no i po imprezie

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 31-05-2008
Tagi: , , , ,

Urodziny udały się znakomicie. Goście dojechali, pogoda dopisała, tort był smaczny, balony kolorowe, prezenty trafione, zabawa świetna. Nie ma co opisywać, kto był kiedykolwiek na imprezie pod tytłem: „urodziny kilkulatka” wie, jak to wygląda, kto nie był i tak mu sam opis nic nie powie.
Zdarzeniem nadzwyczajnym była tylko wizyta sąsiadki z dołu. Wyglądało to tak, że ktoś zadzwonił do drzwi, a ponieważ ja właśnie karmiłam małą, do drzwi poszedł Jacek, otworzył, po czym zaczął wysłuchiwać litani zarzutów (nawet nie wiem czy na początku padło jakiekolwiek „dzień dobry”…). Zarzuty brzmiały mniej więcej tak: „U państwa to zawsze tak głośno, ciągle hałasy, tupanie, bieganie, aż mi się sufit trzęsie, a dzisiaj to już niemożliwie, ja widzę że dzisiaj uroczystość, ale u państwa to zawsze, codziennie pralka pracuje, chodzą państwo, a czasami to ja nie śpię i ktoś chodzi w środku nocy, wczoraj o pierwszej w nocy pani do łazienki chodziła” (to już do mnie padło, bo w międzyczasie podeszłam). Taak. Powiedziałam spokojnie, że pranie nigdy się nie kończy po 22-giej, a co do tupania to niestety, nie umiemy unosić się nad ziemią. Natomiast Jacek bardzo uprzejmym tonem poradził, żeby zapisywała te zdarzenia, szczególnie to chodzenie do łazienki, na co Pani powiedziała: „a tak, tak, będę zapisywać” i zdaje się że potraktowała jego życzliwą radę całkiem poważnie (inna rzecz, że Jacek powiedział to tak poważnym tonem, że sama bym się nabrała…). No, chciałabym zobaczyć minę jakiegoś policjanta, jakby dostał wezwanie do tego, że: „sąsiadka z góry chodzi o pierwszej w nocy do łazienki” :D
Cóż, sąsiadka się rozbestwiła, bo przez kilka lat mieszkanie stało puste, a teraz wprowadziła się baba z dwójką dzieci, ale nawet to jest kiepskim wytłumaczeniem idiotyzmu jej zarzutów.
Stwierdziliśmy po jej wyjściu (a właściwie wypchnięciu za drzwi) że jestem okropna. No bo jak to tak można, sikać o pierwszej w nocy? Powinnam sobie cewniczek zakładać, doradziła Kamila, a mama bliźniaków dodała, że nie powinnam prać – przecież można nosić brudne ubrania i żyć, jestem strasznie rozpaskudzona zdobyczami cywilizacji.

Wieczorem odprowadziliśmy gości do pociągu, a ponieważ do dworca mamy 3 (słownie: trzy) minuty drogi, oczywiście nie targałam wózka, tylko wzięłam Maję w chuście. No i inny sąsiad jak nas zobaczył, szczękę zbierał ze schodów, jedyne co zdołał powiedzieć to jakieś: „nie poznałem Pani”. Tak, tak, jak to napisały dziewczyny na forum chustowym, jedną z wad chusty, jest to, że jak wychodzisz bez niej, to nikt się za Tobą na ulicy nie ogląda :)
Inne wady to, na przykład: trzeba ją czasem prać i czekać aż wyschnie, uzależnia, rozwija narcyzm (trudno przejść obojętnie obok lustra czy wystawy sklepowej, bez zatrzymania się choć na chwilę, żeby popodziwiać jak super wyglądamy). Po tygodniu noszenia potwierdzam: wszystkie powyższe „zarzuty”
są prawdziwe.


z pytań egzystencjonalnych:

4

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 31-05-2008
Tagi: ,

dlaczego ja mam krem czekoladowy na:
klawiaturze
włosach
spodniach
blacie kuchennym
podłodze w kuchni
podłodze w pokoju
łokciu?

na torcie oczywiście też. ale to jedyne właściwe miejsce na niego
wychodzi na to, ze jest baaardzo wydajny


przepraszam, zastałem węża?

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 30-05-2008
Tagi: , , ,

Mój syn ma urodziny. Kończy 4 lata. Urodził się 3 czerwca, ale imprezę robimy jutro, bo sobota. A dzisiaj byliśmy po prezent. Powiedziałam mu, że ma urodziny, na urodziny dostaje się prezenty i chcę mu dać coś, co sam sobie wybierze. Pytam go więc: co byś chciał dostac w prezencie? Myśli, myśli i w końcu mówi: węża. Węża? Tak, węża. Ok, no to idziemy szukać węża.  Wchodzimy do sklepu z zabawkami, rozglądamy się,  w końcu Tomek pyta: czy jest wąż?. Niestety, w tym sklepie węża nie było. Powiedziałam synowi, że pójdziemy jeszcze do innego sklepu, ale żeby wybrał sobie może coś, co ewentualnie kupimy zamiast węża. Młody po krótkiej chwili wskazał radośnie na plastikową trąbkę. Dźwięk wydobywający się z tego pseudoinstrumentu znacząco podwyższył moją motywację do znalezienia węża. Poszliśmy zatem dalej, pytając w innych sklepach z zabawkami: Czy jest wąż? Co brzmiało jak: „czy jest pan Kowalski?”
Wreszcie w jednym sklepie pani powiedziała, że na pewno w pluszakach był jakiś wąż. Szukaliśmy, szukaliśmy (a kosz duży…) i nic. Znaleźliśmy jedną, drugą, trzecią książeczkę dla Mai (takie książeczki z materiału, z kolorowymi obrazkami i gadzetami typu lusterko, szeleszczące coś, gryzaczek, tkaniny o różnych fakturach, itp). W sumie moja córka ma już 4 takie książeczki. Znaleźliśmy też uroczego królika – grzechotkę z firmy Mothercare również dla Mai. A węża jak nie było tak nie ma. Posłałam więc Tomka po wsparcie. Poszedł, stanął przed ladą i zapytał ekspedientki: „czy pomoże szukać węża?”. Pani przyszła, zaczęłyśmy razem ryć w koszu, w końcu jak nadzieja niemal zgasła (zachodziło podejrzenie, że wąż został jednak sprzedany wcześniej przez drugą ekspedientkę), pani przypomniała sobie o jeszcze jednym worku z zabawkami. Wyciągnęła go, wysypała zawartość i … hurra! wąż!
Naprawdę, dawno się tak nie ucieszył z prezentu :)
Nie mam pojęcia, skąd mu się wziął ten wąż. Może z „Misia Fantazego?” Kiedyś był tam jakiś przerażający wąż, którego Młody się bardzo bał. Ale dzieci lubią się bać, więc może stąd.
Wąż nie jest imponujących rozmiarów (ma jakieś 60 cm długości), ale może to i lepiej, bo gdyby miał się stać ukochaną zabawką mojego syna, taką, którą trzeba wszędzie zabierać ze sobą, to byłoby dużo trudniej gdyby miał kilka metrów, jak wąż, którego ma jeden mój znajomy.


zgodne dziecko

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 29-05-2008
Tagi: ,

-Co tu robi ten piasek?
-Z placu zabaw piasek!
-To niech tam wraca!
-Dobrze mamusiu!

(dodam, że piasek był w łóżku syna…)


chustomania

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 29-05-2008
Tagi: ,

Stało się, zaraziłam się wirusem i zostałam nosicielką :D


Motam, wkładam Maję, noszę… i obie jesteśmy coraz bardziej z tego zadowolone. Obie, powtarzam OBIE ręce mam wolne, a dziecko nie leży i nie marudzi, że mu się nudzi/chciałoby na rączki. Mięśnie kręgosłupa się wzmacniają, sylwetka prostuje (koniec z garbieniem!), rewelacja.
Tomek nieco się zdziwił, jak pierwszy raz się zamotałam. „Jesteś związana? I dzidzia jest związana!” zakrzyknął. Popatrzył chwilę, jak noszę jego siostrę i zazdrośnie powiedził: „js też chcę być związany”. Cóż, jakoś przebolał moją odmowę. W zasadzie mogłabym chwilę ponosi go na plecach, ale na razie nie umiem wiązać sama chusty tak, żeby dziecko było na plecach, poza tym boję się, że jednak nawet chwila noszenia takiego prawie 20-sto kilowego chłopa będzie ciężkim przeżyciem dla mojego kręgosłupa.

Najpopularniejsze forum – jakby ktoś chciał wiedzieć więcej :)
A tu też dużo informacji i sklep


pamiątki z wycieczek

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 26-05-2008
Tagi: , ,

Jak już pisałam, wczoraj sprzedałam dziecko. Pojechał z dziadkami na imprezę plenerową. Impreza nosiła tytuł – V Piknik Militarny. Rozumiecie – czołgi, wybuchy, grochówka wojskowa, takie tam. A co takiego mój syn przywiózł w charakterze pamiątki z tego wydarzenia?

Wielkiego. Różowego. Balona.
Z wizerunkami Odlotowych Agentek. W dodatku on wcale nie ogląda tej kreskówki. Ot tak, akurat ten mu się spodobał. Co więcej, balon ów cieszy się takim poważaniem, że wczoraj balon też musiał oglądać dobranockę (Tomcio go trzymał całą bajkę na wysokości telewizora, bo balot napełniony helem i uciekał pod sufit), gdy Tomek kładł się spać, powiedział że „dziewczynki też idą spać”, a dzisiaj próbuję właśnie odwieść go od pomysłu zabierania balona ze sobą na spacer.
A ja piszę osobom, które pytają co mu kupić w prezencie na urodziny, że coś z dziedziny: lotnictwo, kolejnictwo, motoryzacja! Może ja nie mam racji? Może zamiast samochodu policyjnego czy samolotu mój syn bardziej by się ucieszył z zestawu lalek??



incredible!

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 25-05-2008
Tagi:

Młoda nie umie jeszcze siedzieć, a już prawie łazi. Potrafi już ponad 5 sekund utrzymać ciało w pozycji do raczkowania i pomału podejmuje pierwsze próby ruszenia z miejsca. Jak na 5 miesięcznego niemowlaka to jest wyczyn, przeważnie dzieci zaczynają raczkować między 8 a 10 miesiącem życia. Z pewnością pomaga jej to, że jest lekka – chyba odziedziczyła po mnie skłonność do utrzymywania się w dolnej granicy normy prawidłowej wagi. Ale i tak jestem pod wrażeniem.


sprzedałam dziecko

1

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 25-05-2008
Tagi: , ,

Przez chwilę myślałam ze zgrozą, że jestem mamuśką-kwoką. Gdy odchodziłam z peronu, w którego właśnie odjechał pociąg z moimi rodzicami i synem miałam wrażenie, że nie powiedziałm im tysiąca ważnych rzeczy o Tomku i już, juz łapałam za komórkę, żeby zadzwonić i powiedzieć coś w rodzaju „jakby było ciepło zdejmijcie mu polarek, bla bla bla…”, ale się powstrzymałam. A teraz siedzę z Młodą w domu,  bawię się z nią, robię porządki w chałupie (m. in. selekcję ciuchową), bloguję i jest mi dobrze. Wcale nie martwię się już o potwora, mam nadzieję że będzie się dobrze bawił z dziadkami i że nie wrócą za wcześnie.  Idealnego świętego spokoju nie ma, bo jednak Młoda nie śpi już tak dużo, ale zdecydowanie spokojniej (i ciszej o połowę). Nikt nie śpiewa na cały głos „Jozina z Bazin”, nie domaga się soku malinowego, nie skacze, nie tupie, nie informuje mnie gromko: „dzidzia ryczy!”, w momencie gdy trzymam tę dzidzię na rękach… Luz i swoboda :) 


już wiem

0

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-05-2008
Tagi: , ,

to jednak będzie blog o mnie i Tomku. Głownie. Czterolatek to jednak stworzenie warte opisywania. Będzie pamiątka po latach :D

z cyklu „marudy”

Ja: boli mnie
Tomek: mnie też boli!
-a co Cię boli?
-mnie brzuszek
-a mnie pierś


gumowe ucho

2

Autor: Królowa Nocy | Opublikowano dnia 24-05-2008
Tagi: , ,

Pamięć Tomka naprawdę mnie zadziwia. To, że słyszy jakąś piosenkę i zaczyna ją śpiewać to nic takiego. To, że słyszy jakieś słoweczko/powiedzonko i natychmiast je powtarza to też jest normalne. Ale szczęka mi opada, jak znienacka zaczyna śpiewać albo mówić coś, co usłyszał raz miesiąc temu i o czym nigdy wcześniej nie mówił. Tak jak przed chwilą. Sprzątałam w kuchni, a jemu poleciłam sprzątnąć zabawki. Nudziło mu się przy tym, więc gadał do siebie. I nagle słyszę, wypowiedziane charakterystycznie modulowanym głosem: „bo ona nie ma placka”. A ten fragment popularnego serialu Tomek usłyszał tylko raz jeden, około 3 tygodnie temu, gdy znajomy przysłał mi go mailem jako dzwonek na komórkę i odsłuchałam, żeby sprawdzić czy plik jest w porządku. Było to późnym wieczorem, Tomek nie spał, ale już leżał w łóżku i wydawało się, że w ogóle nie zwrócił uwagi na to, co poleciało z głośników. A tu proszę… Nie jest to co prawda dokładny cytat, ale chyba to i lepiej zważywszy na to, co jest w oryginale zamiast „placka”. ;)