
Przeważnie jak przytulę jedno, zaraz przylatuje i drugie i kończy się to ciepłą kulką przytulających się, kochających się dużych i małych ludzi.
I może to jest jeden z powodów, dla którego moje dzieci są tak śmiałe, odważne i otwarte.