problemy z nazewnicwem 2

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-01-2009
Tagi: , , ,

Odbieram syna z przedszkola. Wychodzac rzucam okiem na dzisiejszy jadłospis – jakaś zupa, suflet (?), ziemniaki i buraczki na obiad. Potem podpytuję:
– a co było na obiad?
– zupa!
– a potem?
– a potem spaliśmy
– no dobrze, a co jeszcze jadłeś oprócz zupy? ziemniaczki?
– nie, ziemniaczków nie było.
Zonk. Albo były, a on nie jadł (ale to raczej by powiedział że nie zjadł…), albo przedszkole coś ściemnia z tym jadłospisem.
– a buraczki?
– tak, buraczki były
– a co jeszcze leżało na talerzu obok buraczków?
– kartofelki!

No tak. Uświadomiłam syna, że ziemniaczki i kartofelki to to samo. Zapamiętał, bo następnym razem powiedział że na obiad były: „ziemniaczki kartofelki”. No i ok.


get up, girl!

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 22-01-2009
Tagi: , , ,

Stało się. Choć od wielu miesięcy już potrafiła dźwignąć się do pionu oraz ostatnio także dreptać przy meblach, lub sprytnie wykorzystując stołek jako chodzik, przemieszczać się tam, gdzie chciała na dwóch nogach, to w Dzień Babci – tadam!
Przeszła 3 kroki bez żadnej podpórki. I to normalnie do przodu (trudniejsze niż poruszanie się bokiem, dostawiając jedną nogę do drugiej). Taki prezent zrobiła swojej babci  – i to właśnie jej, bo ja tych pierwszych trzech kroków nie widziałam, to do mojej mamy ruszyła.
Rynna :)
Mama przyjechała na występy Tomasza przedszkolne, tata niestety miał jakieś zebranie w pracy i przyjechać nie mógł, dojechał potem i obejrzał filmy z występami nakręcone przez mamę.
Także oba potwory się popisały.


frazy Tomkowe 2

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 15-01-2009
Tagi: , ,

- Tomek, zaopiekuj się siostrą.
– Dobrze. nie będę jej bił.


W pewnej mierze definicja śmierci:
– dzieci tak mają, że czasem oddychają, a czasem nie oddychają

siedzi w szafie i pokrzykuje stamtąd: „zrób coś! uratuj mnie!”
(a zaglądam i nic mu nie jest, więc trochę olewam)
wreszcie mu podaję rękę, wyciagam, a ten mamrocze:
– ja wołałem i nikt mnie nie chciał uratować

– mamo, a Maja mnie bije
– czym?
– ręką!
– a, to pół biedy

– Maja, bawmy się w chowanego
– no bawmy się, ja się schowam, a Ty licz

– no dobrze, to ja będę liczyć
(liczy)
– szukam!
– znalazłem cię!
– mogę ja teraz? mogę ja? mogę ja? Maja wyjdź…


żelazne zasady

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 15-01-2009
Tagi: ,

- mamo, zobacz, buduję dom!
– ooo, piękny

– będzie taaaki wielki!
– a kto tam będzie mieszkał?
– ludzik
– a my nie?
– nie. bo jesteście za duże
– ale przecież mówiłeś, że ten dom ogromny?
– tak. ale z plasteliny.
– no… ale to tak na niby moglibyśmy w nim zamieszkać wszyscy, prawda?
– nie! bo on nie jest na niby, on jest  plasteliny. i tam mieszka ludzik.
zaczynam mieć trochę dość tego ludzika, który zaanektował cały ogromny dom i pytam z przekąsem:
– a ten ludzik ma jakieś imię? :>
– ma
– a jakie?
– Hasin

No i mi definitywnie zamknął usta. Co ja będę na Hasina wypyszczać. Albo Ha-Sina? Google nie zamknęli, ale zdołało jedynie mi powiedzieć, że „hasin” to słowo z języka malajskiego i że „Nie świadczymy na razie usługi tłumaczenia z języka malajski na język polski.” Heh.
Nieco satysfakcji dało mi to, że wkrótce po tej rozmowie domek Hasina (a pewnie i on sam) został przerobiony na żabę :>


czasami wystarczy niewiele

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 12-01-2009
Tagi: , ,

żeby zaimponować własnemu dziecku.

Przychodzi Tomek z moją komórką i donosi uprzejmie:
- mamo, Maja ci popsuła telefon!
Rzucam okiem – wyłączony. Cóż, pewnie się wyłączył, stary jest, zdarza mu się, nawet nie musiało być to wynikiem grzmotnięcia nim o podłogę przez Maję. Biorę, włączam – działa. Tomek patrzy w nabożnym skupieniu.
- O, naprawiasz?
- Tak, tak, naprawiam
Wpisuję PIN do karty.
- Ooo, piszesz żeby było naprawione?
- No coś w tym rodzaju
Syn odchodzi dumny, że ma mamę, która tak sobie świetnie naprawia telefon ;)

Ale czasami trzeba się pogimnastykować mocno.
- Mamo, Maja mi psuje czołnik!!!
- Yyy, co psuje? – z lekkim popłochem wyglądam z kuchni i patrzę że syn z rozżaleniem w głosie wskazuje mi na jakąś konstrukcję z klocków o trudnym do zdefiniowania kształcie.
- No, mój czołnik!!
- No tak. Maja, nie psuj bratu czołnika! – mówię stanowczo na wszelki wypadek i wracając do obierania ziemniaków, zastanawiam się co to może być ten czołnik.

Otóż wreszcie wpadłam na to, że… Albo nie. Konkurs dla Was, kto wie co Tomek zbudował z klocków?


przejęzyczenia

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-01-2009
Tagi: ,

Zabawne dzisiaj Tomkowi frazy wyszły.
– mamo, ochlej mi takie.

(odklej)

– trzeba nam zrobić instalację!

(inhalację)


morze pytań

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-01-2009
Tagi: , ,

To normalne, że dzieci zadają pytania. Dużo pytań. Do tego się już przyzwyczaiłam. Natomiast pewnym zaskoczeniem było dla mnie to, że niektóre pytania Tomka robią się aż tak dociekliwe. Kiedyś pytał: „co to za muzyka?” – i o ile nie pytał o piosenkę w radiu, to nie było zbyt trudne. Ale ostatnio zapytał: o czym pani śpiewa? No i tu jest trudniej, zwłaszcza jak to nie-polska muzyka. Znaleźć tekst, przetłumaczyć i jeszcze przekazać zrozumiale dla 4,5 latka.
Zakład, że następne wymyśli: a czemu ta pani śpiewa?
Tu wrednie odbiję piłeczkę: a czemu ty śpiewasz? i jeśli odpowie: bo lubię, to jestem w domu. A jeśli nie… to wszystko sie zdarzyć może.
Życie codzienne z dziećmi to pasmo niespodzianek. Czasem przybieraja one postać kasztana w bucie. A czasem znienacka danego buziaka. A czasem…. Nie sposób przewidzieć wszystkiego. Ale to fajne, no. Nie pozwala spocząć na laurach. Jak oni dorosną i wyfruną z domu, to mimo, że z pewnością będę pracować, prowadzić życie towarzyskie i robić wszystko to, co i do tej pory – będę mieć bardzo nudne i poukładane życie ;)


zapaliło się

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-01-2009
Tagi: , , ,

Chorujemy. Na zapalenia różne. Każdy inne, żeby było różnorodnie :)
I tak, ja: zatoki, Młody ucho, Młoda oskrzela (again)
Pan doktor przyszedł, pokiwał głową po wysłuchaniu mojej żałosno-informacyjnej litani (bo ja go wtedy zatrzymałam w domu do świąt jak pan mówił i przez święta już bylo dobrze i po świętach parę dni też a po nowym roku poszedl do przedszkola i dwa dni tylko chodzil a potem dostał gorączki i kaszleć zaczął i katar też ma i przecież już był całkiem zdrowy i czemu on znowu tak choruje i nawet mało kaszle w dzień ale w nocy go du…)
po czym wcale niezaskoczony zaczął badać towarzystwo. najpierw nieletnie, potem mnie, co nieletnich bardzo radowało – to tak, matka wystawiająca język i mówiąca: „eeeee” rzadko się zdarza.
Jako że mądrego tego Pana Doktora mamy, to nie zapisywał antybiotyków nowych, tylko leki „wziewne”. Co oznacza w praktyce, że musiałam zakupić „komorę inhalacyjną dla dzieci” – przyrząd, będący długą, przezroczystą rurą z różnymi drobnymi elementami dodatkowymi. Dodatkowo jedno z lekarstw ma w składzie kwas solny <wielkie oczy>
No ale. Na razie wydaje się działać. W każdym razie nie pogarsza się, choć Młoda jest bardzo zdegustowana tym, że każe jej się kilka razy dziennie oddychać do jakiejś rury.
Młody zaś bezbłędnie wykorzystał wczoraj sytuację i gdy głośno wyraziłam swoją myśl: „co na obiad?” szybko podpowiedział: pizzę!
No i chociaż baaardzo rzadko zamawiamy pizzę na telefon (primo: relatywnie drogo, secundo: wolę zrobić sama, lepsza jest), tym razem dałam się przekonać.
Rozmowa z panią przyjmującą zamówienie mnie rozbawiła, bo jako że dysponowałam jakąś starą ulotką, zadawałam jej różne pytania – w pewnym momencie dziewczę wyraźnie już spłoszone powiedziało do mnie: „przepraszam na chwilę”, po czym usłyszałam przytłumioną wypowiedź: „zawołaj Monikę, szyyyybko!”
;)
Za to dzisiaj nie pizza. Dzisiaj rybka.


anatomia 2… tym razem ludzka

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-01-2009
Tagi: , ,

Rozmawialiśmy kiedyś z synem o różnicach między chłopcami a dziewczynkami. Wydawało się, że wszystko jasne. No i przecież Młody widzi codziennie siebie i siostrę bez ubrania. A jednak…
Asystując przy zmianie pieluchy siostry Tomasz przyuważył, że Maja pakuje łapę między nogi i wypalił do niej:
– Maja, nie grzeb w siusiaku!

też się mało nie posikałam. ze śmiechu.


kinowo

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 04-01-2009
Tagi: ,

Poszliśmy na „Madagaskar 2″. Nie widzieliśmy co prawda cześci pierwszej, ale zapewniono nas, że to nie szkodzi. Istotnie, nie szkodziło. Co szkodziło? Zdecydowanie momentami za szybka akcja, jak na możliwości odbioru kilkulatka. Sam początek, jeszcze przed czołówką, opowiada jak mały lew wyszedł z rezerwatu, został porwany przez złych myśliwych – to jeszcze Tomek śledził i przeżywał. Ale zaraz potem zaczyna się szaleńcza migawka obrazków – tłum zwierząt, jakiś lemur wyskakujący z tortu, pingwiny, jedni tańczą, inni krzyczą, szast, prast, pakują się do samolotu, coś wybucha, strzela, samolot spada, zwierzaki krzyczą jedno przez drugie – przez chwilę nawet ja poczułam się zagubiona i nic nie rozumiałam. A Tomek siedział zupełnie oszołomiony. Potem sytuacja się trochę wyjaśnia i jest lepiej, ale i tak jak na film dla dzieci, jest tam trochę za dużo wątków pobocznych. I tak czwórka bohaterów zamiast jednego głównego to już jest trudne, a co dopiero jeszcze bardzo dużo postaci drugoplanowych, które jednak pojawiają się bardzo często. I czasami mało zrozumiale, jak jakiś stworek, którego goni wielki rekin – wątek, który w sumie nic nie wnosi do całej opowieści – ot, co jakiś czas wyskakuje wielka paszcza – jedyna rzecz, której Tomek się naprawdę bał, to właśnie ten rekin. Nie dziwię się, bo wyskakiwał z zaskoczenia. Podobnie król Julian – choć postać cudna, to teksty przez niego wypowiadane były w większości zrozumiałe tylko dla dorosłych – opowieści o podziałach klasowych, nawet dla dzieci starszych niż mój syn, nie są czymś łatwo przyswajalnym.
No i jeszcze jedna rzecz, do której mam zastrzeżenia – choć do przemocy w filmach dla dzieci jestem już przyzwyczajona, to jedna scena mnie mocno zdegustowała. Nie mam nic przeciwko pokazywaniu w bajce walki – takie jest życie, nie da się trzymać dziecka pod kloszem, ale niech to ma jakiś sens. Niech przemoc ma uzasadnienie. Walka lwów o przywództwo w stadzie jest ok, ale bezsensowna nawalanka, w której nie wiadomo dlaczego właściwie ktoś kogoś tłucze ze szczególnym okrucieństwem, to fail. Niepotrzebne i szkodliwe. A w „Madagaskarze” jest taka scena – lew biegnie za meleksem z grupą turystów, wyskakuje z niego dziarska staruszka i zaczyna go okładać pięściami. Lew nie pozostaje dłużny – no i minuta bardzo brutalnej nawalanki, z punktu widzenia fabuły totalnie zbędnej.
Ale, żeby nie było że tylko narzekam, poza tymi kilkoma elementami film przyjemny. Uroczy motyw odnalezienia lwiego dziecka po latach, roztańczone towarzystwo, zabawna gromadka pingwinów. Muzyka bardzo dobra, wręcz nie dało się nie machać czymś do rytmu, podczas niektórych kawałków.
No i plusik za mrugnięcie okiem w stronę Applemaniaków – w scenie szczerych wyznań jeden zwierzak mówi do drugiego „zepsułem Twojego iPoda”, na co oczywiście jest reakcja godna prawdziwego fana jabłuszek. Ale to też żarcik zrozumiały przede wszystkim dla dorosłych. No i – czy nie trochę product placement? ;>