rycerze i potwory

3

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 31-10-2008
Tagi: , ,

Młody lubi klimaty rycerskie. Miecze, smoki, potwory.
Ma miecz drewniany, miecz dmuchany oraz miecz świetlny. Świetlny jest akurat lekki, więc Młoda spokojnie może go podnieść. 
Ostatnio podniosła i z zapałem waliła brata po plecach:

- Maju, nie walcz ze mną, nie jestem potworem!

- Mamo, czy Maja jest rycerzem Jedi?
- Mamo, ona mnie bije….

Bardzo mi się spodobała kolejność wypowiedzi Młodego – najpierw zwrócił się z prośbą do siostry, potem zainteresował jej sympatiami, a dopiero trzecie było donosem ;)


naturalia non sunt turpia

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 31-10-2008
Tagi: , , ,

Jak to się stało, że ja myślałam, że 4,5 latek, jest już w miarę ucywilizowanym stworzeniem?

Syn jest chory. Córka też. Ja jestem jedyna zdrowa w tym towarzystwie. Przynajmniej fizycznie. O stanie zdrowia psychicznego wolę nie myśleć ;)

Wczoraj moja mama, która dzielnie mi tu pomaga ogarniać ten chaos, widząc Tomka mamlącego coś w buzi, zapytała podejrzliwie: „co jesz?”. Na co syn z tą uroczą, właściwą dzieciom bezpośredniością odparł: „gluta!”
Yummy.

Kilka godzin później na blipie natknęłam się na wpis ^ols.a, w którym przytacza pytanie swojego dziecka.
Tak, tak. Temat glutów widać jest fascynujący dla młodzieńców w wieku przedszkolnym.
Syn w dodatku przez to chorowanie i siedzenie w domu dostaje głupawki (może mu te gluty przesłaniają jasność myślenia). Poprosiłam żeby mi podał chusteczkę do nosa. Podał. Za chwilę potrzebuję drugiej… mówię: „podaj mi wszystkie chusteczki”. A ten zamiast wziąć całe pudełko, zaczyna błyskawicznie wyciągać pojedyncze chustki z opakowania, zawierającego 150 sztuk… Zanim pokonałam atak śmiechu i dałam radę wykrztusić z siebie coś, powstrzymującego te niszczycielskie działania, zdążył wyciągnąć z 10 chusteczek.
I tak jego siostra była lepsza pod tym względem, gdy dorwała w ręce chusteczki:

Od Maja

No i tak zasmarkani, kaszlący i chrychający płyniemy razem z Buzu Squat

sierotyzmu ciąg dalszy

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-10-2008
Tagi:

siedzę w internecie czytając blogi. pić mi się chce. o jak bardzo chce. ale nie mogę się oderwać, no nie mogę się oderwać od czytania/oglądania. na przykład tego
no i gdy wreszcie mobilizuję się do pójścia po coś do picia, odkrywam, że tuż obok komputera stoi cały karton soku i szklanka – które to rzeczy przyniosłam sobie pół godziny temu, kiedy to krzątałam się po mieszkaniu wykonując różne nudne czynności i już wtedy poczułam pragnienie. taaak. nie wiadomo czy cieszyć się z mojej zapobiegawczości (że tak sobie naszykowałam picie) czy płakać nad gapiostwem (że przez pół godziny nie zauważyłam czegoś, co było jakieś 20 cm od miejsca, w które wbijałam wzrok). na pewno cieszyć się może Eirena, której twórczości zostałam fanką. 


sierotyzm

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 27-10-2008
Tagi:

Wczoraj wieczorem na przykład wyglądało to tak:
Włączyłam sobie film na komputerze.  „Planet Terrora” Roberta Rodrigueza – bardzo przyjemny, polecam
Jak tylko zaczęłam oglądać, to pomyślałam że coś bym przegryzła. Zapauzowałam film, poszłam do kuchni i wygrzebałam z lodówki słoiczek z koreczkami śledziowymi. Takie o nazwie „kalifornijskie” – ze śliweczką, mniam. Otworzyłam, zjadłam jednego – oczywiście się upaprałam tłustą zalewą. Umyłam ręce. W chwili, kiedy kończyłam je wycierać, doszłam do wniosku że właściwie to zjadłabym jeszcze jednego. Znowu otworzyłam słoiczek i znowu mimo używania widelca usmarowałam sobie palce tłuszczem. Dobra. Schowałam koreczki, umyłam ręce, i z solidnym postanowieniem nieotwierania więcej tego słoiczka, postanowiłam zjeść jeszcze plasterek szynki. Zjadłam… Po czym doszłam do wniosku, że szynka owszem, smaczna, ale jakoś wolę mieć w ustach posmak tych koreczków, a nie wędliny (zęby myję w takiej sytuacji dopiero jak skończę oglądać film, bo z doświadczenia wiem, że inaczej muszę myć je dwukrotnie).
Toteż wyciągnęłam znowu koreczki i trzeci raz potem myłam ręce…


Inny przykład to wychodzenie z domu. Zawsze, ale to zawsze, zamknę drzwi, odejdę od nich parę kroków i… przypominam sobie, że czegoś szalenie potrzebnego nie wzięłam. I w pośpiechu wracam, łamiąc paznokcie i obcasy…
Bo przecież jak nie wezmę parasola to będzie padał deszcz… (ale to już kwestia Prawa Murphy’ego)


prośba organizacyjna

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-10-2008

Niektórzy z was drodzy Czytelnicy pewnie wiedzą, że mam podgląd wejść. Tych, którzy nie wiedzą, niniejszym informuję. Wiem kto, kiedy i z jakiego komputera zagląda.
W związku z tym uprzejmie proszę stałych, albo nawet okazyjnych czytelników, o wpisanie się do Księgi Gości - po prawej stronie bloga, pod wklejką z Blipa. Albowiem widzę, że trochę mam tych regularnych czytelników, którzy jednak nie zostawiają po sobie śladu. Będzie mi miło jeśli chociaż w Księdze potwierdzą że bywają (co i tak wiem ze statystyk).


prymitywizm

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-10-2008
Tagi: , ,

Nienawidzę ludzi, którzy śmiecą w lesie. Śmieci rzucane byle gdzie w ogóle są denerwujące, ale w lesie  szczególnie rzucają się w oczy. Wszystkie podmiejskie (a nawet nie tylko podmiejskie) lasy w Polsce charakteryzują się tym, że jest w nich pełno śmieci. Czasem to pojedyńcze opakowania po batonikach/soczkach/prezerwatywach oraz napojach alkoholowych, ale równie często to po prostu wory ze śmieciami całej rodziny. Bo ktoś chce sobie przyoszczędzić na wywozie śmieci (jasne, skoro wybudował domek za 200 tysięcy to wydatek kilku(nastu) złotych to już za dużo).
Jest to dla mnie niepojęte i nieakceptowalne chamstwo.
Dzisiaj jak co tydzień poszłam do lasu na spacer. Z dziećmi i aparatem. I w pewnym momencie stanęłam przed dylematem: podnieść śmiecia – ale podeptać zielony, puszysty mech, który cudownie kontrastuje z żółtymi liśćmi na krzaku, który chciałam sfotografować, czy nie podchodzić i „zyskać” w kadrze ohydny plastikowy kubeczek? Wybrałam to pierwsze. Ostatecznie szkoda dla mchu okazała się niewielka, bo na szczęście mało ważę. Nawet z 10 kilowym dzieckiem w chuście nie stanowimy wielkiego ciężaru.
Śmiecia zabrałam i wyrzuciłam potem do kosza. Ale kilka metrów dalej leżał kolejny… i kolejny… A nawet jakbym zebrała wszystkie na jakimś terenie zaraz przyjdzie następny idiota, który bezmyślnie rzuci coś na ziemię. I jeszcze następny. I wiem, że nie przetłumaczy się wszystkim, nie upilnuje, nie zlikwiduje. Przecież za wyrzucanie śmieci do lasu rzekomo są jakieś kary. I co? Ano to co widać. Bardzo się trzeba postarać, żeby dostać taką karę. Martwe, bezużyteczne prawo. Przykre to.

Od październik 2008

Tymczasem Młody ukuł nowe słowo do rodzinnego słownika: szuru buru. Oznacza to czynność polegającą na szuraniu nogami wśród sterty suchych liści, wywołując szelest. Powiem szczerze że sama uwielbiam robić „szuruburu”. To się nazywa mieć w sobie wewnętrzne dziecko, czy jakoś tak :)


czarowanie

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 20-10-2008
Tagi: , , ,

Gotuję obiad.
Mięso, warzywa, przyprawy. Kroję, mieszam, rozcieram w dłoniach suszoną bazylię. Siekam czosnek. Pachnie. Ciepło. Włączam płytę „Charango” Morcheeby.
Zawsze jest to dla mnie tworzenie domu. Zapach jedzenia i ciepło to najważniejsze spoiwo. Ogrzany i najedzony człowiek może walczyć z całym światem.

A potem idziemy do lasu. Naładować się energią, zaczerpnąć jej od Matki Ziemi. Rozkładam ramiona, oddycham głęboko, napełniam oczy obrazami złotych, czerwonych i brązowych liści. Syn biega i czerpie siłę z pozornego jej trwonienia. Walczy ze smokiem. Córka śpi. Jeszcze, jeszcze. Wdech tak głęboki, że w płucach kłuje. Musi starczyć na cały tydzień. A nadchodzący będzie trudny i smutny. Ale jak zwykle dam radę ze wszystkim. Dom z mocnymi ścianami jest tam, gdzie go tworzymy. Choć zdecydowanie się to lepiej robi w obrębie murowanych ścian.

A las będzie…

Od październik 2008


….

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 17-10-2008

Jakże teraz nieprzypadkowe wydaje mi się to, że właśnie dziś rano wpisywałam w google słowo „grób”…..

A Młoda płacze, bo rosną jej zęby.
Nic się nie zmieni…  Choć tyle się zmieniło dzisiaj.


Dwa światy… a może jeden?

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 14-10-2008
Tagi:

Dwukropek i zamknięcie nawiasu automatycznie zamienione zostanie na animowany obrazek. Automatycznie też ściągnie się i zainstaluje nowa wersja przeglądarki, programu, komunikatora, systemu operacyjnego. Najnowszy plugin, najnowsze wersja, najnowsza wersja życia.
Spellcheck sam poprawi Twoje błędy, myszka sama przejdzie w stan czuwania, komputer dokona aktualizacji. Co pozostaje Tobie, mały człowieczku?
W internecie, jeśli nie jesteś na bieżąco wypadasz z obiegu. Internet stał się częścią życia, więc jeśli nie jesteś na bieżąco z Siecią, nie jesteś na bieżąco z życiem. Offline = Dead.

A przecież nie są tak bliźniacze te światy. „Śmierć w sieci” nie oznacza zgonu w realu. Z faktu, ze nawet kilkudziesięciu trolli napisze na forum, że samotne matki to niemiłe zdziry z obwisłymi cyckami, z którymi nikt nie chce się zadawać, nie oznacza że ktokolwiek w realu się tak zachowuje. Floodowanie nie oznacza że autor w realu też nawija jak nakręcony.
A jednak… Ktoś, kto nie ma bloga, numeru gg, konta na popularnym serwisie społecznościowym, nie wie co to YouTube, etc, etc w pewnym sensie nie istnieje. A z drugiejs strony kontakty netowe są czasami tak płytkie, ze zamiast człowieka bot mógłby obsługiwać taki netowy wizerunek. Skoro komputer „sam” aktualizuje oprogramowanie, to równie dobrze mógłby aktualizować image w sieci.
Ot, o tej samej godzinie pisać #dzieńdobry (#kawa, #praca, #obiad,etc…) na blipie, tu i ówdzie zmienić czasem jakieś dane, avatar, zamieścić w komentarzu na blogu dwukropek i nawias, które zostaną automatycznie zamienione na animowany obrazek…
Spokojnie da się napisać taki program. Po co więc jesteśmy wtedy my – żywi ludzie?

Szyderczo się śmieje żółta buźka…
buźka

Cóż, tego tekstu nie napisałby bot. Ale już zdjęcia przyrody mógłby robić automat i przesyłać na Picassę/blipa/Flickera, cokolwiek. Trochę się zaciera ta różnica między tym, co robi w necie człowiek, a co robią programy. Jak daleko zajdzie? Do czego nas to zaprowadzi? Emocje w sieci nie są takimi, jak w życiu. Dwukropek i otwarcie nawiasu sygnalizuje smutek, ale daje nikłe pojęcie o tym, co się dzieje w duszy człowieka. Przesłane przez GG <przytul> tak naprawdę nic nei znaczy. To własnie jedna z tych rzeczy, które mógłby robić bot. Automatycznie wysyłać takie „pocieszenie” na hasło #niechmniektośprzytuli. Och dobrze, nie mówię przecież że to kompletnie bez sensu – zawsze to miło. Ale to takie powierzchowne.
W necie piszemy tyle rzeczy, których na żywo nie umiemy/nie chcemy powiedzieć. Jednak to „patrzenie w oczy” jest sporą barierą psychologiczną. Kto z ręką na sercu może powiedzieć że wszystko co pisze mógłby powiedzieć w rzeczywistości, patrząc drugiemu człowiekowi w oczy? Albo stojąc przed tłumem obcych ludzi? Zamieszczamy zdjęcia swoich posiłków, bo to takie proste cyknąć fotkę i wysłać ją do Sieci. Ale w oknach wieszamy zasłonki, żeby nikt nam w talerz nie zaglądał…
Pamiętam jakie silne emocje towarzyszyły poczatkom emisji programu tv „Big Brother”. Kamery śledzące 24 godziny na dobę codzienne życie (no, nie do końca takie normalne, bo sytuacja była wykreowana sztucznie, ludzie nie chodzili do pracy/szkoły/w inne miejsca przez czas trwania programu). Ileż dyskusji, artykułów, sporów o granice prywatności, etykę, etc. A teraz mam wrażenie że internet stał się takim Wielkim Bratem.
Ludzie opisują cały swój dzień. Na blogu, na blipie, na gg, na forum. Wiemy kto kiedy wstaje, co robi w pracy, co je, o której chodzi spać, czy ma kota, czy psa… A nawet jeśli nie pisze sam, o tym co robi, to i tak informacje te „same” wypływają.
Słucham muzyki – scrobbler przekazuje informację o tym, czego słucham na last.fm
Wchodzę na czyjąś stronę – licznik odnotowuje że weszłam, z jakiej strony weszłam, ile czasu spędziłąm na stronie, podaje również z jakiej przeglądarki/systemu operacyjnego/rozdzielczości korzystam.
Świeci się czerwona/zielona kropka że jestem „online”. Nie sposób już przeglądać zasobów Sieci w oderwaniu od jej życia – nie można udawać że nas nie ma. wszędzie jesteśmy obserwowani, odnotowywani, zapisywani. „Ostatnie logowanie…” i wszystko jasne…
Kiedyś człowiek mógł wyłączyć telefon, zgasić światło i schować się przed światem, udawać że go nie ma, wyizolować się. A teraz? Jeśli nie możemy wyłączyć komputera – a z wielu powodów, przede wszystkim pracy zawodowej, coraz częściej staje się to niemożliwe – to jesteśmy skazani na istnienie w Sieci. Jesteśmy widoczni. Nie ma ucieczki do ciemnej jaskini.

Heh, ledwo napisałam ten krytyczny tekst internetowi bogowie się na mnie zemścili, serwis gazeta.pl, gdzie ostatnio najczęściej bywam zaatakował mnie „pięćsetką”, a gdy w końcu udało mi się zalogować na forum, okazało się że zresetowało mi wszystkie ustawienie, zniknęły moje fora, sygnaturka, moja wizytówka… zapewne błąd serwera i rzecz jest do odwrócenia, ale.. dość złowrogo to się zbiegło w czasie.

Niechcący napisałam o wiele więcej, niż planowałam. I o kilku kwestiach, które może przejrzyściej byłoby rozdzielić. Ale szczerze mówiąc, Drodzy Czytelnicy, nie mam już siły tego zmieniać.

00:00 edit:
aczkolwiek internet bywa pożytecznym narzędziem:
http://bash.org.pl/425095/ ;)


brak tytułu

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 13-10-2008
Tagi:

Albowiem nie mam weny.
Mam za to zakwasy. I router. :D

Znalazłam ciekawy #cytat na dziś:
„Kobiety są jak szczury, nie znają żadnych przeszkód, przegryzą się przez wszystko”
Pär Lagerkvist

i piosenka na dziś, niestety smutna: