relacje z przedszkola

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-11-2008
Tagi: , ,

- Jadłem w przedszkolu obiad!
– A co jedliście na obiad?
– Kaszę!
– A jaką kaszę?
– Taką z dziurką!
– Z dziurką?
– Tak, z dziurką! I kurczaka i sałatkę.

– A rysowaliście?
– Nie.
– A co robiliście?
– Bawiliśmy się. Zabawkami.
– A co robiła pani Beatka?
– Nie wiem.
– Jak to nie wiesz? No coś chyba robiła…
– Mówiła: „o Jezuniu”

rotfl.
Pani Beatka, notabene, mi go dzisiaj pochwaliła. Że taki grzeczny, jako jedyny się posłuchał, jak powiedziała dzieciom, żeby posprzątały.
Ze strony Tomka relacja wyglądała tak:
– Sprzątałem klocki. Taka dziewczynka mi pomagała. W różowym… nie, czerwonym sweterku.
– A ładna?
– Tak! Lubię dziewczynki.
– A jak ma na imię ta dziewczynka?
– Na imię ma… na imię… no nie wiem, ale lubię ją! Wszystkich lubię!

słodko :)
mam tylko nadzieję, że nie doczekam się od pani Beatki relacji typu: „wsadza dziewczynkom język do buzi” ;)


szczerość

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-11-2008
Tagi: ,

Udokumentowałam fotograficznie konsumpcję przez Maję kremu ochronnego do buzi. Oczywiście nie miałam zamiaru pozwalać jej na to – czytaliśmy z Tomkiem książeczkę, a ona po cichu dorwała opakowanie. Nic jej pewnie nie będzie, bo dzieci w tym wieku jedzą rzeczy najrozmaitsze i im to nie szkodzi. Tomek kiedyś pożerał mydło, czasami zagryzając gąbką. I nic, żadnych skutków ubocznych.
Oglądamy potem te zdjęcia, pojawia się też kilka moich, syn patrzy i mówi:
- To ty! Jesteś chyba ładna.
- Jestem chyba ładna?
- Tak. Nie jesteś taka brzydka. – oświadcza mi syn.

No. Krzepiące, c’nie?
To ja może zamieszczę fotkę dzieci, bo one są nie „chyba”, tylko na pewno ładne ;)

 


dzieci są zasadnicze

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-11-2008
Tagi: , , ,

A mój syn do wyjątków nie należy. Świat ma być poukładany i przewidywalny.
Miałam rano problem. Problem polegał na tym, że byłam koszmarnie niewyspana. Syn się ubierał, ja już prawie gotowa do wyjścia położyłam się na chwileczkę na łóżku. Na sekundkę. Bo przecież syn zakłada buty długo i mozolnie. Poszło mu jednak szybciej niż się spodziewałam. Przyszedł, stanął nade mną z oskarżycielską miną i powiedział stanowczo: nie można spać, trzeba wstawać! idziemy do przedszkola przecież”
 – Ja nie śpię. Ja się, ekhem, przygotowuję psychicznie do wyjścia z domu – wymamrotałam
 – Psychicznie?
 – Tak. PSYCHICZNIE.  – próbowałam syna zbić z tropu nieznanym i trudnym do pojęcia słowem.
 – Nie, musisz wstać! – moje próby nic nie dały, syn nie dał się zagadać.
Wstałam, wstałam. Co było robić.

Młoda machanie na pożegnanie trenuje ostro, co Tomek idzie do swojej sali to ta młyńce rękami wywija. Tymczasem przedszkole wymaga różnych czynności od rodziców. Na przykład trzeba dostarczyć kopertę ze znaczkiem, albowiem dzieci będą szykować kartkę świąteczną i wysyłać ją do dziadków. Zdążyłam się ugryźć w język, zanim pani Beatce, gdy mnie o tym informowała, zadałam pytanie „czy nie mogą wysłać życzeń mailem?”
Kolejne dezyderaty to strój na jasełka, który w przypadku Tomka ma być białą długą (do kolan mniej więcej) koszulką. I co gorsza, nie może to być biały tiszert da dorosłego, bo wtedy jest duży dekolt, bla, bla, bla. Pani Beatka zażądała więc kupienia takiej koszulki dopasowanej dla dziecka. Eh. Skomplikowane. Ktoś ma pomysł gdzie takie coś kupić?


dzień wzruszeń

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-11-2008
Tagi: , ,

Rano jak zwykle odprowadzałyśmy Tomka do przedszkola. Dał mi buziaka, Maja z mojego biodra wychyliła się po buziaka, ją też cmoknął – jak zwykle. I pobiegł do sali. Ale tym razem Młoda pomachała mu ręką. Pierwszy raz zajarzyła gest machania ręką na pożegnanie i zastosowała sama. Świadomie, patrząc na niego, odprowadzając go wzrokiem, machała bratu na pożegnianie.
No banał taki. I coś, co tylko matkę tego konkretnego dziecka rozczula.
A po południu mieli występy. Śpiewali piosenki, tańczyli. No i tym razem to już się nawet poryczałam. Łzy wzruszenia mi pociekły z oczu. Że takiego fajnego mam syna. Wszystko zatańczył, każdą piosenkę zaśpiewał w całości, odważny, wyprostowany, przejęty sytuacją. Widać było że się stresuje, ale wszystko ładnie zrobił, a jak dzieci dobierały się w pary, to energicznie złapał za rękę ładną małą blondyneczkę :)
Sporo dzieci było zagubionych, jedno cały występ rozpaczliwie ryczało, a dziewczynka, którą wybrali do grania na „bębnie” podczas śpiewania piosenki „Jestem sobie przedszkolaczek” to zupełne nieporozumienie – nie miała pojęcia kiedy grać, uderzała niepewnie pałeczką w bębenek tylko, jak pani od rytmiki sygnalizowała jej to głośnym tupaniem. A przecież z piosenki samo wynika – Tomek w domu gra na swoim prawdziwym bębnie do bardziej skomplikowanych utworów.

Oczywiście ja nie mówię, że moje dziecko jest we wszystkim naj. Rysować dla odmiany Tomek nie umie. Coś tam nasmaruje, ale są dzieci, które w wieku 2 lat rysowały tak jak on teraz, a obecnie są 100 razy lepsze. Może właśnie ta dziewczynka ładnie rysuje. Albo coś innego robi lepiej. Nie ma dzieci, które nie mają żadnego talentu. Ważne tylko żeby rodzice to dostrzegli i rozwijali.

A teraz Młodzi siedzą razem i się bawią zabawkami Mai, zaśmiewając się przy tym do rozpuku :)
I widzę, że w porównaniu z moimi, zdolności negocjacyjne Tomka względem Mai są jednak słabsze – zaproponował wymianę zabawek – siostra popatrzyła, po czym złapała oferowaną przez niego, ale tej, którą się bawiła, nie wypuściła. Trzyma obie i nie chce mu oddać żadnej, a on jej tłumaczy, że wymiana polega na tym, że on jej daje swoją, a ona musi mu dać swoją… Nic. Twarda baba jest i trzyma obie zabawki :]


fotografowanie dzieci

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 19-11-2008
Tagi: ,

rządzi się swoimi prawami. jeśli uda nam się idealnie wybrać kadr, ustawić światło, rozdzielczość w aparacie, itp, itd to dziecko w ostatniej chwili się poruszy i zniknie to, co chcieliśmy uchwycić.
jeśli zaś uda sę zdążyć „strzelić” to się okaże że nieostre, w słabej jakości albo źle skadrowane. dotyczy to zarówno dzieci nie-śpiących, jak i tych pozornie tkwiących w objęciach Morfeusza.
spojrzałam na Tomka. złapałam aparat. podeszłam na palcach, przykucnęłam i zrobiłam zdjęcie. zachwyciłam się pozą syna, po czym natychmiast przestawiłam aparat na lepszą rozdzielczość. podeszłam bliżej. wstrzymując oddech odsunęłam nieco misia. wycelowałam. zrobiłam zbliżenie. ustawiłam ostrość… i oczywiście w tym momencie Tomek gwałtownie rzucił głową, zabrał rękę… i dupa nie cudowne ujęcie ;) 

zostało mi tylko to:


też ładnie, ale miało potencjał lepsze zdjęcie. cóż… przecież nie ustawię syna ponownie w takiej pozie ;)


zamiany

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 19-11-2008
Tagi: , , , ,

To było tak.
Bociana dziobał szpak.
A później była zmiana
i szpak dziobał bociana.
A później były dwie takie zmiany.
Ile razy szpak był dziobany?

Taki wierszyk – pułapka. Bo na pozór jest zmiana, a w rzeczywistości jej nie ma.
Nieświadomie zastosowałam podobną sztuczkę na własnym dziecku. Kupiliśmy wczoraj kurczaka z rożna. Kurczaka Tomek lubi, ale skóry z wierzchu już nie, odmawia w ogóle zjedzenia tego. Mi to bardzo odpowiada, bo ja uwielbiam. Oddał mi więc skórę, jemy, ja taka zamyślona… W pewnym momencie zachciało mi się kawałek białego mięsa, a że sama wzięłam sobie nogę, to uderzyłam do Tomka z prośbą.
Powiedziałam: „daj mi kawałek mięska, skoro ty mi dałeś skórę, dobrze?”
I uwierzcie, byłam święcie przekonana że to, co proponuję, to jest wymiana – stąd też ton mojego głosu był tak przekonujący, że Tomek się zgodził, choć coś w jego głosie sugerowało zdziwienie. To mi dało do myślenia i po przeanalizowaniu swojej wypowiedzi uświadomiłam sobie, że za każdym razem to ja go dziobałam ;)

Ale popatrzcie: jak ważne jest nastawienie i odpowiedni ton głosu. Prosta psychologiczna sztuczka, tak samo jak z tym uzasadnieniem: jeśli jest długa kolejka i ktoś poprosi, żeby go przepuścić, bo się bardzo spieszy, to większość ludzi go w tym momencie przepuści – nieważne, że uzasadnienie, za przeproszeniem, z dupy – liczy się że jest. 

Szkoda tylko, że do niemowląt takie mechanizmy nie przemawiają. Prośba: „córko, nie wyj, bo mama chce przez chwilę pomyśleć” jest przez Maję totalnie olewana.
Natomiast ma już pierwszy utwór muzyczny, który ją zainteresował – jestem z niej dumna, wreszcie i ona zaczyna być melomanką – i to całkiem niezły wybór na początek.

O, przy tej właśnie piosence zaczęła machać rękami do taktu, a potem podpełzła i zafascynowana zapatrzyła się na teledysk :)

w dodatku przestaje płakać gdy ją włączam! eureka! :D


kooperacja

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 10-11-2008
Tagi: , , ,

Młoda wyciąga ziemniaki z siatki i podaje bratu. On podaje mi. Ja obieram. Młody obranego wrzuca do zlewu, odbiera od Młodej następnego… itd.
W międzyczasie oczywiście Młoda próbuje jeść ziemniaki na surowo, Tomek ją za to ruga, ogólnie sporo kwiku i zamętu.

Ale czyż to nie fajne – cała rodzina razem przygotowująca obiad? ;)
Tomek to potrafi więcej. Kanapkę sobie posmaruje masłem, coś pomiesza, z zapałem wali tłuczkiem w mięso (i nie trafia w swoje palce!). A Młoda na razie tylko tyle, ale ma pozytywne wzorce.
__________________

A jak oni zasną, to ja sobie filmy oglądam. Najróżniejsze. Ostatnio włączyłam sobie „słynny, kultowy film”, pt. „Piła”. Już pomijam fakt, że o prawie każdym filmie, który ma dobry weekend otwarcia, zaczyna się mówić „kultowy” co jest idiotyczne. Kultowy, to jest jak wciąż ma wielu wiernych fanów po paru latach od premiery, a nie po paru godzinach dobrze sprzedających się biletów. Ale do tego już przywykłam. Przeczytałam że „Piła” to horror, więc nastawiłam się na emocje.
A oglądam, oglądam… Owszem, sporo krwi. Owszem, typowe dla horroru nagłe zmiany poziomu głośności – mówią cicho, a efekty muzyczne bardzo głośno, więc człowiek podskakuje nerwowo, mimo że wcale nie ma się czego bać, ale działa zwykły efekt zaskoczenia. Ale poza tym? Fabuła niezła, ale cały czas miałam irytujące wrażenie „to już gdzieś było”. Dialogi proste, pomysły wtórne, duże ilości krwi banalne.
Kilku rzeczy, które miały zapewne w założeniu być „nagłymi zwrotami akcji”, domyśliłam się dość szybko. Zaskoczenia więc nie było, strachu nie było, ot, średni triller. Dobrze wypromowany. Wątpię, żebym skusiła się na kolejne części.
Tylko tak nie wiem… Bo słyszałam że sporo osób bardzo się bało na tym filmie…
Czy to ja jestem taka niewrażliwa i cyniczna? Czy po prostu większość ludzi uległa machinie promocyjnej, dała sobie wmówić, że film jest straszny i ich strach wynikał z autosugestii?


projekt pokalas

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 09-11-2008
Tagi: , ,

Zaczęło się od jednego spaceru do lasu, na który wzięłam aparat. Zrobione zdjęcia tak mi się spodobały, że postanowiłam fotografować za każdym razem.
To, że zrobiłam ponownie zdjęcie tego samego miejsca, to też był przypadek. Ale jak już zobaczyłam że mam dwa zdjęcia tego samego drzewa, z tego samego ujęcia, to postanowiłam wciąż je fotografować. Bo latem zielone, jesienią liście zmienią kolor, zimą być może obsypane śniegiem… Może być ciekawe.
Teraz zobaczyłam niestety, że mam dwie luki – cóż, każdemu może się zdarzyć choroba czy wyjazd.
Jednak o ile nic ważnego nie stanie mi na przeszkodzie, co tydzień będzie się pojawiać fotka.

Zapraszam więc na mojego fotobloga
Miłego oglądania.


szczęście

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 07-11-2008
Tagi: , , ,

polega na tym […]
by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów

perpetuum mobile istnieje:
dziecko się uśmiecha. matka się uśmiecha. dziecko się uśmiecha jeszcze bardziej. matka się uśmiecha jeszcze bardziej

:)

poszłyśmy na zakupy. w zasadzie planowałam tylko jakieś rajstopki, ewentualnie skarpetki…
ach te plany… i ich zmiany ;)


ale rajstopki też kupiłam i to bardzo fajne, z ABSem, czyli taką gumą na stopach, żeby nie były śliskie – dla kogoś kto już coraz częściej przemieszcza się na dwóch odnóżach, ale jeszcze niezbyt pewnie,  to dość istotne.

przebywanie z córą staje się coraz fajniejsze. reaguje już na niektóre prośby, jak „daj”, poparte gestem wyciągniętej ręki, słucha co jej opowiadam, klaszcze w łapki…
naśladuje brata we wszystkim – próbuje budować z klocków, kibicuje mu, gdy on gra na komputerze, cieszy się jak wraca z przedszkola. oraz czatuje pod jego krzesłem, jak on je obiad – resztki z talerza brata są lepsze, niż jakaśtam zupka, którą chce nakarmić mamusia ;)

lubię być matką.
(chyba nie potrafię ubrać w słowa tych uczuć, o których chciałam opowiedzieć – już od dwóch godzin „męczę” tę notkę. trudno. i tak każdy to inaczej przeżywa)


spefyfikacja gatunkowa

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 06-11-2008
Tagi: , , , , ,

Wracamy sobie z Młodym z przedszkola i rozmawiamy o tym, że jak wrócimy to ugotuję między innymi brukselkę. Rozmawiamy o tym, że kupiłam ją w sklepie, że jest zielona, itd
W pewnym momencie Młody coś mruczy pod nosem.
– Coo?
Brukselka jest robalem – oznajmia Tomasz.
– jak to robalem?
– no tak, robalem
– eee, synu, brukselka jest warzywem
– acha. a warzywa są robalami?
– nie, nie, warzywa są… – tu oczywiście mam przez chwilę zaćmienie i nie mogę sobie przypomnieć jak to się nazywa – są… są… roślinami! a robale są zwierzętami – oznajmiam dumna, że przypomniałam sobie
– aaaaa! – Tomek milknie i przetrawia informację.

Wieczorem zaś wyciągnęłam pudło z różnymi dziwnymi częściami komputerowymi, bo szukałam drugiego kabla usb i przy okazji pooglądaliśy sobie inne rzeczy. Oczywiście syn przy wszystkim najpierw pytał: „co to?”, a po mojej odpowiedzi: „a do czego to?”
No i tak tłumaczyłam co to przejściówka, dysk twardy, modem, itp, itp
Właściwie co najmniej połowę z tych rzeczy chyba mogę spokojnie wyrzucić na śmietnik, bo to już jakieś starocie, ale po pierwsze nie mam kiedy tego przejrzeć, po drugie są to „przydasie” (a może się kiedyś przyda…), a te mają mocną pozycję w moim domu. Walczę ze swoją skłonnością do gromadzenia przydasiów, ale to trudne. Pewnie jakiś atawizm, c’nie?
(jak ja lubię sobie tłumaczyć jakieś nawyki atawizmami…)

A Stwór tymczasem ma już 4 zęby – o ile byłam świadoma tego, że na górze jej się wyrzynają, to zupełnie nie zauważyłam, że na dole pcha się druga jedynka. Wczoraj zaglądam jej do paszczy, szeroko rozdziawionej z powodu łaskotania i odkrywam zęba.
Piąty też już zaraz. Tak, tak, przez 9 miesięcy była bezzębna, a teraz jak zaczęła, to piorunem.
Jeszcze mnie dzisiaj rano obdarowała – pierwszy raz wzięła coś do ręki i wyraźnie mi podała, wtykając w dłoń, gdy początkowo nie chciałam przyjąć podarunku. Tak jakby prezent na urodziny mi postanowiła podarować ;)
(i co z tego, że była to tylko zmięta chusteczka higieniczna…)