pieniądze

5

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 28-04-2009
Tagi: , ,

Przy okazji zakupów sprawiłam Młodym małą przyjemność w postaci przejażdżki ciuchcią. Za każdym razem jak przechodzimy koło niej, to Tomek chce się przejechać, na ogół pozwalam chwilę posiedzieć. Dzisiaj posadziłam koło niego siostrę, wręczyłam 2 złote, pojechaaaali!
Młody odpowiedzialnie jedną ręką trzymał siostrę, drugą ręką trąbił, zadowolony bardzo.
Jazda się skończyła, ja zdejmuję Maję, Tomek zsiada i coś dłubie.
– no chodź, koniec.
– ale tam jest nasz pieniążek!
– no ale on tam właśnie musi zostać, tak zapłaciliśmy za jazdę…
– tak? ojej.

No ojej, ojej. Trudne zderzenie z rzeczywistością. Tomek w dodatku myśli, że płacenie w sklepach też odbywa się w taki sposób, że ja daję pieniądze pani, a pani mi oddaje. A najczęściej to ja pokazuję pani jakiś kawałek plastiku, coś z nim robimy i tyle i wychodzimy. To już zupełnie się nie kojarzy z pieniędzmi. Trudna sprawa, wytłumaczyć mu jak to działa.




zboczenie zawodowe

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-04-2009
Tagi: ,

- mamo, a w przedszkolu nauczyłem się piosenki i Ci zaśpiewam
– no dawaj
– (śpiewa) kochana mamo, jak będę duży, to Ci przywiozę małpeczkę z podróży
– o, jak ładnie
– pani rytmika nas nauczyła!
– no ładna piosenka i taka… aktualna

Bo oczywiście przez tego Palikota zamiast zwierzęcia stanęły mi przed oczami małe buteleczki z miętową żołądkową gorzką… Swoją drogą nie wiem jak to smakuje, ale sama nazwa brzmi dość obrzydliwie.
Oczywiście synowi o tych wizjach nie opowiadałam ;-)


Tomasz i leczenie

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 18-04-2009
Tagi: , ,

Zjedliśmy obiad. Młody znienacka oznajmia, że go bardzo boli brzuch, kładzie się na moim łóżku i dramatycznie jęczy. Trochę zbyt dramatycznie jak na prawdziwy ból, ale i tak się kładę obok niego i głaszczę po brzuszku.
Przylatuje Majka i patrzy z zainteresowaniem na brzuch brata. Podpełza  i znienacka łapie i funduje bratu solidnego szczypasa. Nastawiam się już duchowo na wrzask, pisk, awanturę i ocieranie łez… a tymczasem okazuje się, że Tomka to załaskotało bardziej niż zabolało.
Śmieje się i mówi:
– Maja mnie leczy!
– leczy cię?
– tak, ona mnie leczy, zobacz!
I śmieje się. Młoda oczywiście na to też zaczyna się śmiać i jeszcze gorliwiej go podszczypuje. Po chwili dokłada do tego próby wywiercenia mu głębszego pępka oraz poklepywanie po klacie. A on się śmieje i powtarza, że Maja go leczy. No i w sumie miał rację – terapia śmiechem to jedna z lepszych metod uzdrawiania :)


wielkanocnie

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 16-04-2009
Tagi: ,

- zaraz pójdziemy do kościoła, poświęcić jajka.
– ja umiem poświęcić!
– no nie, ale to ma zrobić ksiądz…

Na szczęście stwierdził że „dinozaura się nie świętuje”, więc nie musieliśmy go targać do kościoła ;-)

Młoda oczywiście nic jeszcze nie kumała z tych świąt, ale galaretka z kurczaka jej smakowała bardzo. Młody przeżywał. Śpiewał piosenki, których go nauczyło przedszkole, chciał ciągle pomagać w kuchni, w kościele stał ze złożonymi do modlitwy rękami, słuchał, przeżywał, chłonął.
Ale już podczas wielkanocnego śniadania najbardziej był
zainteresowany pożarciem baranka z cukru. Zdecydowanie Wielka Sobota mu
się podobała bardziej.

wielkanoc


Tomasz się bulwersuje

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-04-2009
Tagi: ,

Beknęłam.
Zdarza się.

– Mamo!! (tonem wielkiego oburzenia)
– No co?
– Beknęłaś! (jeszcze większe oburzenie w głosie)
– No tak, zdarza się. Przepraszam.
– Ludzie nie bekają!
– Jak to nie? Ja bekam. Każdy czasem beka. Ty też.
– Ja?? Ja nie bekam.
– Jak to nie bekasz, też bekasz
– Słyszałaś jak bekam? (lekko podejrzliwie)
– Tak.
- To ja się już z Tobą nie bawię!

hm. to ja nie wiem

Chwilę później laptop z kuchni mówi: „Excuse me, Colloquy needs yout attencion”
(dla nieznających angielskiego/maców: oznacza to, że jakiś program wymaga mojej uwagi, w tym przypadku że na ircu ktoś napisał bezpośrednio do mnie)
– Cicho tam – mówię, zajęta karmieniem Mai
– Co on gada? Która godzina gada? (albowiem mam też ustawione że o pełnej godzinie komputer mnie o tym informuje głośno)
– Nie, mówi że ktoś się dobija na ircu
– To niech nie gada, ma być cicho, jak ja rysuję!
i dodaje w stronę laptopa:
– Cicho tam, jasne?!

Charakterek to on ma, ten mój syn.


a właśnie że słoń!

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-04-2009
Tagi: ,

Młody ma etap kłócenia się. Pewnie jakiś psycholog by zaraz powiedział, że to „bunt pięciolatka” czy coś takiego. Ja po prostu mówię, że się wykłóca :)

– o, zobacz mamo, słoń!
– to nie słoń, to mamut
– a ja Ci mówię że słoń
– nie, to jest mamut
– słoń!
– mamut
– słoń
– mamut
/…/
20 kwestii później:
– słoń!
– mamut
– słoń
– mamut
– ostatni raz ci mówię, że to słoń, jasne?
– nie, bo to mamut

itd….
Podobnie neguje inne kwestie – wymowy jakiegoś słowa, innego pojęcia. Męczące, bo o ile w przypadku mamuta mogę powiedzieć że to taki słoń, ale inny niż słonie teraz i żył kiedyś i nazywał się mamut, to wymowa jet niepodważalna. Na tym punkcie mam fisia lekkiego, wiem. Ale moj syn będzie mówil poprawnie po polsku :)


mistress of destruction

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 04-04-2009
Tagi: , , , , ,

Dziecko płci żeńskiej. W wieku rok i 3 miesiące. Chodzi. Otwiera. Wspina się. Wyciąga. Drze (papier, ryjek…). Zabiera. Nie słucha. Uśmiecha się figlarnie.

Od mniej więcej miesiąca mam w domu permanentny chaos. Na początku podejmowałam próby uporządkowania wszystkiego, gdy dzieci pójdą spać, ale szybko doszłam do wniosku, że zbyt wiele czasu i energii pochłania mi czynność, której efekty i tak zostaną zniweczone następnego dnia. I to 10 razy szybciej. Także teraz staram się tylko wiedzieć co gdzie jest, oraz mieć przejście na strategicznych szlakach do poruszania się po mieszkaniu.
Młoda jest wieku eksperymentowania, poszukiwania, pierwszych prób zaznaczenia swojego „ja”. Sprawdza co wolno, czego nie wolno, a jak nie wolno, to czy aby na pewno zawsze nie wolno. Bo może jak 153 raz spróbuję się dobrać do piekarnika, to mama pozwoli?
Mama nie pozwoli, w kwestii konsekwencji zakazów dziecięcych mama ma wprawę.

Jestem jednak pod wrażeniem odwagi Młodej. Rozumiem częściowo jej motywację – chce być zauważona, walczy z Tomkiem o moją uwagę, zainteresowanie. Jednocześnie chce robić wszystko tak jak on. Małpuje jego zachowania, ruchy, zajęcia.
Potrafią się już fantastycznie bawić w proste zabawy typu chowanie się w szafie, wyścigi samochodowe, walki rycerskie, budowanie z klocków (choć tu jednak Maja częściej rozwala, ale czasami przez chwilę dokłada klocki budując).
Gorzej że Młoda wchodzi WSZĘDZIE. Jej odwaga oraz pomysłowość mnie nieustannie zadziwiają. Żeby zajrzeć gdzieś wysoko potrafi sobie przynieść i ułożyć piramidkę z czterech litrowych kartonów z sokiem. Stoi potem takie na rozjeżdzającej się, chwiejnej konstrukcji, trzyma się kurczowo brzegu zlewu – ale jaka dumna, bo udalo jej się wejść i zajrzeć co ja tam robię. I tak ciągle i wszędzie, próby ograniczenia jej podpórek nic nie dają, zawsze coś znajdzie. W sumie bezpieczniej już będzie kupić jej coś takiego, żeby oficjalnie sobie stała wyżej.

Zrobiło się ciepło, więc zaczęliśmy chodzić na plac zabaw bez wózka – wcześniej nawet jak pogoda była ładna to jeszcze Młoda postawiona na ziemi na ogół od razu opadała na kolana i próbowała raczkować. No i znów Maja zaskakuje odwagą – pierwszy raz postawiona na żwirku na placyku stała parę minut jak słupek soli, potem nieśmiało, bardzo nieśmiało ruszyła trzymajac się mocno ogrodzenia, a po pół godzinie już biegała pędem po całym placu zabaw.
Dzisiaj zachęciłam ją delikatnie do wlezienia do takiego „domku” – ot, konstrukcje takie – tu schodki, tam mostek, zjeżdzalnia, pokoik… Też pierwsze minuty nieśmiało, a po chwili tup tup tup – ledwo nadążałam, żeby jej pilnować i asekurować jednak w miejscach, gdzie teoretycznie mogłaby spać z wysokości około 120 cm. Siadła na zjeżdzalni, odepchnęła się, zjechała z kwikiem radości, wylądowała na nogach – nawet nie zdążyłam stanąć pod tą zjeżdzalnią, żeby ją złapać na dole. Ledwo zjechała, zaczęła się gramolić po zjeżdżalni na górę, żeby zjechać drugi raz :D
A gry wracaliśmy spotkaliśmy kota – Tomek natychmiast poleciał za nim, żeby go pogłaskać, a Młoda za bratem
Maja goni kota
Dogonił. Pogłaskał. Zmęczeni zabawą zasnęli szybko. Dumna jestem z córki. Z syna też, choć z innych powodów niż zjeżdzanie na zjeżdżalni ;)
Ale jak wychodziliśmy z placyku, to Tomek poszedł przodem, za nim ja ruszyłam żeby wytoczyć wózek (bo jednak ze względu na wcześniejsze zakupy i przewożenie akcesoriów do piaskownicy wzięłam go tym razem), Maja została z tyłu, bo nie ma jeszcze nawyku trzymania się stada. Tomek odwrócił się, zobaczył że ja beztrosko idę do przodu z wózkiem, a Młoda zostaje z tyłu i krzyknął ostrzegawczo – przypominająco: „Moja siostra!” Mnóstwo razy mu mówiłam, że na pewno nigdy nie zapomnę o Mai, a on i tak odruchowo dba o nią. I choć tego typu przypomniania z jego strony słysałam mnóstwo razy, za każdym razem mnie to wzrusza. Bo Tomek często kłóci się z siostrą, biją się o zabawki, ona mu niszczy budowle, przeszkadza układać puzzle, drze rysunki, szarpie go, ciągnie za włosy – ale przecież kochają się szalenie jednocześnie.
Czasami Maja spontanicznie przytula do niego, on ją obejmuje, mówi: „moooja siostra” takim zadowolonym głosem, z czułością, ze spokojem – oto wszystko jest tak, jak powinno być. Za każdym razem rozkłada mnie to na łopatki. Dobrze jest dzieciom, które mają rodzeństwo. Bardzo dobrze.